BABSKIE GADANIE: Gorzkie żale

BABSKIE GADANIE: Gorzkie żale

Bardzo trudno napisać mi dzisiaj cokolwiek <chlip>. Pomimo najszczerszych chęci utrzymania pozytywnego spojrzenia na słupską koszykówkę w sezonie 2012/2013, nie będę w stanie w towarzyszącej mi aktualnie aurze rozczarowań kibiców wznieść się na wyżyny. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia- już tylko matematyczne szanse utrzymują naszą nadzieję na awans do szóstki przy życiu. Przy wyjątkowo wyrównanej rywalizacji w lidze i ciasnym układzie tabeli, prawdopodobnie nie dostąpimy zaszczytu walki o najwyższe trofeum. Wprawdzie: dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, to chyba nikt z nas, patrząc na styl reprezentowany przez Czarne Pantery, nie ma wątpliwości, że nie jest to drużyna na medal.

Wiem, kogo kibice winią za aktualny stan rzeczy. Ja z kolei obstaję przy teorii, że jak w każdym średnio dogadanym małżeństwie, wina leży po obu stronach. Zarówno trenerowi nie udało się stworzyć sprytnego i skutecznego stada, jak i sami zawodnicy nie odnaleźli w sobie wystarczającej determinacji do morderczej czasem gry. Ostatni mecz z Anwilem był tego podręcznikowym wręcz przykładem. Anwil nigdy nie miał dla nas taryfy ulgowej.

Od początku sezonu najtrudniej było mi oceniać zawodników: niby indywidualnie wszechstronni, dobrze wyszkoleni technicznie, nie gwiazdorzą, ciężko pracują, ale nic obiecującego się z tego nie zlepiło. Drużyna nie rozwijała się w trakcie trwania rozgrywek, przeciwnie, systematycznie zaniżała poziom obrony, nie wykazując lepszego zgrania i nie prezentując efektów pracy nad taktyką przed kolejnymi meczami. Wciąż raziła potworna liczba strat, wynikająca, no właśnie, z czego? Z braku zgrania, wzajemnej pomocy na parkiecie czy niekontrolowanych błędów własnych, na widok których sam trener dostawał białej gorączki? Przyznaję, że nie znam odpowiedzi.

Nie udało nam się wprowadzić naturalnej symbiozy pomiędzy młodymi a bardziej doświadczonymi graczami. Dobre mecze Nowakowskiego czy Kostrzewskiego przeplatane były słabymi, dominujący pod koszem Yemi, jakkolwiek uważam go za naszego najlepszego zawodnika, nie zawsze miał ochotę stanowić siłę napędową, natomiast Robert Tomaszek często sam hamował to, co chwilę wcześniej rozpędził. Levi Knutson od pierwszego meczu nastawiał celownik swojej klasowej ponoć strzelby i tak nastawia do dzisiaj...

Brak zwycięstw pogłębił tylko poczucie braku utożsamienia się kibiców Czarnych Panter z zespołem. Żaden z nowych graczy nie stał się bohaterem trybun, zespół zawiódł w walce z odwiecznym wrogiem, nikt nie wyszedł z inicjatywą nawiązania komunikacji z fanami poprzez przekazy medialne, do których przyzwyczaili nas zawodnicy w poprzednich sezonach. Mało wiedzieliśmy o sobie nawzajem...

Więcej obiecywałam sobie po informacjach o świetnej współpracy trenera Linartasa z koszykarską młodzieżą. Niestety, nie wyróżnia się ona niczym na tle minionych sezonów i tego, co widywałam w relacjach trenersko-zawodniczych wcześniej. A to przecież młodzi potrafią rozwinąć swoje umiejętności w zaskakująco szybkim tempie, odnaleźć charakter i przerobić go na energię zespołu. Tymczasem z meczu na mecz coraz smutniej obserwuje się przygasającą pewność siebie Michała Nowakowskiego, który już chyba przestał liczyć na to, że bieżący sezon okaże się przełomowym w jego karierze. Szkoda, po cichu liczyłam na eksplozję talentu tego zawodnika i możliwości trenera w zakresie jego oszlifowania.

Dużo we mnie żalu i rozczarowania, nazbierało się tego trochę w babskim sercu, tak pięknie przecież bijącym dla drużyny w tym sezonie. Wciąż uważam, że ataki na Mariusa są gorzkie i nieprzyjemne. Nie wszystko w sporcie da się zaplanować i zrealizować, nie zawsze udaje się zdobyć medal w swoim debiucie trenerskim, nie każda nowa drużyna ciężko pracujących koszykarzy stworzy od razu nową jakość. Nam się, póki co, nie udało.

Ale czy jest to wystarczający powód, by opluwać zarząd klubu, jego pracowników, z osobą pana prezesa Twardowskiego na czele? W tle sportowej rywalizacji toczy się nasza walka o nową halę, kolejnych sponsorów, zapewnienie podstawowego choćby budżetu, który podaruje słupskim kibicom koszykówkę w kolejnym sezonie. Sprawy te bywają trudniejsze od wielu meczów na szczycie. Nie warto podcinać skrzydeł małych rycerzom...

Cóż nam zatem pozostaje? Trzeba walczyć do końca rundy rewanżowej z podniesionym czołem, nie wyobrażam sobie inaczej! Teoretycznie, są jeszcze szanse na awans, w dodatku słupscy kibice dawno nie widzieli w swoim rodzinnym mieście płynnej i pięknej koszykówki. Wszyscy jesteśmy spragnieni zwycięstw i poczucia dumy z wyników drużyny, która miała być przecież czarnym koniem tegorocznych rozgrywek.

I tym sposobem moje noworoczne postanowienie: Po pierwsze- nie marudzić!- poszło z dymem w miesiącu styczniu (Jakież to kobiece!). Ale naprawdę zatroskana jestem brakiem wyników ENERGI CZARNYCH Słupsk w sezonie, po którym bardzo trudno będzie przekonać naszych sponsorów do wspierania słupskiej koszykówki w dobie cięć i kryzysu. Dlatego wyobrażam sobie, że od najbliższego meczu, niezależnie od wyroków rachunku prawdopodobieństwa, zespół zewrze swe szeregi, wykrzesa z siebie nieprzeciętną moc i bez poczucia wstydu i wewnętrznej porażki będzie dawał się niewygodnie we znaki swoim rywalom, broniąc dobrego imienia słupskiej koszykówki. Podobną prośbę kieruję do kibiców: spróbujmy do końca uczestniczyć w tegorocznych rozgrywkach, nie szczędząc rąk i gardeł. Być może wśród tegorocznego składu są potencjalni bohaterowie kolejnego sezonu... Zacznijmy budować koszykarską więź już teraz!

Z gorzkim żalem w babskim sercu,
Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."