BABSKIE GADANIE: Babska laurka

BABSKIE GADANIE: Babska laurka

Lekcja odrobiona, wróciliśmy na fotel lidera! Z przyjemnością odświeżyłam tabelę na stronie internetowej polskiej ekstraklasy, by przypomnieć sobie jak fajnie jest odbierać z odległych miast gratulacje od obserwatorów ligowych zmagań, nawet jeśli nie są oni fanami słupskiego zespołu. Bo o ENERDZE CZARNYCH mówi się naprawdę głośno, dużo i dobrze, otrzymuję też maile od starszych i młodszych osób, które zazdroszczą nam takiego zespołu, gratulują wyników, organizacji meczów i charakterystycznych kibiców, prosząc jednocześnie o plakaty z autografami czy klubowe gadżety z wizerunkami koszykarzy. To miłe… Otrzymujemy też pochwały od samych słupszczan, dziękujących za stwarzanie rodzinnej atmosfery, organizowanie akcji charytatywnych i społecznościowych, propagowanie wartościowych postaw czy sprawianie radości najmłodszych poprzez wizyty w szkołach i przedszkolach. Zastanawiacie się zapewne, jakie znaczenie ma ta dodatkowa działalność dla samych graczy słupskiego zespołu. Trener Urlep rozumie ją pierwszorzędnie, nie stwarzając najmniejszych problemów z dostępem do swoich podopiecznych, pod warunkiem, że jest on wcześniej ustalany i zgrywany z planem treningowym. Często wypowiada się ze zrozumieniem na temat konieczności tworzenia dobrej relacji w miastem, sponsorami itp. Różnie bywało z tym w przeszłości, nie wszyscy byli szkoleniowcy Czarnych Panter postrzegali koszykówkę całościowo, czasem niechętnie zgadzali się na wszelką dodatkową działalność koszykarzy, którą- bądź co bądź- mają oni zapisaną w kontraktach. Dlatego cieszmy się, że nasi gracze chcą i uczestniczą w życiu lokalnym, co w najmniejszym stopniu nie odbija się na ich postawie w meczach.

A ostatnie starcie z Asseco kosztowało ENERGĘ CZARNYCH sporo sił, o czym najlepiej świadczy podsumowanie swojej zabawnej niewykończonej akcji przez R. Trice’a, stwierdzającego, że nogi po prostu odmówiły mu posłuszeństwa. Nie tylko on oddychał rękawami, inni zawodnicy również ukradkiem sugerowali zmiany w celu zaczerpnięcia oddechu, by za chwilę rwać się do powrotu na parkiet. Co ciekawe, obserwowałam naszą ławkę- dawno nie widziałam tak sympatycznej współpracy między zawodnikami: podawali sobie ręczniki, bidony, wspierali się po nieudanych wejściach, podpowiadali numery zagrywek, przeciwników do krycia, klepali po… no dobrze… nazwę po imieniu… tyłeczkachJ i inne takie. Widać, zespół zaczyna czuć odpowiedzialność zbiorową za wynik, zapominając o indywidualnych zdobyczach- to bardzo dojrzała postawa.

Wciąż nie mogę nadziwić się, kiedy Garrett Stutz zdobywa swoje punkty, zbiórki itp. Wyrasta powoli na lidera drużyny, prezentując coraz bardziej stabilną formę, choć absolutnie go do tej roli nie typowałam. „Garrett musiał przyjąć na siebie ciężar europejskiej koszykówki, przeciwko której początkowo się buntował, wyobrażając sobie, że będzie stał pod koszem, wyciągał ręce do góry i rzucał ogromne ilości punktów, a pozostali koledzy niech się martwią o resztę”- wytłumaczył cierpliwie blondynce Andrej, rozwiewając jej wątpliwości. Dodał też, że to bardzo pracowity zawodnik, któremu chce się trenować i grać. Jestem bardzo ciekawa jego postawy w rywalizacji z podkoszowymi Turowa Zgorzelec.

Niezwykłą sympatią darzę wspomnianego wcześniej Rodericka Trice’a- czasem odnoszę wrażenie, że gra on na wszystkich pozycjach w zespole: rzuca, zbiera, przechwyca, skutecznie broni, efektownie podaje. Rzadko widuje się tak wszechstronnych graczy, do tego spokojnych, nie szukających poklasku i bawiących się koszykówką.

Ważnym sygnałem było wejście w pierwszej piątce Kacpra Borowskiego. To jeden z najbardziej chwalonych w tym sezonie przez Andreja Urlepa zawodników. Nie rozpieszcza on Młodego komplementami, ale cichaczem zdradzę, że w Kacprze oraz Wojtku Jakubiaku dostrzegł prawdziwy talent i wróży im udaną karierę, podkreślając, że mogą być to najbardziej znani słupscy wychowankowie.  Trzymajmy kciuki za nasze perełki i dopingujmy je przy każdej okazji!

Dzielnie wspiera się też polska trójka, która wykazuje- według mnie- te same cechy na parkiecie: ogromną wolę walki, zespołowość, szybkie reagowanie, nieprzeciętne zaangażowanie w mecz i zamiłowanie do czarnej roboty. Mam oczywiście na myśli Marcina Dutkiewicza, Michała Nowakowskiego i Michała Jankowskiego, Samców o podobnej genezie koszykarskich szlifów i początków kariery. Owe trzy Samce są po prostu… fajneJ. Zawsze uśmiechnięte, profesjonalnie godzą żywoty młodych ojców z pracą, udzielają wywiadów dziennikarzom i na gorąco dzielą się najbardziej szalonymi emocjami pomeczowymi.

Wierzę cały czas w nadejście pomyślnych wiatrów dla Mateusza Jarmakowicza- gracza bardzo utalentowanego i solidnego, któremu wyraźnie brakuje wiary w siebie i przełamania wewnętrznej słabości. Niech dojrzewa w swoim tempie… Podobnie jak Jordan Hulls, który również staje się powoli Europejczykiem…

Dlatego dzisiejszy wpis dedykuję zawodnikom ENERGI CZARNYCH Słupsk- Dzielnym Samcom- wszystkim razem i każdemu z osobna- dziękując im za to, że w pocie czoła pokonują kolejnych mistrzów (Zastal, Asseco), wygrywają w pucharach (Trefl), angażują się w tworzenie koszykarskiej atmosfery i wygrywają kolejne mecze w sezonie, w którym do faworytów mimo wszystko nie należą.

Agata Bartoszek

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."