BABSKIE GADANIE: Babskie cenzurki

BABSKIE GADANIE: Babskie cenzurki

Znamy już terminarz meczów szóstkowych i kolejność spotkań z rywalami i póki co w ciszy, spokoju celebrujemy okres wyczekiwania, dokonując śródsezonowych podsumowań. Segregujemy zawodników na tych, którzy spełnili oczekiwania i na tych, którzy zawiedli, zastanawiając się jednocześnie, co da się z nich wycisnąć w najbliższych tygodniach. Dziś i ja pozwolę sobie na subiektywną babską ocenę:
- moje największe rozczarowanie: Garrett Stutz. Gracz ten miał być jednym z filarów drużyny, nie tylko ze względu na górujący wzrost, przede wszystkim ze względu na dobre uniwersyteckie wyszkolenie techniczne i umiejętność indywidualnego stworzenia sobie warunków pod koszem do zdobywania niemałej ilości punktów. Tymczasem, poza paroma meczami, obdarował nas kiepską skutecznością, pokaźną liczbą strat oraz statyczną postawą w obronie. W dodatku zamiast pracować nad sobą, skrzywił się na komentarze dotyczące jego postawy, zamknął w sobie i nie dał nam nadziei na poprawę… Ale Garrett ma ukryty pazur, ma charakter walczaka, wie, na czym polega koszykówka. Zadaniem Andreja Urlepa jest teraz zrobić wszystko, by Amerykanin odkrył na nowo radość z gry i – najważniejsze – zrozumiał jak wiele w tegorocznym składzie ma z założenia zależeć od niego. Czekam na prawdziwego Garretta, choć nadal pozostaje on wielką niewiadomą. Póki co wahania formy stały się znakiem firmowym naszej piątki. Od początku znał oczekiwania klubu względem swojej osoby, póki co nie potrafi im sprostać;

- moja nadzieja na kolejną fazę rozgrywek: Jordan Hulls. O tym, że gracz ten nie boi się oddawania rzutów, wie każdy, kto ogląda go aktualnie na dwójce – pozycji – w której podobno czuje się w pełni wartościowym koszykarzem. Jeśli nie znalazło to jeszcze potwierdzenia na parkiecie, to pewnie dlatego, że sezon zainaugurował na jedynce i długo nie miał okazji szlifować swoich strzeleckich możliwości. Biorąc pod uwagę brak europejskiego doświadczenia, można zrozumieć, że w tej sytuacji rozwój Jordana jako koszykarskiej osobowości przebiega wolniej niż byśmy sobie tego życzyli. Ale to niezwykle pracowity chłopak, odporny na krytykę Andreja i wyciągający z niej konstruktywne wnioski. Z całą pewnością gracz ten na słupską koszykówkę się nie obraził i do końca będzie walczył o jak najpełniejsze wykorzystanie współpracy ze słoweńskim szkoleniowcem. Nawet marszcząc czoło w reakcji na krzyki trenera;

- moje pewniaki: Tomasz Śnieg, Jarosław Mokros, Derrick Zimmerman – jestem przekonana, że do końca sezonu będą w stanie solidnie wykonać konkretne zadania operacyjne wyznaczone przez trenera, podnosząc poziom naszej obrony. Mają konkretne ambicje i serce do gry, oby tylko nie tracili głowy w trudnych momentach;

- moja największa wątpliwość: Joseph Taylor. Zawodnik ten z ogromnym zaangażowaniem opowiada w mediach o swojej wierze w zespół, zapowiada morderczą walkę w szóstkach, chwali treningi Andreja Urlepa, po czym wydaje się nie słuchać jego poleceń, nie reagować na gorące uwagi podczas spotkań ligowych i nie przekładać wiary w zespół na realne wydarzenia parkietowe. I staje się to regułą. Coś jest nie tak…;

- moja największa pociecha – zespół. Jakkolwiek niekompletni wydają się być tegoroczni zawodnicy (bądź nieadekwatnie obsadzeni w koszykarskich rolach), udało im się zbudować ciekawy i groźny kolektyw, który – przy zminimalizowaniu błędów własnych – zaskoczył siłą rażenia faworyzowanych przeciwników. Nie ma u nas gwiazd, pewniaków, terminatorów, superstrzelców – są za to głodni rozwoju i gry młodzi chłopcy, których umiejętności nie dają żadnej gwarancji sukcesu, ale są na tyle mocno rozwinięte, by mogły być wykorzystane przeciwko bardziej doświadczonym ekipom dla pokrzyżowania ich medalowych planów. Sprzeczność sama w sobie: największą słabość można zamienić w siłę. Tegoroczny zespół pełen jest podobnych sprzeczności, taki jego urok.

Na szczęście system rozgrywek skonstruowany jest tak, że daje drużynom możliwość rehabilitacji. I pozwala otrzepać się z niemiłych doświadczeń, zaczynając zabawę od nowa. Co napawa mnie rosnącym optymizmem? Poprawiająca się w ostatnim czasie obrona Czarnych Panter, która pomaga im kontrolować przebieg meczu, a nie tylko rzucać się do szaleńczego pościgu punktowego.

Z kim sparuje nas los na koniec szóstkowych wyczynów? Przeczucie mówi mi, że z Anwilem…
Pozdrawiam wszystkich wierzących w zespół Andreja Urlepa,

Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."