BABSKIE GADANIE: A baba znów gada...

BABSKIE GADANIE: A baba znów gada...

Zdecydowanie za długo trwał ostatni sezon ogórkowy. Tym zdaniem postanowiłam przywitać się z Wami, Drodzy Kibice i Czytelnicy niniejszego bloga u progu sezonu 2012/2013 (okazało się, że babskim gadaniem zainteresowali się również kibice z innych miast, których maile trafiły na skrzynkę autorki, ku jej ogromnemu zaskoczeniu). Czy ktoś z Was zdaje sobie sprawę z tego, co dla kobity oznacza okres kilkumiesięcznego przymusowego milczenia? Udając się na wakacje, wiedzieliśmy jedno: że wszystkim graczom skończyła się ważność kontraktów, że prawdopodobnie trener Adomaitis nie wróci do Słupska, że hala Gryfia może nie przejść pozytywnie weryfikacji. Że nie ma pewności co do zapewnienia budżetu na przyszły sezon. I jak tu spokojnie leżeć pod palmą?

Nie dało się. Pracownicy w klubie zakasali rękawy i ostro wzięli się do działania. Najpierw Prezes Twardowski szybko uspokoił nas, zapewniając, że budżet będzie, Energa przedłuży umowę i koszykówka w mieście pozostanie na kolejny sezon. W wyniku prowadzonych rozmów zakończono współpracę z zawodnikami z poprzedniego sezonu. Wiem, że wielu z Was zastanawia się głośno nad ich formą i efektem końcowym. Dotarły do mych ciekawskich uszu wyjątkowo drastyczne i barwne wersje owych dialogów. Racje reprezentowane przez obie strony były nie do pogodzenia, niemożliwe okazało się wypracowanie kompromisu. I tyle. Żadnych kontrowersji, żadnego drugiego dna.
Trener Linartas wprost palił się do rozpoczęcia działań scoutingowych, miał już przygotowaną listę graczy, konkretne wyobrażenie przyszłego zespołu i mnóstwo zapału. Tych, którzy bali się, że pozostający wcześniej w cieniu pierwszego szkoleniowca Litwin, będzie postacią bezbarwną i mało atrakcyjną dla kibiców, spieszę uspokoić: Marius Linartas to niezwykle charyzmatyczny trener, ciekawa osobowość i znający się na swoim fachu specjalista.
Zapewniam, że zawodnicy też nie byle jacy, najlepsi i starannie wyselekcjonowani, na miarę możliwości  budżetu klubu. Wybór każdego z nich poprzedzony był dokładną analizą własną oraz weryfikacją z innych źródeł.
Najtrudniejsze w przygotowaniach pozostawiłam na koniec... Jaka Gryfia jest, każdy widzi. Choć miejsce to stanowi dla kibiców synonim najukochańszej i bliskiej sercu twierdzy, dla wizytatorów obiektu to po prostu zbyt ciasny i zacofany obiekt, jeden z ostatnich tego typu w profesjonalnym sporcie. Choć na głowę jeszcze nie kapie, nikogo nie uśmiercają podczas meczu spadające cegłówki, trudno nie przyznać, że wraz z rosnącą liczbą wymogów władz PLK, nasze kontrargumenty stają się coraz słabsze. Przed nadchodzącym sezonem naprawdę po raz ostatni pogrożono nam palcem.
Tak więc 15 września z dumą przekroczyłam próg Gryfii, ciesząc się w duchu, że po „długich ogórkach" (jak to dwuznacznie brzmi w ustach kobiety) dostąpię oczekiwanej satysfakcji. A wygłodniała byłam okrutnie!
Na wejście powiało nowością (my- kobiety- przyzwyczajone do przypisanej naszej naturze stałości, boimy się wszelkich modyfikacji): nowi zawodnicy, nowi trenerzy, nowe stroje, nowa ochrona, nowe choreografie: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=BZk0NdX5epE,  nawet nasza staruszka jakby nie ta sama. Czy zauważyliście, że na suficie pojawiła się cała seria nowych oświetleniówek? By grało się jaśniej...
Hasło „Wszystko nowe" stało się świadomym i celowym elementem strategicznym słupskiego klubu, który postanowił stworzyć twór nienaznaczony przeszłością, zaakcentować gotowość do odważnej metamorfozy i podejmowania ryzyka. Odłożono na bok sentymenty, skoncentrowano się na wizji przyszłości. Mamy nadzieję, że nawet najbardziej sentymentalni kibice dadzą się przekonać tej idei.  Czy okaże się ona słuszna? Odpowiedź na to pytanie będzie pewnie w tej chwili równie niepewna, co przekonanie, że Czarni bez wymienionych zmian zapewniliby sukces.
Można marudzić, że obsada turnieju niezbyt wymagająca, że skuteczność jeszcze daleka od optymalnej, że atmosfera na trybunach ospała. Uważam, że turniej miał odegrać inną rolę: stworzyć zawodnikom wyobrażenie gorącego piekła, w którym przyjdzie im nadziewać na widły zbłąkane dusze, pozwolić drużynie poczuć swoją siłę, uwierzyć w nią, przede wszystkim jednak umożliwić trenerowi rozwianie ewentualnych wątpliwości strategicznych. Efektem ubocznym tych zamierzeń stało się zwycięstwo w turnieju.
 Nie czuję się jeszcze dostatecznie poinformowana co do możliwości poszczególnych graczy, by ich oceniać, pozwolę sobie zatem jedynie nakreślić mój subiektywny, babskim okiem widziany, obraz ekipy spod znaku Czarnej Pantery: moim faworytem do tytułu MVP sezonu jest Levi Knutson. O dobrą chemię dbać będą Yemi i Todd. Naszą siłą będzie w tym sezonie pewny obwód. W walce z najlepszymi zespołami trudności mogą mieć gracze wysocy. O poziom motywacji i chęć reprezentowania barw słupskiego klubu nie musimy się w tym sezonie martwić. Dla Roberta Tomaszka właśnie wypisałam zaproszenie na przyspieszony kurs jogi medytacyjnej...
Dużo jeszcze pracy przed zespołem, zwłaszcza w zakresie gry obronnej, ale pamiętajmy, że jest ona bardzo mocno związana z poziomem zgrania i opanowania zagrywek taktycznych. Niektóre zaprezentowane podczas turnieju akcje naprawdę robiły wrażenie, ale były też takie, przy których ręce opadały. Taki jest styl turniejowy. Najbardziej cieszy mnie fakt, że nie ma w tej drużynie ani jednego gracza, który by znacząco odstawał od reszty.
Bardzo dziękuję kibicom za wspieranie naszych akcji charytatywnych. Tak trudno jest apelować do serc w napiętych czasach kryzysu, kiedy to wszystkim nam dziurawią się kieszenie. A jednak nie pozostajecie obojętni…
Raz jeszcze witam Was gorąco w sezonie 2012/2013, mając nadzieję, że potwierdzi on niepisaną zasadę, że zmiany zawsze oznaczają nadejście lepszego. Życzę Wam nie tylko potężnej dawki emocji sportowych, ale także odwagi do zmieniania siebie i swojego życia.
Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."