BABSKIE GADANIE: Najlepszym nauczycielem porażka

BABSKIE GADANIE: Najlepszym nauczycielem porażka

No to mamy ciekawe przeżycie za sobą, po raz pierwszy w tym sezonie przyszło nam przełknąć gorycz porażki. I to niekoniecznie wkalkulowanej w kibicowskie dyskusje, bo doznanej po serii dość pewnych zwycięstw. O tym, że mecz ze Śląskiem do łatwych należeć nie będzie, doświadczeni kibice wiedzieli od początku. Oto po przeciwnej stronie barykady stanął siedemnastokrotny! mistrz Polski, zespół z godnymi pozazdroszczenia tradycjami koszykarskimi, tytułami, spektakularnymi zwycięstwami itp.

Może w bieżącym sezonie nie stanowi żywego pomnika przeszłej świetności, ale to nadal zespół solidny, groźny, grający bez kompleksów, oparty na polskich (wy)gr(yz)aczach parkietu, gdzie młodość (Jakub Parzeński, Michał Gabiński) spotkała się z historią (Panie Radosławie, przepraszam, piszę te słowa na własną odpowiedzialność! Wiem, że w niektórych dzielnicach można za nie w papę dostać: http://www.youtube.com/watch?v=CyTVhy5_T-U). Jeśli dodać do tego zawziętość Śląska w udowadnianiu swoim włodarzom, że w koszykówkę we Wrocławiu warto inwestować pieniądze, jak dawniej, nie powinna dziwić waleczna postawa miejscowych w starciu z aktualnym liderem. Nie zapominamy o innej drobnostce- powrót Andreja Urlepa do miasta, w którym odnosił największe sukcesy- tym razem w roli tego, który ma dokonać w nim destrukcji, z pewnością dodał smaczek w  postaci dodatkowej dawki motywacji…

Niezależnie od poziomu zdeterminowania Śląska, nie ukryjemy faktu, że Czarne Pantery rozpadły się w tym meczu na kawałki, prezentując słabą koszykówkę, pełną szkolnych błędów oraz niedociągnięć indywidualnych i zespołowych. Fatalny przebieg miała pierwsza kwarta, co pokutowało w dalszym przebiegu spotkania. I chociaż w czwartej- najważniejszej- kwarcie byliśmy lepsi od gospodarzy, nie zdążyliśmy naprawić słabego początku. Raziła w oczy słaba skuteczność rzutowa, kiedy zawodnik nie trafia kilkakrotnie z czystej pozycji, znaczy się, przegrał już mecz w głowie. Trudno przyzwyczaić się do myśli, że w końcówce pogrążył nas m.in. Paweł Kikowski- zawodnik, który właśnie w Słupsku przeżył pamiętny rodzaj blokady psychicznej, kiedy to kompletnie zatracił zdolność umieszczania piłki w koszu, a w konsekwencji- wychodzenia na parkiet. Krótko mówiąc- zawodnicy Śląska zagrali to, co ENERGA CZARNI w poprzednich swoich starciach ligowych- wykazując przy tym determinację, pazur, wiarę w możliwość wygranej. Nie twierdzę, że nasi wygrać nie chcieli, o czym świadczy podjęcie walki i zacięta końcówka, jednak tym razem czegoś wyraźnie zabrakło.

Lekcje bywają gorzkie, ale myślę sobie, że bez nich drużyna stałaby w miejscu. Trener Urlep, jakkolwiek człowiek doświadczony i znający się na koszykówce, prorokiem nie jest i nie wie, na kogo może stawiać w najważniejszych sekundach meczów. On także uczy się zespołu, zawodników, ich psychiki. Nie możemy przecież zawsze liczyć na to, że Rocky Trice będzie „czarnym koniem” w każdej sytuacji beznadziejnej. Trzeba sprawdzić wszystkich. Trzeba też zaobserwować reakcje graczy na swoje błędy: czy pogrążą ich w apatii czy przeciwnie, dodadzą skrzydeł do podjęcia dalszych intensywnych treningów. Sama jestem bardzo ciekawa dalszego rozwoju wypadków…

Dlatego przyjmuję porażkę spokojnie, bez rwania blond włosów z głowy, wciąż twierdząc, że będzie ona najlepszym nauczycielem dla Czarnych Panter przed występem w kolejnych spotkaniach ligowych.

Tymczasem na innych parkietach dzieją się rzeczy równie ciekawe: nasi sąsiedzi nabyli nowego trenera, znanego w Słupsku z niebanalnych komentarzy podczas konferencji prasowych, zawsze wyprasowanej koszuli i spodbyczego spojrzenia w trakcie przyjmowania decyzji sędziowskich. Jego przyjście wyraźnie ożywiło koszaliński zespół, który na dzień dobry sprezentował szkoleniowcowi pierwszą w tym sezonie wygraną, nim zdołał on podać rękę wszystkim swoim nowym podopiecznym.  Czy będzie to zapowiedź marszu AZS-u w górę tabeli? Czas pokaże. Najważniejsze, że dla nas- słupskich kibiców- perspektywa derbów staje się coraz ciekawsza. Zwłaszcza że obaj Słoweńcy mają wybitnie południowe temperamenty.

Na koniec chciałabym powiedzieć kibicom, którzy wybrali się w daleką podróż do Wrocławia, że są… wyjątkowi. W imieniu klubu i zespołu dziękuję Wam bardzo. Niech gorycz porażki nie odbiera Wam radości z możliwości bezpośredniego uczestniczenia w tej cennej dla Czarnych Panter lekcji.

Pozdrawiam serdecznie,

Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."