BABSKIE GADANIE: Krajobraz po dwóch porażkach

BABSKIE GADANIE: Krajobraz po dwóch porażkach

Witam serdecznie w rzeczywistości poanwilowej i drugiej porażce w szóstkach. Smutno i niepewno, jednak samiczych szat nie rozdzieram, krzyżyka nie stawiam, rozdziału nie zamykam, wiary nie tracę. Podobało mi się widowisko, którego przebieg śledziłam za pośrednictwem ekranu tv - niezależnie od wyniku. Pozwoliło mi ono spojrzeć na nasz zespół z innej perspektywy.

Zauważyć trzeba, że mecz układał się po naszej myśli, gdy graliśmy pierwszą piątką, wszyscy wyjściowi zawodnicy byli w ostatecznych rozrachunku na plusie, zmiennicy – niestety – na minusie. Ta wewnętrzna dysproporcja okazuje się być decydująca. Trudno wymagać od zawodników grających pierwsze skrzypce z drużynie, by pozostawali na maksymalnych obrotach przez całe spotkanie, jest to zwyczajnie i po prostu fizycznie niemożliwe. Zadaniem zmienników jest dać przyzwoitą zmianę choć przez kilka minut, jednak utrzymanie kontrolującego grę poziomu przerasta ich. Tak było nie tylko w meczu z Anwilem, ale i w poprzednich ligowych potyczkach.

Absolutnie nie dziwię się trenerowi, że ostatnia akcja meczu przygotowywana była na Rockiego! To nasz najrówniejszy, najpewniejszy i najsprytniejszy strzelec. W dodatku jego doświadczenie nie odbiera mu w trudnych sytuacjach odwagi. Naturalnie, przeciwnicy o tym wiedzą doskonale, dlatego podwójnie koncentrują na nim moce obronne. Uwolni się z sideł lub nie uwolni – tego nie przewidzi nikt. W decydującej akcji wprawdzie miał swobodę rzutu, ale nie udało się. Trudno, na żaden rzut nie ma gwarancji.

Wyraźnie odstającym od drużyny ogniwem jest, według mnie, Joseph Taylor, u którego nie dostrzegam zaangażowania w emocje meczowe. Mam nawet żal do tego gracza o to, że tak obojętnie przechodzi obok porażek, nie wykorzystując swojego potencjału, by pomóc drużynie. Nie jest to postawa godna sportowca... I wcale nie dziwię się trenerowi Urlepowi, że ignoruje tego zmiennika, nawet wówczas, gdy słabsze zawody rozgrywa Garrett Stutz. Jak Kuba Bogu...

Dużym zaufaniem trenera cieszy się za to Zi, odpłacając bardzo dobrą grą w obronie. Mnie najbardziej przekonuje do siebie wybitnie nieegoistycznym postępowaniem na parkiecie. Zi to gracz, który chce i potrafi pomóc kolegom, nie funduje nam nieprzemyślanych akcji, nie traci głowy. Jak dla mnie – mistrz drugiego planu: odcina groźnych rywali (akcja z Grahamem), zmusza ich do błędów. Szkoda tylko, że nie zdążył w tym sezonie w pełni przygotować się fizycznie do gry na najwyższych obrotach i czasem po prostu odcina mu dopływ paliwa. Ale – wiedziały gały, co brały, najwyraźniej Andrejowi wystarcza to, co od Amerykanina dostaje.

Powoli pewności siebie nabywają gracze krajowi, cieszy coraz aktywniejsza rola w zespole Miśka i Jarka Mokrosa. Zwłaszcza tego ostatniego wielu kibiców skazywało na koszykarski niebyt w końcówce sezonu, tymczasem Samiec ten nie przejął się krytycznymi uwagami względem swojej osoby, mało tego, zrobił olbrzymi postęp w rozumieniu koncepcji koszykówki serwowanej przez Andreja Urlepa i wycisnął z jego wiedzy tyle, ile mógł. Mało tego, okazało się, że w meczu z Anwilem był jednym z najskuteczniejszych graczy!

Bardzo cieszy mnie postawa całej drużyny. Czarne Pantery nie poddały się po porażce z Rosą, szybko zwarły szeregi i pokazały, że w tym sezonie jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. To pozwala nam wszystkim wierzyć, że najlepsze przed nami. Duch drużyny nie uleciał w powietrze, lawa wulkanu goreje coraz mocniej, ten wulkan absolutnie nie wygasł!

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Anwil jest aktualnie zespołem słabym. Przeciwnie, uważam, że indywidualne możliwości zawodników takich jak np. Mijatovic są imponujące i nie spadają poniżej pewnego poziomu.

Na koniec pozostawiłam sobie najważniejsze: ocenę trenera. Andrej Urlep był i jest świetnym trenerem, taktykiem i opiekunem drużyny. Podręcznikowo rozpracowuje w tym sezonie wszystkich rywali, doskonale przygotowuje teoretycznie swoich podopiecznych do każdego spotkania. Stara się z każdego wycisnąć tyle, ile może. Kto to rozumie, ten robi postęp (przypadek Jarka Mokrosa czy Jordana Hullsa). Jego wiedza może się okazać kluczowa w przygotowaniu tej dojrzewającej w myśleniu o sukcesie drużyny do najważniejszej fazy rozgrywek, w której walka toczy się przede wszystkim w wymiarze taktycznym. Jeżeli popełnił błąd w ustawieniu zawodników na niewygodnych dla nich pozycjach, w porę wycofał się ze swojej decyzji. Zatem reaguje na wydarzenia, nie upiera się przy swoich wstępnych założeniach. Za dużo krzyczy? Krytykuje po nieudanych akcjach? Każe ostro trenować? Przecież od tego jest! A że robi to w charakterystyczny dla siebie, ekspresyjny sposób - sorry: takie są zasady współpracy w męskim świecie koszykówki. Każdy z zawodników mógł uciec ze Słupska po pierwszym treningu z Andrejem. Zawodnicy muszą być posłuszni wytycznym trenera, muszą być rozliczani ze swoich wyczynów, choćby po to, żeby mogli grać lepiej. W końcu reprezentują nie tylko siebie, ale i zespół, klub, sponsorów, miasto. Pozwólmy trenerowi spokojnie dokończyć dzieło, którego budowę rozpoczął wraz z początkiem sezonu. Nikt lepiej nie zna tych obecnych graczy, ich słabości i mocnych stron. Nikt też lepiej nie nauczy ich charakteru...

Poza tym cel minimum na ten sezon został już osiągnięty, wszystko ponadto powinno nas cieszyć podwójnie. Pozwólmy drużynie w spokoju powalczyć o półfinał.

Pozdrawiam,
Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."