BABSKIE GADANIE: O choroba!

BABSKIE GADANIE: O choroba!

Niestety, nie dość, że pierwszy mecz przed szerszą publicznością w nowiusieńkiej hali w Koszalinie    przeszedł do historii pod znakiem porażki ENERGI CZARNYCH, to jeszcze zdarzyło nam się przegrać cały turniej. Niedobrze... Wprawdzie początkowo ucieszyłam się na wieść o zbiorowej chorobie naszych koszykarzy, jaka zmogła ich na myśl o wyjeździe do ulubionego sąsiada (to może świadczyć tylko o jednym: że zostali już poddani szybkiej indoktrynacji terytorialnej i wykazali prawidłowe odruchy bezwarunkowe), zaraz jednak zmartwiłam się wynikami, jak i słabą odpornością Czarnych Panter. Ale niech będzie, okres adaptacyjny musi dać się we znaki, pogoda w Polsce nie zawsze przyjazna, a szybko rozprzestrzeniająca się zaraza potwierdza tylko, że nasi chłopcy spędzają ze sobą naprawdę dużo czasu.

-        Co z tego, że przegrali. I tak pewnie będziesz piać z zachwytu- wystrzelił do mnie z ciężkiego działa jeden z zaprzyjaźnionych kibiców. Czy ja naprawdę zawsze rozpływam się nad grą słupskich koszykarzy? - Zawsze ich tłumaczysz- odpalił po raz kolejny. Poddałam to zdanie ekspresowej refleksji i nie zgodziłam się z nim. Dowód? Jako jedna z pierwszych zarzucałam Stanleyowi B. nie do końca zespołową postawę itp. Na szczęście kolega nie wpakował mi kolejnej kulki.

Nad przegraną w Koszalinie również szat rozdzierać nie będę. Wystarczy, że dreszcz przebiega mi po plecach podczas lektury wpisów tych kibiców, którzy po wynikach pierwszych meczów kontrolnych ogłaszają wszem i wobec, że z tej mąki chleba nie będzie, że trener to cienias, rozegranie do bani, mięso pod koszem niestrawne. Halo, Panowie, czy my-kobiety- skreślamy Was po pierwszej, średnio udanej, randce? Czy od początku potraficie zaprezentować przed nami Wasze najlepsze walory? Czy od początku rozumiecie język, jakim się posługujemy? Wszystko wymaga czasu! Trudno stąpać pewnie po niepewnym jeszcze gruncie! I Wy na pierwszych randkach popełniacie rażące gafy!

Osobiście uważam, że na żadnej z pozycji nie popełniliśmy w obsadzeniu karygodnego błędu, a tu już wiele. Podoba mi się sposób rozgrywania Todda, który od początku podkreśla, że priorytetem będzie dla niego zespołowość, wykazuje dobry przegląd pola, ma świetny refleks. Odniosłam wrażenie, że podczas obu turniejów po macoszemu potraktował grę obronną, chcąc skoncentrować się na precyzyjnym zrealizowaniu zaproponowanych przez trenera zagrywek. Odpuszczał sobie penetracje pod kosz, nie tracąc czasu na indywidualne popisy, na który przyjdzie jeszcze odpowiedni czas. Czytaj: ligowy czas. Poziom zrozumienia z resztą zawodników na tym etapie budowy i zgrywania zespołu, jak dla mnie, zadowalający. Poza tym, wielu z nas ma chyba jeszcze świeże wspomnienie stylu rozgrywania Stanleya B. Stanleya już u nas nie ma.

Pominięty nieco w Słupsku (ze względu na wyraźną dominację aktywności obwodu) Yemi, w Koszalinie wyostrzył pazur i uspokoił rozczarowanych jego postawą kibiców. Okazało się, że gdy światło skierowane zostało w jego stronę, potrafi rozpychać się w walce o piłkę, zbierać i współpracować z obwodem. Siłą rzeczy przychodzi mi ciągle na myśl Bryan Davis, który rozpoczynał popisy w Gryfii od wesołego podskakiwania, niezgrabnych przeskoków i dziurawych rąk. To było nawet zabawne dla oka, ale irytujące pod względem wkładu w grę. Ten sam zawodnik zmienił się w szybkim czasie w dojrzałego pełnowartościowego podkoszowego, rozumiejącego styl polskiej koszykówki i oczekiwania względem jego pobytu na parkiecie. Wieszczę deja vu...

Ustosunkowałam się do dwóch kluczowych pozycji w drużynie. Z pełnym przekonaniem powtórzę:  błędu nie popełniono.

Bardzo cieszy mnie utrzymywanie wysokiej formy przez Marcina D., którego jakoś długo kibice w kraju traktowali drugorzędnie, wykazując wyraźne oznaki niedocenienia. Kiedy grał bardzo dobrze, mówiło się, że szybko mu przejdzie i powróci do standardowej formy. Dla mnie Marcin jest w swojej standardowej formie, stał się koszykarzem, który ciężką pracą i cierpliwością rozwinął się w kierunku niezawodnego, skutecznego niskiego skrzydłowego. Typ gracza- zadaniowca.

Niespodzianką i swego rodzaju odkryciem jest dla mnie osoba Michała Nowakowskiego, którego, przyznaję, dopiero poznaję podczas występów na parkiecie. To drugi, po Marcinie D., zawodnik uczący się rzemiosła koszykarskiego w formacjach ze stolicy. To w końcu Mistrz Polski Juniorów Starszych z 2008 roku. Stanowił jeden z filarów młodej ekipy Politechniki, dając się poznać jako solidny i uniwersalny skrzydłowy. Mam cichą nadzieję, że w ENERDZE CZARNYCH pójdzie drogą Pawła Leończyka, którego talent eksplodował dopiero w Słupsku.

Często jestem w ostatnim czasie pytana o opinię na temat Roberta T. Jego osoba wzbudza, póki co, najwięcej kontrowersji. Odpowiadam krótko: jeśli będzie mieścił się w regułach fair play, z przyjemnością poobserwuję przepychanki i kotłowanki z nim w roli głównej. W końcu koszykówka to gra dla prawdziwych mężczyzn! A ja od urodzenia mam w sobie silny męski pierwiastek:) Jeśli każda drużyna w lidze musi mieć jaja, to, że tak się brzydko wyrażę, nasze budzą duży respekt...

Miniony weekend nie zmienił mojego podejścia: wciąż jestem ciekawa tej drużyny, uczę się graczy wraz z każdą wykonaną przez nich akcją, podziwiam ich nieprzeciętne zaangażowanie, uznaję nasz skład za w pełni przemyślany i skrojony na miarę budżetu. Nie spodziewam się efektów od razu. Nie mogę doczekać się pierwszego występu Czarnych Panter pod presją. Oby nie zakończyło się depresją...

Dlatego, Drodzy Kibice, zbierajcie powoli siły, czas zwołać pospolite ruszenie! Od naszej postawy naprawdę wiele zależy! Dajmy zawodnikom ENERGI CZARNYCH Słupsk kredyt zaufania, pozwólmy im uwierzyć w siebie („Dzisiaj zawodnicy uwierzyli w Wasz krzyk”. Pamiętacie?).

PS. Zanim się pożegnam i wrócę do malowania paznokci na czerwono, chcę zwrócić uwagę na kolejne zmiany w zespole: jak podoba się Wam nowa oficjalna strona? Podzielcie się z nami sugestiami. Przyzwyczailiście się już do czerwonych strojów? Mnie szczerze przypadły one do gustu.

PS2. Z rozmów zasłyszanych na trybunach dowiedziałam się już, jakie panują w bieżącym sezonie trendy, czyli którą z Czarnych Panter Panie najchętniej zamknęłyby w swojej klatce (No, którą, Panowie? Zgadujcie!). Hmm, mój typ nie pokrywa się z okładką katalogu. Może to ten męski pierwiastek albo inna choroba...

Tymczasem zdrowia i jeszcze raz zdrowia życzę naszym koszykarzom! Oby jedyną przypadłością, jaka będzie drążyć ich od wewnątrz, była niepohamowana, a nawet chorobliwa, ambicja w rywalizacji o podium.

Chorobliwie już zniecierpliwiona i wyczekująca pierwszego ligowego gwizdka,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."