BABSKIE GADANIE: Blondfilozofia

BABSKIE GADANIE: Blondfilozofia

Czarna seria koszykarskich występów ENERGI CZARNYCH Słupsk trwa, co wyprowadza już z równowagi najbardziej cierpliwych kibiców, którzy tłumnie opuszczają halę na długo przed ostatnim gwizdkiem. Przyzwyczailiśmy się do kolejnych przegranych, przewidujemy scenariusz wydarzeń na parkiecie, coraz wyraźniej dostrzegamy bolączki zespołu. Piętnasty, jubileuszowy, sezon gry w ekstraklasie przebiega póki co pod znakiem rozczarowania. Zniesmaczeni są nie tylko kibice, ale i sami zawodnicy. Starają się jak mogą, zostawiają serce na parkiecie, walczą, trenują… i nic. Jak na złość z rotacji odpadają kolejne ważne ogniwa zlepionego w całość zespołu: najpierw Marcin Dutkiewicz – kapitan i jeden z najbardziej stabilnych formą graczy, potem Michał Nowakowski – budzący się z chwilowego stanu letargu i powracający do wysokich lotów. Wcześniej na urazy narzekał żelazny Rocky, aktualnie Joseph Taylor, strach pomyśleć, kto następny.
A ostrej walki fizycznej z użyciem broni ciężkiej ostatnio nie brakowało: zarówno Turów, jak i Trefl, wycisnęły z Czarnych Panter ostatnie soki, zmuszając je do maksymalnego wysiłku ciała i ducha. Nic dziwnego, że kolana – fundament pracy zawodowego koszykarza – nie wytrzymują zawrotnego tempa gry w szóstkach, w których ledwo jeden mecz się kończy, drugi zaczyna. Hala, autokar, namiastka regeneracji – oto krajobraz ostatnich tygodni. Niewiele czasu pozostaje na analizę gry rywali, psychologiczną pomoc czy program naprawczy. Korzystamy raczej z tej wiedzy, jaką udało się przekazać trenerom w rundzie zasadniczej. Ławka krótka, zmiennicy niepewni. Mimo to Andrej Urlep nie poddaje się, próbuje nowych ustawień, trzyma żelazną ręką dyscyplinę, traktuje sytuację śmiertelnie poważnie. Jednym się to podoba, inni woleliby więcej luzu w poczynaniach naszych Dzielnych Samców. Ostateczną decyzję podejmuje trener i to on będzie rozliczany z jej konsekwencji.

Wszyscy tęsknimy za wygraną (chlip!), większość traci jednak wiarę w możliwość cudownego przebudzenia się zespołu w fazie play off. Co robić? Oto moja odpowiedź: kojarzycie zakład Pascala? Opiera się on na założeniu, że jeżeli Bóg istnieje, to wierząc w niego, zyskujemy wieczność, nie wierząc – tracimy wszystko. Krótko mówiąc – jeżeli Boga nie ma, nic nie tracimy, nie wierząc w niego – też nic nie tracimy (Uff, filozofia dla Blondynki to jak obrona strefowa dla Czarnych). Wniosek? Nie pozostaje nam nic innego jak wierzyć w ten zespół do końca, bo tylko to nam się opłaca!

Mam wrażenie, że chęci do gry i wiary w lepsze wyniki zaczyna brakować całej drużynie, która przyjmuje porażki niczym z automatu. Zatem, Drodzy Kibice, gorący apel do Was: skoro i tak już machnęliście ręką na tegoroczny skład, skoro nie wierzycie już w magię Andreja Urlepa – zmobilizujcie ostatnie siły do dopingu i przekażcie pozytywną energię chłopakom! Nie macie nic do stracenia… Może jeszcze naprawdę nie jest za późno na to, aby tchnąć nowego ducha w nasze zdyszane i przygniecione ciężarem koszykówki Koty. Nie kończmy sezonu w chwili, gdy drużyna staje otworem przed szansą sprawienia niespodzianki. Ostatnie mecze, choć przegrane, pokazują, że wiele problemów znajduje powoli swoje rozwiązanie. Ożywił się Stutz, coraz aktywniej wspiera go Taylor, drużynę spina Jarek Mokros, przyzwoitą zmianę potrafi dać Karol Gruszecki, taktykę precyzyjnie zamienia w czyn Zi, coraz dłużej trwają momenty solidnej obrony, dopiero w czwartej kwarcie opadamy z sił i przestajemy prowadzić równorzędną walkę. Oczywiście w tle pozostaje nierozwiązana kwestia słabej formy Tomasza Śniega, który jednak zdążył w tym sezonie udowodnić, że potrafi być dobrym zmiennikiem, trzeba znaleźć metodę na przywrócenie mu formy z początku rozgrywek.

Istotne jest to, że doskonale widzimy i wiemy, co wymaga natychmiastowej naprawy, dlaczego zespół zawodzi itp. Problemem jest to, że nie mamy jednoznacznej odpowiedzi na te dające się łatwo wypunktować bolączki. Jest za to duże zmęczenie (Już nawet pan, który od kilku sezonów bezustannie krytykuje wszystkich i wszystko, klnie na czym świat stoi, siedział ostatnio za mną cicho), nieprzyjemna stagnacja i wątpliwej jakości chemia w zespole. Cóż począć?

Pascal dał słuszną, według mnie, odpowiedź. Nie odpuszczać, kiedy bardziej opłaca się wierzyć. Walczyć do końca! Na parkiecie i na trybunach! Trzeba wrócić do gorącego dopingu, przekazać impuls zawodnikom, otworzyć ich na metamorfozę, zmusić Andreja do wykorzystania swojej ogromnej wiedzy w niekonwencjonalnych warunkach. Przekażmy chłopakom tę filozofię, w końcu największe hamulce są w głowach, nie w rękach czy nogach. Póki piłka w grze, wszystko jest możliwe. A mówię Wam to ja – kobita, która podchodziła do Samców na odległość miotły, tymczasem w weekend stanęła na ślubnym kobiercu, by poprzysiąc te dziwne zaklęcia wymyślone wieki temu przez Bóg wie kogo :).

Nie przejmujmy się czarną serią w szóstkach, traktujmy ją jako trudny poligon przygotowujący do play offs. Trzeba wierzyć w koszykarskie ambicje naszych herosów, a popełnione w budowie składu błędy sprytnie zakamuflować. Trzeba wymodlić brak kolejnych kontuzji. Trzeba wstrzymać się z podcinającą skrzydła miażdżącą krytyką.

Żegnam z nadzieją, że nie dostanę podczas najbliższego meczu pomidorem,

Agata Marzec

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."