BABSKIE GADANIE: Babski odpoczynek

BABSKIE GADANIE: Babski odpoczynek

Weekend bez meczowych emocji zapewne dla wielu z Was nie jest kompletny, mnie również ich brakuje. Ale myślę sobie, że długie oczekiwanie na czwartkową rywalizację z Turowem – może i męczące dla kibiców – z pewnością jest bardzo cenne dla zawodników ENERGI CZARNYCH, którzy mogą w tym czasie w pełni zregenerować swoje siły, odpocząć od koszykarskiego zgiełku, okienka kamery i własnych słabości fizycznych. Cokolwiek dzieje się w zaciszu hali Gryfia, na pewno nie odbywa się w szaleńczym stresującym tempie. To dobry prognostyk przed czwartkiem. Wiem również, że z tej sytuacji najbardziej cieszy się trener Urlep, analizując kolejne płytki z występami najbliższego przeciwnika.
A przeciwnik mocny, w dodatku rozjuszony po porażce w finale Pucharu Polski, silny fizycznie (khm khm… zadziwiająco silny), dobrze poukładany, mający wielkie ambicje w bieżącym sezonie. Dziwne zjawiska towarzyszą ostatnio tej ekipie i mam do niej dwuznaczny stosunek, dlatego trudno mi obiektywnie oceniać szanse Czarnych Panter w czwartkowym meczu. Wiem jedno: jeśli sport ma nam sprawiać autentyczną i czystą radość, musi być autentyczny i czysty. Inaczej nie opłaca się śledzić wyników, kibicować i poświęcać wolnego czasy na coś, co jest zależne od fikcji i iluzji. Nie chcę wyrokować przed faktem, niech sprawy rozstrzygną odpowiednie instancje, ale brońmy sensu kibicowania i rywalizowania w sporcie, nie zbywajmy problemu, wzruszając ramionami i mówiąc: przecież tak jest od dawna w każdej dyscyplinie. Tak być nie powinno!

Tymczasem na Śląsku wielka radość, puchar Polski pozostał ostatecznie w rękach organizatorów, choć mecz finałowy spacerkiem nie był. Żałuję, że Czarnym nie udało się przebić do finału, po cichu liczyłam na naszą w nim obecność i zwycięstwo właśnie w tym sezonie. Brakuje nam tego trofeum na historycznych kartach, warto by było dołączyć je kiedyś do klubowej kolekcji. Trudno mieć żal do zawodników, zagrali naprawdę bardzo dobre zawody, absolutnie nie odpuścili. Nie mamy szczęścia do Anwilu i nie potrafimy skutecznie postawić się temu zespołowi, trudno. Żal tym większy, że Anwil przeżywa trudności na wielu płaszczyznach, wystąpił osłabiony, niepewny swojej dalszej egzystencji, borykający się z plagą kontuzji, mimo to pokazał charakter. Z kolei Zgorzelec nie ma szczęścia do finałów – przegrał i tym razem – każdy ma swoje prywatne fatum krążące nad głową. Śląsk Wrocław zrekompensował sobie ociupinkę fatalne przegrane w lidze. Miło było patrzeć jak polscy zawodnicy decydują o losach tego ciekawego i stojącego na wysokim poziomie spotkania.

Najbardziej z meczu z Anwilem zapamiętam skrzynkę opatrzoną emocjami Andreja Urlepa – człowieka, którego gniewu boją się nawet przedmioty. Gdy zapytałam go o to czy widział zabawne obrazki w internecie, skarcił mnie spojrzeniem Bazyliszka, wykonał gest z gatunku „a daj spokój kobito”, po czym uśmiechnął się sympatycznie, pozostawiając pytanie bez słownego komentarza. Cóż więc pozostaje mnie powiedzieć: emocje – ludzka rzecz…

Nie mam żalu do Michała Nowakowskiego, w jego butach mógł być każdy inny zawodnik. I choć sami zawodnicy bardzo przeżyli odpadnięcie z pucharowej rywalizacji, trzeba było szybko pogodzić się z przegraną. My również pogodzimy się z nią prędko, jeśli w czwartkowy wieczór Gryfia zapłonie dwoma punktami.

Do zobaczenia niebawem,
Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."