BABSKIE GADANIE: Nic nie może wiecznie trwać

BABSKIE GADANIE: Nic nie może wiecznie trwać

- Pięknie wyśpiewała przed laty Anna Jantar i, niestety, miała rację. Zakończyła się bowiem seria zwycięstw koszykarzy ENERGI CZARNYCH Słupsk, którzy otworzyli nowy rozdział w historii rozgrywek sezonu 2012/2013, inaugurując swoje pojawienie się w szóstce porażką, następnie dwukrotnie ją powielając. Tradycyjnie, szczególnie w pamięć zapadł mecz z Anwilem Włocławek, drużyną, która wydaje nam się przeszkodą nie do przejścia, niezależnie od grającego przeciwko niej składu czy osoby trenera prowadzącego. Przegrana po dogrywce wprawdzie ujmy nie przynosi, ale z pewnością boli podwójnie. Trener Urlep był naprawdę bliski zdobycia włocławskiego terenu, ale zawodnicy nie dali rady. Większość  tytułów podkreślała, że "zabrakło pół sekundy", by wygrać to spotkanie, ja sądzę, że zabrakło siły i konsekwencji. Nadal razimy też słabiutką skutecznością, co mści się okrutnie, bo stajemy się ofiarą swojej własnej niemocy i przeciwnik nie musi wspinać się na wyżyny możliwości w celu wypracowania przewagi punktowej. Smutne. I konsekwentnie powielane.

Bardzo źle się dzieje po momentach, w których pozwalamy rywalowi na seryjne zdobywanie punktów i przejęcie całkowitej kontroli nad wydarzeniami na parkiecie. Taka sytuacja miała miejsce po przerwie dla gospodarzy, kiedy to miejscowi zdobyli aż 10 punktów z rzędu, przy zerowym stanie konta po naszej stronie. Piłka wprost paliła się w rękach Marcusa Ginyarda, który w krótkim czasie podarował swojej ekipie 8 punktów. Szkoda, że wśród Czarnych Panter brakuje zawodnika o podobnym poziomie nonszalancji... 5 punktów zdobytych przez Czarnych w drugiej kwarcie nie wymaga komentarza. Co ciekawe, Anwil wcale nie grał rewelacyjnie i miał spore problemy z przebijaniem się przez naszą defensywę. W pewnym momencie drużyny prześcigały się w konkurencji: Kto nie trafia skuteczniej.

W dalszej części gry w rolę lidera wcielił się po stronie Anwilu Nikola Vosajevic, dzięki któremu gospodarze wyszli na prowadzenie przed czwartą kwartą. I od tego momentu wydarzenia przybrały niezwykle dynamiczny obrót: walka kosz za kosz, faule naszych, nietrafione wolne gospodarzy, spóźniona dobitka Yeminatora i koszmarna dogrywka, a w niej rozwianie złudzeń co do ostatecznego wyniku. Anwil nie oddał swojego terenu, choć trzeba przyznać, że dzielnie walczył w tym meczu o jego zdobycie Yemi, zdecydowanie najlepszy zawodnik Czarnych Panter, zdobywca aż 18 punktów, autor 5 bloków. Gdyby pozostali zagrali na jego poziomie, o dogrywce nie byłoby mowy... Trudno mieć pretensje do zawodników, którym nie można z pewnością odmówić walki/zaangażowania, dwoją się i troją, by w każdym spotkaniu fazy szóstkowej ugrać dwa potrzebne do szczęścia punkty. Przeciwnicy wiedzą, że trzeba się cały czas z drużyną ze Słupska liczyć, że stanowi ona zagrożenie, że jej zespołowy styl gry, jeśli tylko zafunkcjonuje w meczu, potrafi złamać najlepszych liderów teoretycznie silniejszych drużyn. Problem w tym, że owej zespołowości nie udaje się w ostatnim czasie na wysokim poziomie stworzyć. We wcześniejszej fazie sezonu zadanie to świetnie wykonywał Todd, teraz jednak stanowi cień samego siebie, natomiast Oded wnosi do gry tyleż samo dobrego, co i hamującego, zwłaszcza w gorących końcówkach meczów.

Czy można mieć pretensje wobec samego Todda? Znamy tło jego powrotu do ojczyzny, pamiętamy o kontuzji, przerwie w grze itp. Człowiek jest tylko człowiekiem, nie zawsze udaje mu się sprawnie przeskakiwać nad rzucanymi pod nogi kłodami. Osobiście staram się zrozumieć trudną w tym sezonie sytuację naszego rozgrywającego, pogodziłam się z tym, że siłą Czarnych Panter w szóstkach nie będzie obwód i rozegranie. Niestety, jest to równoznaczne z zaakceptowaniem porażek w sytuacji, gdy nie możemy liczyć w danym meczu na jakiś cudowny dzień konia.

Wiele gromów spadło po tym nieszczęsnym meczu na głowę Rodericka. Uważam, że niesłusznie, ponieważ nie jest on klasycznym rozgrywającym, a przy słabszej formie Todda niejednokrotnie zmuszony był wypełniać tę rolę. Trudno wówczas czuć się pewnie i grać płynnie, stąd spora liczba strat w wykonaniu zawodnika, który wyraźnie nie potrafił wejść w tryby drużynowej machiny. Ale Rocky to Rocky- gracz, który robi różnicę. Kiedy cała drużyna nie znajduje odpowiedniego rytmu gry, trudno rozliczać z osiągów jednego zawodnika. Ani Oded ani Todd nie podjęli pozytywnej w skutkach rywalizacji sportowej na swojej pozycji, po czym wiele dobrego sobie obiecywałam w duchu starożytnej zasady: Współzawodnictwo wzmaga talenta. Cały obwód Czarnych Panter chwilowo kuleje, a trener Urlep nie potrafi tej nogi naprawić. Jak wpływa to na wyniki? Ano tak, że nie przyjmujemy w prezencie wygranej fundowanej nam przez słabiej niż zwykle grającego przeciwnika.

Co robić dalej? Nie pozostaje nic innego jak kontynuować walkę, cieżko trenować i szukać sposobów na poszczególnych rywali. Jeśli się nie poddamy, możemy wszystko...

Życzę Wam wesołych, słonecznych i spokojnych świąt, podczas których odradza się wiara w rzeczy wielkie. W kwietniu Gryfia będzie wyjątkowo często świadkiem koszyakrskich wydarzeń. Do zobaczenia.
Agata,
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."