3 pytania do… Jarosława Mokrosa

3 pytania do… Jarosława Mokrosa

Bezsprzecznie był jednym z bohaterów ENERGI CZARNYCH Słupsk w ostatnim czwartym meczu półfinałowej rywalizacji z PGE Turowem Zgorzelec. Jarosław „Braveheart” Mokros zdobył aż 19 punktów, przy czym stanowił wśród słupszczan główne źródło siły, szybkości oraz walki. W krótkiej rozmowie z Agatą Marzec opowiada „na gorąco” o wydarzeniach z gorących parkietów najciekawszej, jak dotąd, pary play off 2015:

Jarku, to drużyna wyznaczyła wczoraj Ciebie do roli tajnej broni ENERGI CZARNYCH Słupsk czy to Ty sam postanowiłeś wziąć ciężar gry na swoje barki i zostać siłą napędową zespołu?

Jeśli mam być szczery -  to nie było żadnych założeń. Ciężko założyć przed meczem, kto ma wziąć na siebie ciężar gry. Akurat wczoraj ja miałem dobry dzień i z kolegami staraliśmy się to wykorzystywać. Duża zasługa w tym również małego „Krzykacza” – Jerela, który dodaje mi wiary w siebie i każe mi więcej rzucać.
Generalnie to wszyscy - jako drużyna - wyszliśmy bardzo zmotywowani i zaangażowani, by pokonać Turów, a przynajmniej zagrać tak, by nasi fani byli z nas dumni i myślę że to się nam udało w 100%. Daliśmy z siebie maksimum, lecz niestety to nie wystarczyło…

To Twoje pierwsze półfinały w karierze - jak je zapamiętasz?

Pomimo braku awansu do finału TBL, zapamiętam te rozgrywki na długo. Zebrałem dużo doświadczenia, które z pewnością będzie owocować w przyszłości. Były to mecze walki, kibice za nami jeździli, a Gryfia za każdym razem płonęła… super sprawa!

Walczyliście z Turami do końca, a ostatni mecz był dowodem na to, że szybko pozbieraliście się po dwóch wcześniejszych porażkach. Mieliście apetyt na finał. Jak udało się Wam przezwyciężyć czarne myśli i tak szybko wziąć się w garść? Kto o to zadbał?

Byliśmy pod ścianą i nie mieliśmy nic do stracenia. Bardzo nas bolały dwie wcześniejsze porażki z różnicą 20 punktów. W całym sezonie nie odnieśli nawet jednej tak dotkliwej przegranej, a tymczasem przytrafiły się takie dwie z rzędu. Mamy swój honor i ambicje. Wyznajemy zasadę, że dopóki piłka w grze, będziemy grali do końca. Wczoraj Turów musiał się sporo napracować, aby nas pokonać i jestem przekonany, że u niektórych zawodników już gdzieś się pojawiała myśl, że wrócimy do nich na piąty mecz. Myślę jednak, że o losach tego meczu zadecydowała dłuższa ławka gości.

A odpowiadając na dalszą część Twojego pytania: o to kto zadbał, żebyśmy się pozbierali, to na pewno należy zacząć od trenera, któremu udało się nieco oczyścić nasze głowy. Udało się mu przemówić do nas na spokojnie, nie męczył nas dodatkowym treningiem czy kolejnym zapisem meczu na  video…  Zamiast tego tchnął w nas wiarę i sprawił, że na nowo chcieliśmy pokusić się o wygraną.
Jeśli chodzi o mnie, to muszę wspomnieć, że dodatkowym motywatorem  jest jeszcze mój brat, który po każdym meczu mnie wspiera i wie jak do mnie przemówić, choć nie jestem łatwym człowiekiem, bo często po słabych meczach nie lubię z nikim gadać

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."