BABSKIE GADANIE: Nie po(tur)bowali

BABSKIE GADANIE: Nie po(tur)bowali

"Już byli w ogródku, już witali się z gąską..."- tak myślałam sobie po niedzielnym meczu, gdy przed czwartą kwartą szeptałam do sąsiadów po prawicy i lewicy: Mamy to, rozłożymy tura na łopatki. Węszyłam okazję od dawna, trudno bowiem pogodzić się z faktem, że nie możemy przełamać niemocy względem drużyny ze Zgorzelca. Co tam Anwil, co tam Asseco, Turów to dopiero wyzwanie! A wszystko tego dnia wieściło wygraną: nadejście prawdziwej wiosny, rozgrzane słoneczko, zrelaksowane i uśmiechnięte twarze zawodników przed meczem. Niestety, nie udało się wleźć do ogródka, przywitać z gąską ani rozłożyć tura na łopatki, choć, trzeba przyznać, groźnie draśnięto go pazurem.

Bez wątpienia Turów jest po prostu zespołem silniejszym i lepszym w zasadzie w każdym elemencie gry, typuję go do tytułu mistrzowskiego mniej więcej od połowy sezonu. Czwarte zwycięstwo z rzędu podopiecznych Miodraga Rajkovicia do łatwych nie należało, przyznał to po meczu Damian Kulig oraz szkoleniowiec gości, ale cóż mogą poradzić nasi dzielni chłopcy, gdy na parkiet wchodzi Ivan Opacak, który stwierdza, że ta Gryfia to bardzo fajna i gościnna hala, po czym seryjnie zdobywa punkty, porusza się po parkiecie niczym szachowy konik, jakby znał w nim każdą klepkę. Niech stracę- wzniosę się na wyżyny i pogratuluję drużynie takiego zawodnika. To jeden z tych, którzy robią różnicę...

Zresztą, nie tylko jego jednego zazdroszczę, przyznać muszę, że cała ekipa ze Zgorzelca robi na mnie w tym sezonie ogromne wrażenie, podobnie jak sposób prowadzenia jej przez trenera Rajkovivia. Czyżby rodziła się na naszych oczach nowa koszykarska wieloletnia potęga? Fundament pod jej zrodzenie wydaje się dość solidny: możliwości budżetowe spore, rozsądny trener potrafiący umiejętnie wykorzystać indywidualne możliwości poszczególnych graczy, jak również stworzyć z nich solidnie funkcjonujący kolektyw. Jest kasa, jest zespół- pomyślą jedni. Ale przecież wszyscy doskonale obserwujemy kręte drogi sportu i wiemy, że kasa nie zawsze okazuje się kluczem do sukcesu i wcale nie musi przełożyć się na wymierny efekt. W Zgorzelcu pracowano nad tym efektem wiele sezonów, dlatego z autentycznym podziwem spoglądam w stronę tego klubu, życząc mu jak najlepiej. I podpisuję się pod modłami naszych zawodników, którzy nie chcą więcej gościć w tym sezonie Turowa w swoich progach. Podziwiajmy na odległość!

Faza szóstkowa przebiega w błyskawicznym tempie, niewiele czasu mają gracze na regenerację czy tworzenie nowych rozwiązań taktycznych. Mecz- autokar- mecz- autokar: ta przeplatanka wyznacza rytm ostatnich tygodni. Pozytywnym zjawiskiem jest, według mnie, to, że do końca toczy się walka o ostateczne miejsce przed play off, dzięki temu i rywalizacja ciekawsza i kombinacje alpejskie wyeliminowane, na kogo padnie, na tego bęc! Na szczęście nie ma zbiorowej tragedii w przypadku przegranej, bo skutek nie powoduje odpadnięcia z rywalizacji, dzięki czemu można skupić się na trenowaniu różnych wariantów i spokojnym psychologicznym wzmocnieniu drużyny przed grą w parach. Poziom koszykarskich widowisk mimo wszystko jest bardzo wysoki, nikt jednak nie zamierza do końca odkrywać kart czy ryzykować poważnych kontuzji kluczowych graczy. W przypadku naszej drużyny szóstki to świetna okazja dla Bryana Davisa na wkomponowanie się w szeregi Czarnych Panter, jestem pewna, że ta petarda wystrzeli już niebawem pod samiusieńkie niebo. Pozostali niech sobie grają na 3/4 gwizdka i oszczędzają siły, bo obawiam się, że już niedługo tempo zostanie podkręcone dwukrotnie.

Jak postrzegam szanse ENERGI CZARNYCH Słupsk w walce z szóstkowymi rywalami w fazie play off? Sądzę, że niezależnie od tego, kogo nam Siła Wyższa do pary dobierze, jesteśmy w stanie wygrać z każdym! Tak, z każdym, pod warunkiem, że będziemy trzymać fason w obronie od pierwszej do ostatniej minuty. Wirtuozami ofensywy nie jesteśmy, trzeba to powiedzieć wprost, ale przy dobrej grze obronnej potrafimy skutecznie namieszać i rozbić każdego przeciwnika, czego dowody daliśmy już kilkakrotnie w aktualnym sezonie. Szczęście uśmiecha się do nas szeroko, bo Andrej Urlep fachowcem od obrony jest i to nie byle jakim, ale jednym z najlepszych w historii polskiej ligi. Czy zawodnicy będą potrafili to wykorzystać? Wiele zależy od ich ambicji, indywidualnej mobilizacji i świadomości celu, a wtedy umiejętności schodzą na dalszy plan. Przecież nawet tura można powalić, podstawiając mu sprytnie nogę. Zatem wszystko wskazuje na to, że będą play offy prawdziwą próbą koszykarskiej dojrzałości. Nie ma dla nas wygodnego rywala, nie łudźmy się, ale jeśli miałabym pomóc Sile Wyższej wyswatać godną parę, sparowałabym Czarnych z Anwilem. Dlaczego? Bo po latach niemocy udało nam się udowodnić sobie, że nie taki diabeł straszny, co daje psychologiczną siłę. A że apetyty rośnie w miarę jedzenia, może warto owego diabła zapędzić do kotła? Wyobrażam też sobie ciekawą i zażartą walkę kibiców na trybunach, obie ekipy wspomagające słyną z wyjątkowego zaangażowania w doping, co z pewnością byłoby dodatkową atrakcją. Znalazłam też ciekawy kwiatek, który mógłby znacząco wpłynąć na przebieg serii: prasa donosi, że trener Bogicević niekoniecznie czerpie satysfakcję ze współpracy z jednym ze swoich graczy: - Weeden ma swój świat, w którym jest postacią numer jeden i postacią, która chce grać niezależnie od tego, jak się prezentuje. Chce grać warunkowo, ale ja czegoś takiego nie akceptuję. Nie ma warunkowego grania. Zespół wychodzi na mecz z jedną energią, a on wychodzi z inną- ocenia szkoleniowiec Anwilu. Amerykanin ma zdecydowanie inne podejście, niż reszta zespołu - gdy nie przebywa na parkiecie, nie siedzi z resztą zawodników na ławce rezerwowych, ale obok krzesełek, koło band reklamowych. Tak donosi lokalny pudelek. Przyznaję, zaglądam...

Zanim play offy, musimy jeszcze jutro stanąć twarzą w twarz z równie silnym przeciwnikiem- Stelmetem. Ku mojemu zdzwinieniu, zobaczymy na parkiecie słynną błyskawicę- Waltera H. Jednak nic a nic mnie to nie rusza (trudno mieć pretensje do zawdonika, którego władze ligi nie chcą rozjuszyć. Wszyscy przecież wiemy, że zapalczywy charakter ma, a taki za swoje przewiny może przepraszać tylko do połowy). Przy odrobinie szczęścia i skutecznej taktyce możemy szybko sprawić, by Waltera H. na parkiecie nie było...

A zatem czekamy na dalszy rozwój wydarzeń, mocno trzymamy kciuki i głośno krzyczymy: Czarni!!!
Pozdrawiam,
Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."