BABSKIE GADANIE: Byle do przodu

BABSKIE GADANIE: Byle do przodu

Witam Was w nowej rzeczywistości, bo tak z całą pewnością można określić życie wokół drużyny po wysokiej wygranej w lidze. Na początku nadmienię, że jest mi niezmiernie przykro tkwić samotnie na stanowisku etatowej blogerki, czuję się z tym nieco dziwacznie. Cóż poradzić, takie czasy, mężczyźni coraz słabsi, mniej wytrzymali fizycznie i psychicznie, pojawiają się i znikają na zmianę. Przeżyłam już Camerona i jego refleksje, czarni_slupska i jego videobloga, Scotta i jego przedmeczowe sentencje, a na końcu najtwardszego z nich- Ryszarda, który postanowił najwyraźniej przerzucić się z pisania na występy taneczne (nic dziwnego, po tak widowiskowym przełomie w karierze, potwierdzonym godną pozazdroszczenia liczbą wyświetleń na youtubie, trudno oprzeć się pokusie). Tego ostatniego najbardziej mi żal, bo sama zdążyłam stać się fanką jego widzianej z trybun twórczości. Ale rozumiem decyzję, choć myślę sobie, że sytuacja nie wymagała podjęcia aż tak drastycznej decyzji unieszczęśliwiającej tłumy. Rysiek od lat współpracował z nami i doskonale znał zasady, nie tylko klubowe, ale przede wszystkim związane z konstytucją marketingową. Nie wyobrażam sobie, żeby strona, której zadaniem jest promowanie dobrego i spójnego wizerunku klubu, przemycała podobne treści. Dlatego fragment ten nie doczekał się publikacji. Przykro mi, takie są zasady, o czym niedawno pisałam... Zdania nie zmienię. Dziękuję Ryszardowi, w imieniu swoim oraz całego klubu, za regularną współpracę, stworzenie pozytywnego wizerunku słupskich kibiców, świetne poczucie humoru i zaangażowanie w podniesienie jakości dopingu.

Tak się ostatnio składa, że najciekawsze rzeczy dzieją się poza parkietem, dlatego pozwoliłam sobie zacząć od kwestii pozameczowych. Jednak z przyjemnością przejdę do wydarzeń minionego weekendu. Faktycznie, ostatnia kolejka obfitowała w wyjątkowo ciekawe rozstrzygnięcia, ze zwycięstwem Rosy nad Anwilem na czele, choć niektórym większą radość mógł sprawić psikus zafundowany naszym sąsiadom zza między przez Start. Fortuna zmienną jest i kołem się toczy- dlatego koszykówka to dyscyplina dla jednostek cierpliwych i wytrwałych, których wystawiane na próbę nerwy potrafią przetrwać niejeden kataklizm. Jeśliby po jednej czy dwóch tego typu porażkach zwalniać trenerów, zrobiłby się nam po zaledwie trzech odsłonach uroczy kołowrotek. Wszystkie drużyny są aktualnie na oczywistym i niewdzięcznym, bo pełnym bolesnych potknięć, etapie budowania stylu zespołu. Najlepiej wychodzi to, według mnie, ekipie ze Zgorzelca, która zadziwia wysokim poziomem zgrania, widocznym w ataku, jak i w obronie. Nie dam jednak głowy za stwierdzenie, że tak pozostanie do ostatniego gwizdka w sezonie. Mam świadomość świetnego warsztatu pracy Dainiusa, mimo to nie udaje mu się jeszcze stworzyć solidnego zespołu. Dainius stawia na obronę, ta z kolei lubi strategie sprawdzone, te z kolei wymagają przetrenowania w czasie itd. itp. Anwil jeszcze ostro namiesza w lidze, czuję w mojej blond czuprynie. Na razie obserwujemy zalążek wielkiego Anwilu. Prorokuję, że wzorem wcześniejszych sezonów, większość zespołów TBL może pozostawać owym zalążkiem przez całą rundę zasadniczą.

Porzućmy jednak te oczywistości na rzecz treści pewniejszych. Uwaga, będę chwalić! Jeśli jakikolwiek samiec jest w stanie zrobić wrażenie na 30-letniej kobicie, to Kostek do takich właśnie samców należy. Po przeżyciu ognistej, acz zasłużonej, krytyki zawiedzionych postawą gracza kibiców, Młody miał dwa wyjścia: utopić się z rozpaczy w tym błocie lub wytrzeć rączki o spodenki, dumnie wznieść czoło i powalczyć o przywrócenie dobrego imienia. Jakże się cieszę, że Młody wybrał to, co trudniejsze! Udowodnił tym samym, że znalazł się w zasięgu zainteresowań trenera Linartasa nie przypadkiem, a koszykarska blokada leżała w głowie, nie w rękach czy w nogach. Nie tylko okazał się najcelniejszym strzelcem w zespole, miał drugi eval, najlepszą skuteczność w rzutach za trzy, wystawiony został w dodatku w wyjściowej piątce, na pożarcie własnych lęków i słabości. Mimo to, wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności i wdzięcznie odpłacił się trenerowi za okazane zaufanie. Wzruszają mnie takie historie dogłębnie, naprawdę...
Nadal zacieram ręce na widok poczynań i statystyk naszych środkowych, moja przedsezonowa trauma związana z tą pozycją powoli mija. Coraz bardziej ciekawa jestem wyniku wysokich w meczach na szczycie. Powoli przebudzają się dwaj gracze, których postawa, jak dotąd, zawodziła mnie najbardziej: Levi i Valdas. Powoli dojrzewa cały zespół...
Nie przekreślałabym zbyt wcześnie potencjału tej drużyny, której skład, jakkolwiek stanowi jeszcze wielką niewiadomą, jest bardzo ciekawy i obiecujący. Bardzo szanuję ciężką pracę trenera Linartasa i efekty, jakie zaczyna ona przynosić. Stoję po stronie tych, którzy reprezentują pogląd, że trener wie, co robi, dobrze wywiązał się ze swoich obowiązków przed sezonem oraz przy kompletowaniu składu. Nie traci głowy w trudnych chwilach, pokonuje stres zadaniowo i konstruktywnie.
Czekam na Anwil! Myślę, że po tym właśnie meczu rozwiane zostaną pozostałe wątpliwości. Pozdrawiam wszystkich wytrwale tkwiących na stanowisku kibiców, a grupie, która towarzyszyła Czarnym Panterom w ostatnim meczu wyjazdowym, szczerze dziękuję za pokonane kilometry. Pani Ania z rodziną ma u mnie ogromny wór białych michałków!
Ostatnia etatowa blogerka- Agata (pseudonim: samotny biały żagiel)
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."