BABSKIE GADANIE: Babskie zapiski meczowe

BABSKIE GADANIE: Babskie zapiski meczowe

Jest niedziela wieczór, siedzę przed telewizorem, obserwując pierwszą akcję w meczu w Zielonej Górze. Oczekuję wielkich emocji na miarę ekstraklasy oraz wielkiego zaangażowania Czarnych Panter w grę. Początek obiecujący – punkty zdobyli dwaj moi ulubieńcy: Rocky i Stutz, pozostałych motywuje w zamkniętym kręgu ramion Dutkiewicz. Mijają cztery minuty, a Stelmet wciąż nie zdobył punktu! Kibice w hali lekko zdezorientowani, kamera pokazuje raz po raz chytrą twarz naszego Gargamela, jak i rozbiegane oczy Mihailo Uvalina. Tymczasem koszykarze z Zielonej ledwo muskają obręcz kosza… ciekawe, ciekawe… (A przyznać muszę, że nie zasiadłam w fotelu z typową dla bab wiarą w samcze możliwości, w czym czułam się usprawiedliwiona po ostatnich meczach… Rocky! Właśnie brawurowo wjechał indywidualnie pod kosz! Majstersztyk!)
Rotacja zawodników w zespole gospodarzy świadczy o jednym – szukają na diabła metody. Nowa Pantera otwiera moje oczy coraz szerzej (bardzo lubię taki styl gry!) , „pick&roll!” – po trzykroć zaleca głośno Mihailo w przerwie, skuteczność rzutowa jakby nie nasza… aż boję się wyjść do kuchni po herbatę! Pomyśleć, że aby obejrzeć w skupieniu mecz, odpuściłam walkę o szmatki w epicentrum czasu wyprzedaży! Poznajcie siłę babskiego poświęcenia!  Ale jak oni walczą! Marcin Dutkiewicz z prędkością światła stawia sobą mur przed rywalem – prawie jak blokująca wieszaki kobieta! Skutecznie – albowiem skuteczność Stelmetu dość uboga… Czarni to czy nie Czarni? – zastanawiam się raz po raz. Atakujący zwykle ochoczo Stelmet nie potrafi zbudować ani jednej składnej akcji. Ale co to, zaraz zaraz… na deskach leży nasz dzielny samiec Rocky, trzymając się za obolałą kostkę. Strach pomyśleć, czym grozi w tej chwili opuszczenie w tej chwili przez niego parkietu! Niestety, schodzi… Prawdopodobnie odnowienie kontuzji. Jak ją do końca wyleczyć, kiedy Rocky każdorazowo tak bardzo pali się do gry, zapewniając, że jest już gotowy?
Tymczasem pierwszą trójkę w meczu trafia Zamojski, gospodarze zaczynają bronić, przewaga ENERGI zmniejsza się, ale spokojnie, sroce spod ogona nie wypadliśmy, damy radę! Uaktywnia się Koszarek – nieważne, zmęczymy go na potęgę, bo tempo narzucone przez naszych budzi podziw. Przerwa, połowa za nami, prawie wszystkie statystyczne słupki biją stelmetowskie na głowę! (Zdążę w 15 minut powalczyć o nową sukieniunię? Nie ryzykuję, nie dzisiaj, nie podczas takiego meczu!) Czarni!!!
Ok, mapa jutrzejszego polowania na resztki szybko naszkicowana, strategia opracowana, czas wrócić do emocji na szklanym ekranie. A tu Hulls przypomniał mi, że jest na parkiecie (cały czas czekam na jego prawdziwą osobowość koszykarską), nie zdążyłam przełknąć herbaty – Marcin powiela wyczyn kolegi, jest bajka! Uvalin jakby ociupinkę zbladł… Andrej za to cały płonie. Czy da się zakończyć mecz po trzeciej kwarcie?
18 punktów przewagi, Marcin, przechwyt, 14:0 w kwarcie!  Niech mnie ktoś uszczypnie albo obudzi! Jakaś Kazadi na ekranie, a poszli mi z taką bohaterką, nasi czynią cuda! Oto prawdziwe piękno! Podwojony Hulls nie traci głowy. Łomatko, trafia za trzy w nerwowym momencie, ma facet polot i charakter (Nie wierzę, że to piszę).
Ale halo, coś złego zaczyna dziać się na tablicy wyników, różnica jakby zmniejsza się w wyniku błędów Jordana i chaosu w poczynaniach naszych. Chłopaki, tego nie robi się kobicie tuż przed punktem kulminacyjnym… Trzy punkty – Andrej blady. Herbata zatrzymała mi się w gardle.
Dwa punkty przewagi… kończy mi się melisa. Fauluje Jankowski w celu zatrzymania kontry, trzeba szybko pozbierać myśli i uspokoić ręce. Zablokowany w rzucie Śnieg – zmroziło mnie. Znowu nieskuteczny. Czarne chmury naszły nad parkiet. Nic nie wpada. Z nerwów nadrywam ostatnią dyżurną bluzeczkę, po przewadze nie ma śladu. Hulls do Stutza, ten oddaje piłkę – nikt nie chce rzucać… Zostało 100 sekund tego piekielnie gorącego meczu. Gdzie jest Misiek? Gdzie jest Misiek? Dlaczego nie trafia Misiek?
Dlaczego trafia Stelmet? O co w tym wszystkim chodzi? Z +20 do -8? Niech telewizyjna kamera nawet nie celuje w stronę Kazadi… A propos Cela – eeee, nie dam rady.
Po wszystkiemu…
Kłaniam się nisko i bardzo dziękuję za przeżycie ze mną raz jeszcze meczowych emocji. Jesteśmy ubożsi co najmniej o jeden rok życia.
Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."