BABSKIE GADANIE: Mecz na szóstkę

BABSKIE GADANIE: Mecz na szóstkę

Z przyjemnością witam się z Wami w tym wyjątkowym tygodniu, który otworzyło wyszarpane koszalinianom zwycięstwo w arcyważnym pojedynku derbowym na ziemi słupskiej. W tygodniu, w którym powiedzenie - Wiele hałasu o nic – stało się chwilowo nieaktualne, albowiem mecz przeszedł do historii jako najgłośniejsze tego typu wydarzenie na naszej nie do końca krągłej kuli.

Dziękuję moim kolegom z klubu – Marcinowi i Mateuszowi – bo to oni na co dzień wymyślają tak szalone pomysły, od których uszy czasem więdną :) . Oczywiście nie można było wskazać lepszego terminu na wykonanie zadania - tylko derbowy pojedynek mógł wyzwolić w kibicach dziki krzyk, precyzyjnie spomiarowany przez firmę Ekoperfex S.C. Krzyczeli wszyscy: matki, żony, dzieci, starzy, młodzi, ekstrawertycy i introwertycy, krzyczał prezes Twardowski, krzyczał nawet desant koszaliński. Gdy informowałam Andreja Urlepa o planowanej akcji, ten złapał się tylko za głowę, wiedząc, na co stać słupskich kibiców, po czym dodał, że mecz z Koszalinem po prostu MUSIMY wygrać, nawet w milczeniu.

Trzeba przyznać, że akcja zorganizowana była sprawnie: szybko wyjaśniono ewentualne wątpliwości z przedstawicielami służb dbających o nasze zdrowie, zakupiono stopery, nagłośniono ideę bicia rekordu w mediach, zmobilizowano kibiców. Wystarczyło kilka sekund, by o Słupsku mówiła cała Polska. I to bez milionów wydanych na promocję, bez wielogodzinnych dyskusji. Bo najlepsze pomysły wychodzą ze spontanicznych działań słupszczan, których łączą wspólne pasje. I za to pozytywne przesłanie dziękuję Wam, Drodzy Kibice, zamykając temat bicia rekordu hałasu.

Dobrym duchem niedzielnej rywalizacji był bez wątpienia Marcin Dutkiewicz, którego krzesło na trybunach musiało mocno parzyć… Rzadko obserwujemy w polskim baskecie tak wielkie wsparcie ze strony kibiców dla kontuzjowanego gracza oraz tak głębokie przywiązanie zawodnika do klubu, którego barwy reprezentuje w danym sezonie. Kapitan nie opuścił swojego okrętu, wspierając swoją obecnością jego załogę.

Na parkiecie działy się zjawiska równie interesujące. Zi brawurowo odciął w najważniejszych fragmentach Szubargę, z którym początkowo średnio radził sobie Tomek Śnieg. Pokazał tym samym, w jakim celu ściągnięto go do Słupska. Skończyły się czasy, gdy w koszykówce funkcjonowali sami zawodnicy uniwersalni: rzucający/broniący/wszystkorobiący, przyszedł czas zawodników-zadaniowców, realizujących ściśle określone role. Zadanie dostała cała drużyna, która jest w tym sezonie groźna tylko wtedy, kiedy wszyscy jej reprezentanci wybiegają na parkiet z czystą głową i podobnym podejściem. Klei się wówczas obrona, udaje się zalepić dziury wynikające ze słabszej postawy niektórych graczy (mam tu na myśli Garretta).

Nie bez znaczenia było również posłuszeństwo wykazywane wobec pomysłów i zaleceń trenera, który heroicznie przebijał się resztkami głosu przez tumult (bo trzeba Wam wiedzieć, że w dniu meczu Andrej ledwo trzymał się na nogach, pokonany przez chorobowego wirusa). No i niejaki Gruszecki – zaciekawiła mnie osoba samca bardzo, a to ze względu na wysoki poziom indywidualnych umiejętności koszykarskich, zbliżonych do tych, w jakie wyposażeni zostają amerykańscy gracze uniwersyteccy przylatujący do Europy, a których fanką jestem ja – osoba samicy.

Szczególnie ciepłe słowa kieruję do Jarka Mokrosa – pantery o wielkim sercu do gry, coraz lepszej postawie na parkiecie, zarówno w ataku, jak i obronie. Cieszę się, że jest w naszej drużynie.

Z meczu na mecz coraz lepiej ogląda się Jordana na dwójce, przeczuwam, że do play offów uda się ten diamencik oszlifować i zostaniemy wyposażeni w porządną strzelbę.

Na koniec przekazuję słupskim Kibicom serdeczne pozdrowienia od trenera Gaspera Okorna, który z radością i sentymentem powrócił do Twierdzy, raz jeszcze zachłystując się tutejszym powietrzem. Przyznał, że zawsze będzie miał do niego ukrytą słabość…
Kochani, cieszmy się tym ważnym zwycięstwem bez umiaru, bo dzięki niemu jubileuszowy sezon występów Czarnych Panter w ekstraklasie nabiera piekielnie gorących rumieńców!
Pozdrawiam w bardzo pozytywnym nastroju,

Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."