BABSKIE GADANIE: Demontując wielkanocny koszyczek

BABSKIE GADANIE: Demontując wielkanocny koszyczek

Za nami radosny okres najważniejszych świąt w kalendarzu liturgicznym, uświęcony wielowiekową tradycją zraszania kropidłem tego, co nam podobno do życia niezbędne. Wprawdzie w tym roku wyjątkowo rzucali mi się w oczy podwójnie rozweseleni i jakby całościowo zakropieni słupszczanie (jeden nawet próbował sprawdzić się w roli ulicznego progu zwalniającego), ale co tam – pogoda była piękna, emigranci padli w ramiona stęsknionych miejscowych, stoły ugięły się pod ciężarem kokietujących nas potraw, a Czarne Pantery wygrały drugi mecz z rzędu. Zapewne mile było naszym dzielnym chłopcom odpocząć w gronie najbliższych, uszczypnąć ukradkiem trochę nadprogramowych kalorii i zapomnieć o koszykarskich zmaganiach. Choć – trzeba przyznać – terminarz wyznaczający ligowe spotkanie w Wielką Sobotę nie tylko pozbawił dzielne słupszczanki pomocnych męskich dłoni w kuchennych rewolucjach, ale także oddalił koszykarzy od osiągnięcia wielkanocnej atmosfery spokoju i duchowej refleksji. Na szczęście nie pozbawił ich woli walki! W końcu to święta z jajami!
Wprawdzie trener Bogicević nie potrafił przyznać po meczu wprost, że wygrana ENERGI CZARNYCH była głównie zasługą bardzo dobrej obrony gospodarzy (zasłaniając się tezą o własnej niemocy w ataku), to nikt na sali nie miał wątpliwości, że tym elementem gry w końcu utarliśmy nosa gościom z Włocławka. Długo nie potrafiliśmy znaleźć recepty na Anwil, aż w końcu trener Urlep sięgnął po swoją najgroźniejszą broń, swój taktyczny klasyk. Konsekwentnie zastosowany przez wyjątkowo posłusznych tego dnia zawodników, zahamował ofensywę podopiecznych wspomnianego wyżej, nieco zaskoczonego postawą zagubionego ostatnio zespołu, serbskiego szkoleniowca. Dopiero piąta rywalizacja obu drużyn zakończyła się zwycięstwem Czarnych Panter w tym sezonie!

W znacznej mierze przyczynił się do tego Jordan „Ukryty potencjał” Hulls, zawodnik, którego na początku sezonu typowałam do najbardziej widowiskowej przemiany w zespole w okolicach fazy play off. Dlaczego tak bardzo w niego wierzyłam? Bo jako jeden z nielicznych graczy nie walczył z trenerem Urlepem, nie obrażał się po jego reprymendach, nie prowokował gniewu na parkiecie, zamiast tego zawzięcie trenował, eliminował błędy na parkiecie i stopniowo otwierał się strzelecko. Rozwijał się nie drogą rewolucji, a ewolucji. Po prostu cierpliwie uczył się europejskiej koszykówki. Mam nadzieję, że stajemy się świadkami eksplozji jego koszykarskiego talentu, który bez wątpienia posiada. Aczkolwiek nie oczekujmy od razu fajerwerków: żeby stać się kompletnym graczem, trzeba popełniać błędy, zwłaszcza na tak ruchomej pozycji, jaką jest dwójka. Tymczasem - brawo Jordan! Tak trzymać! W tym tygodniu bezapelacyjnie pozostajesz samiczym MVP, strącając z piedestału innego mego ulubieńca i bohatera – Jarka Mokrosa, który – jestem o tym przekonana – niebawem na ów piedestał widowiskowo powróci.

To, co wygląda na najbardziej pozytywną zmianę w zespole ze Słupska, dotyczy sposobu prowadzenia gry. Wreszcie udaje nam się kontrolować jej przebieg, pilnować wyniku lub szybko niwelować powiększającą się stratę. Kontrola wydarzeń wynika po części z odradzającej się chemii w zespole, która – trzeba powiedzieć to wprost - w wyniku smutnych przegranych uleciała gdzieś wysoko pod sufit. Coraz mniej wzajemnych pretensji, coraz więcej współpracy w kontratakach. A to wszystko przekłada się na konkretne punkty, pomimo plagi kolanowego wirusa. Zresztą, borykają się z nim nie tylko Czarni – sezon trwa już długo, trenerzy podkręcają śrubę, szlifują formę do gdy sparowanej (Jak nic los sparuje nas z silnym fizycznie i wydolnościowo Treflem!). Przeciążenia organizmu zdarzają się najlepszym, poza tym część graczy naszej drużyny borykała się z podobnymi kontuzjami zanim dostała się w szpony strasznego Andreja. Zatem osobiście odrzucam teorię zakładającą bezpośredni wpływ tegoż szkoleniowca na podstawową konstrukcję anatomiczną koszykarza, którą przecież regularnie badają i obserwują sami zawodnicy, jak i wtajemniczeni lekarze.
Do tej pory myślałam, że wyciągnęliśmy z tegorocznego składu wszystko, co było możliwe (uwzględniając ubytki kadrowe). Teraz jednak weryfikuję swój wniosek: przy odpowiednim wzmocnieniu psychologicznym graczy, możemy powalczyć jak równy z równym z każdym reprezentantem szóstek. Czarnym Panterom potrzeba impulsu do wydobycia z siebie maksymalnej wiary w siebie i kolegów. Każdą słabość zespołu da się ukryć i zrekompensować, wykorzystując bogate doświadczenie Andreja Urlepa. Naszą siłą jest nieprzewidywalność, nie tylko dla innych drużyn, ale i dla samych przedstawicieli ENERGI CZARNYCH Słupsk. Nigdy nie wiadomo, kto może stać się Rockym…
Zatem wracamy do gry! Już jutro!
Pozdrawiam poświątecznie,

Agata Marzec

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."