BABSKIE GADANIE: Będzie lepiej!

BABSKIE GADANIE: Będzie lepiej!

To się musiało stać: po brawurowym przejęciu drużyny przez trenera Urlepa i wysokich zwycięstwach ENERGI CZARNYCH Słupsk na finiszu rundy zasadniczej, fala wznosząca chwilowo opadła. Podkreślam, chwilowo, gdyż żywię głębokie przekonanie, że najbliższy mecz wygramy bezapelacyjnie. Nie tak miała zacząć się nasza przygoda z "szóstką", na szczęście jednak nie mamy jeszcze noża na gardle i można spokojnie pochylić się nad tym, co wpłynęło na zahamowanie Czarnych Panter, wyciągnąć wnioski, otrzepać się i powrócić do wcześniejszego stylu. W tabeli ciasno, ale wciąż jasno...

Niestety, za każdym razem Stelmet, z byłymi zawodnikami Czarnych na czele, znajduje wyjątkowo skuteczną receptę na słupszczan, kilku strzelców ma dzień konia, trochę zamieszania poczyni na parkiecie Marcin Sroka i kończą się zawody. Mogłabym w tym miejscu dodać, że przecież nasz ostatni rywal lepił skład z budżetu dwukrotnie większego niż miejscowi, jest pretendentem do tytułu mistrzowskiego i inne takie, ale w tym wypadku ewidentnie przegraliśmy koszykarsko.

Zdecydowanie za szybko nasi koszykarze łapali przewinienia, co nie tylko wprowadzało nerwowość, ale także ograniczało trenera pod względem rotacji. Dwie trójki Marcina Sroki rozpoczęły odjazd podopiecznych Mihailo Uvalina, przy czym z przykrością obserwowało się wypadanie piłki z naszego kosza. Przez cały czas trudno było przekroczyć zaklętą barierę 10 punktów. Gdy patrzyłam na z trudem poruszającego się po parkiecie Yemiego, nie miałam wątpliwości, że Czarnym Panterom opadają moce i trudno będzie deptać przeciwnikom po piętach. Z radością za to powitałam wzrokiem i oklaskami Rodericka, który tak bardzo chciał zagrać w niedzielnym meczu, że przekonał do tego samego Andreja Urlepa. Lubię, gdy mężczyzna jest mężczyzną! Mam tylko nadzieję, że kontuzja nie będzie miała przez to ciągu dalszego.

Myślałam, że w przerwie meczu nastąpi jakiś cud, trener Urlep zrewolucjonizuje głowy Czarnych Panter, niestety, nie było to proste w czasie, gdy nogi i ręce nie nadążały za myślami i planami taktycznymi. Koszykarze z Zielonej Góry ani przez chwilę nie pozwolili naszym odpocząć. Trzeba przyznać, że bardzo dobrze przygotowali się do tego meczu pod każdym względem: sportowym i mentalnym, nie wystraszyli się piekielnej atmosfery Gryfii, a byli reprezentanci ENERGI CZARNYCH nie planowali z uprzejmości czy dawnego sentymentu pozostawać w tle wydarzeń. Po raz kolejny w historii pojedynków obu drużyn do wygrania nie wystarczyło ograniczenie roli Waltera Hodge'a, na czym mocno skoncentrowali się nasi obrońcy. Nadzieje ożyły wraz z piękną serią punktów Odeda, który przywrócił w Gryfii napięcie i podsycił doping, sprawiając, że wynik na nowo stał się otwarty. - O nie, tego meczu na pewno nie przegramy- przekonywałam siebie, coraz częściej podrywając się z miejsca. Cóż, czasem nawet doświadczony babski instynkt ulega zmęczeniu... Trudno mieć pretensje do naszych zawodników, bo z pewnością nie przeszli obok niedzielnego meczu obojętnie. Popełnili jednak dużo prostych błędów i naiwnie wpadali w sidła zastawiane przez rywala, co nie zdarzało się im w poprzednich meczach. O ile po przegranej z mistrzem Polski trener Urlep podkreślał, że nie zamierza atakować czy krytykować swoich podopiecznych, bo zagrali dobrze (Asseco, niestety, lepiej), o tyle po meczu ze Stelmetem podsumował wprost: "Jestem bardzo rozczarowany naszą dzisiejszą postawą".

Na pytanie, kogo najbardziej obawiali się w ekipie Czarnych zielonogórzanie, Mantas w pomeczowym wywiadzie odpowiedział, że ZESPOŁU. Stelmet jechał do Słupska z przekonaniem, że największą siłą, jednocześnie najsilniejszym zagrożeniem ENERGI CZARNYCH, jest zespołowość. Tymczasem pech sprawił, że nas pokonały w tym meczu utalentowane jednostki. Trzeba to sobie szczerze powiedzieć: skład kadrowy Stelmetu tworzą po prostu koszykarze lepiej wyszkoleni. Chociaż plan minimum bieżącego sezonu został osiągnięty, nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek w drużynie myślał już o urlopie!

Trener Urlep wciąż powtarza, że interesuje go wyłącznie miejsce w pierwszej czwórce, a trenera Urlepa słuchać trzeba, bo to wielki autorytet i mądry człowiek. Czwórka cały czas jest w naszym zasięgu. Trzeba tylko częściej trafiać, bo czasem nasz wszystkich na trybunach trafia, gdy któryś z graczy nie trafia... Życzyłabym sobie jeszcze, by mentalnie powrócił do zespołu Todd, bo na razie widzę go tylko czysto fizycznie. Czarni powinni wziąć przykład z graczy Stelmetu, którzy po niechlubnej porażce z Anwilem powstali niczym feniks z popiołu. Błędy trzeba analizować, ale wyciągnięte wnioski mają służyć przyszłym wydarzeniom. Zatem zapominamy o dwóch ostatnich meczach i otwieramy nową serię zwycięstw! Z czym jako baba, trzepocząc rzęsami, zwracam się w stronę naszych koszykarzy.

Pozdrawiam w oczekiwaniu na kolejną serię zwycięstw,
Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."