BABSKIE GADANIE: Nic się nie stało

BABSKIE GADANIE: Nic się nie stało

Autorytety w dziedzinie kosmetologii wyraźnie pouczają:  "naprzemienne stosowanie ciepłego i zimnego prysznica korzystnie wpływa na kondycję organizmu, pobudza krążenie krwi i przez to organizm szybciej usuwa niekorzystne toksyny z przemiany materii. Poza tym chłodny prysznic wspaniale energetyzuje i uodparnia przed infekcjami" (za: www.wacik.pl). Uspokojona tymi naukowymi wnioskami, już na wstępie pragnę przywitać kibiców ENERGI CZARNYCH Słupsk przybiciem pomeczowej piątki i stwierdzeniem: Nic się nie stało. Bo czymże jest niedzielna porażka ze Startem w obliczu dziewięciu zwycięstw z rzędu odniesionych w ostatnich tygodniach rozgrywek? Naprawdę nie ma tragedii. To była wkalkulowana w występy Czarnych Panter klasyczna psychologiczna wpadka.

Wszyscy bardzo obawialiśmy się tego spotkania. Paradoksalnie, po serii widowiskowych wygranych z silnymi ekipami, mecz z beniaminkiem ligi wydawał się trudniejszy do przebrnięcia. Natłok ligowych potyczek w ostatnim czasie mocno zmęczył naszych koszykarzy, co było wyraźnie widać w niedzielę na parkiecie. Czarne Pantery zostały dosłownie zabiegane przez rywala. - Co to ma być, ledwo odrywa tyłek od parkietu!- krzyczał groźnie pan za  moimi plecami- Oddawać za bilety! -No faktycznie, ledwie odrywa- pomyślałam sobie- ale jako osoba regularnie cierpiąca na zakwasy i syndrom nieodrywającego się z powodu przetrenowania tyłka, połączyłam się w bólu ze wskazaną Czarną Panterą, westchnęłam i pożałowałam biedaka, bo faktycznie robił, co mógł, żeby pokonać siłę grawitacji. Dlatego nie uważam, żeby wszyscy zawodnicy cierpieli w niedzielnym meczu na brak zaangażowania i rzekomo przeszli obok niego. Owszem, piekła wymalowanego na ich twarzach to ja nie widziałam, ale spójrzmy realnie, nawet najgorętszy krąg piekielnych czeluści trzeba czasem dla higieny przewietrzyć.

 

Z pewnością braku zaangażowania nie można było odmówić trenerowi Linartasowi, jego krzyki dochodzące z szatni, które usłyszałam po spotkaniu, przeraziłyby nawet samego szatana. Nie wiem, co powiedział swoim podopiecznym, ale emocje, które przekazał, zdradzały ogromne rozczarowanie postawą drużyny. W chwilę potem każdy z graczy wymknął się szybko ze spuszczoną głową z hali, a Marcin Dutkiewicz przeprosił przed kamerą kibiców, w imieniu drużyny, za styl niedzielnej porażki. Zapewnił jednocześnie, że derby wygramy. Lubię Marcina, więc mu wierzę.

 

Wielu z Was ma uwagi dotyczące stylu prowadzenia drużyny w meczu przez Mariusa. Zarzucacie, że nie reaguje na trudne momenty, nie bierze czasu itp. Myślę, że trener wie, co robi, zna tę drużynę lepiej niż wszyscy kibice razem wzięci i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kiedy potrafi wpłynąć na graczy oraz w jakim momencie meczu należy nimi wstrząsnąć. Często czeka na to aż zawodnicy sami znajdą rozwiązanie. Poprzednicy Mariusa przyzwyczaili nas do innego stylu, ale to nie jest wystarczający powód, by negować decyzje aktualnego szkoleniowca. Pozwólmy mu pracować wedle własnej koncepcji, bez wywierania niepotrzebnej presji. Tym bardziej, że póki co wyniki w jej obronie  przemawiają.

Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria dziejowa, którą sobie już dawno temu, na bazie wieloletniego doświadczenia, uroiłam: kiedy cały zespół gra na niższym poziomie, nie realizuje przedmeczowych założeń, żaden z zawodników nie może być oceniony pozytywnie. Wychwalany ostatnio przeze mnie Todd, tym razem rozegrał przeciętne zawody, gloryfikowany Yemi stał się mało wyrazistym tłem dla poczynań kolegów, rosnący w siłę Mateusz- opadł z sił, nawet młody Wojtek Jakubiak tym razem szybciej powrócił na ławkę. Bo w koszykówce założenie jest proste: w grupie siła! Moją teorię dziejów udowodnili w tym meczu gdynianie, którzy zasłużenie spotkanie z liderem tabeli wygrali. Krok po kroku, ciułali kolejne punkty, gonili, wyrównywali, aż w końcu zbiorowym wysiłkiem przegonili. Wszystko dzięki temu, że młodym zawodnikom po prostu chciało się chcieć. Indywidualnie i grupowo. Kiedy jeden z nich dawał impuls do ataku (brawa szczególnie dla Michała Jankowskiego), pozostali w stadzie podążali za przywódcą. Wsparcie, jakiego sobie udzielali na parkiecie w poszczególnych akcjach, słusznie wywoływało lawinę braw na trybunach gospodarzy.

Jaką naukę Czarni mogą wynieść z niedzielnej porażki? Cóż, po raz kolejny przekonali się, że przy braku stuprocentowego zaangażowania drużyna traci pazur, który pozwala jej stanowić zagrożenie w lidze. Że kibice w Słupsku nie akceptują takiej postawy, co ostentacyjnie wyrazili, wychodząc z hali przed ostatnim gwizdkiem. Że nie wolno zwalniać tempa nawet na moment, bo wystarczy odrobina ambicji przeciwnika, by wydrzeć punkty sprzed nosa. Że nie należy wprowadzać nerwowego napięcia przed najważniejszym meczem w sezonie, w którym chcemy być zdecydowanym faworytem.

Nie jest łatwo przystępować do kolejnych spotkań w roli faworyta i lidera tabeli, któremu każdy inny zespół chce utrzeć nosa, sprawiając medialną niespodziankę. Nie inaczej odbyło się tym razem, do Słupska przyjechała ekipa teoretycznie słabsza, niemająca nic do stracenia. Wyszła jednak na parkiet zdeterminowana, by wygrać, niezależnie od racjonalnych przesłanek czy przewidywań. I wykonała swój cichy plan brawurowo, bez kompleksów, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wystarczy dokręcić tempo w ataku i Czarne Pantery mogą nie przetrwać tej próby. Gdyby Czarni zagrali swoje, nie byłoby problemów z podjęciem rękawicy. Niestety, zagrali poniżej oczekiwanego poziomu. I jako kobieta, czuję się lekko urażona, bo nie lubię, gdy mężczyźni odpuszczają i spoczywają na laurach. Lubię, gdy trzymają fason.

Jednak wybaczę wszystko z chwilą, gdy będę mogła już w niedzielę wieczorem napisać smsa do koleżanki-kibicki zza miedzy, wysyłając tak dużą liczbę uśmiechniętych emotikonów, jaka tylko zmieści się na ekranie telefonu! Bo są mecze w sezonie, których odpuścić nie wolno! Zastanawiacie się pewnie czy nowi zawodnicy, nieznający szczegółowo historii słupskiej koszykówki, mają tego świadomość. Zapewniam Was, że pracownicy klubu zadbali o to, by tę wiedzę nabyli.

A zatem, na Koszalin!

Pozdrawiam przedderbowo,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."