BABSKIE GADANIE: O innej młodości

BABSKIE GADANIE: O innej młodości

Są takie mecze, które- chociaż przegrane- wywołują na babskiej twarzy uśmiech zadowolenia. Życie, jak koszykówka, pełne jest paradoksów, dlatego jestem gotowa przeżywać na nowo te i inne ekstrema, bo powoli wychodzę z depresji, którą podarowały mi ostatnie spotkania. Co ciekawe, w bieżącym sezonie występuje jeszcze jedna paradoksalna prawidłowość- za każdym razem, gdy brakuje chorego/kontuzjowanego zawodnika, gramy lepiej, bardziej walecznie i z większym pazurem. Przekraczając próg hali Gryfia w niedzielę z wiedzą, że nie zobaczę dziś na parkiecie Marcina, Todda i Roberta, z żalem pomyślałam sobie, że prawdopodobna porażka ze Stelmetem będzie wyjątkowo dotkliwa dla kibiców, jak i zespołu, który nie powinien przypieczętowywać występów w starym roku przegraną. Tymczasem do ostatniej kwarty toczyła się równorzędna walka Dawida z Goliatem (jak trafnie ktoś określił) i tylko jednego poziomu sił zabrakło do tego, żeby powstrzymać "Zielonych" szybką i agresywną obroną. Powtarzam, nie zabrakło umiejętności, zabrakło sił. Yemi, który zostaje zablokowany w czwartej kwarcie- to może usprawiedliwić tylko skrajne zmęczenie. W dodatku nie do końca zdrowy Levi, który robił, co mógł, by kibice nie domyślili się, że on także nie powinien wystąpić w tym meczu. Dlatego wielkie brawa należą się chłopakom za podjęcie rękawicy, nie mam co do tego wątpliwości.

Serdecznie pozdrawiam Pana siedzącego za mną, który od dwóch sezonów szczegółowo i zawzięcie komentuje za moimi plecami każdy mecz, obrażając przy tym trenera i zawodników. Jaka szkoda, że nie udało mu się jeszcze wygłosić ani jednego pozytywnego komentarza... Jakże męczyć musi dola kibicowska, jak przygnębiać uczestniczenie w sportowych widowiskach fundowanych przez Czarne Pantery. Naprawdę, gratuluję wytrwałości. Pańska wizja świata musi być prawdziwie czarna. Nie zgodzę się z Panem, że ta drużyna jest do d..., a spora liczba strat wynika z "braku mózgów" zawodników. Budujemy od podstaw młody zespół, gracze dopiero ugruntowują poczucie pewności siebie na parkiecie, uczą się zespołowości, swoich wyznaczonych przez trenera ról. Któż z nas w młodości nie uczył się na błędach? - O jakiej młodości mówimy?- pomyśli z ironią ten i ów.  Ano w realiach polskiej koszykówki zawodnik, który ma 22-24 lata, bardzo często dopiero w tym wieku zostaje wyposażony w podstawowy pakiet umiejętności i wtajemniczenia w sens przebywania na parkiecie, podczas gdy w Europie święci tryumfy.

Coraz bardziej przekonuje mnie postawa Michała Nowakowskiego. Obserwuję tego chłopaka uważnie od początku i uwierzcie mi, dawno nie było w drużynie gracza tak ambitnego i całym sercem zaangażowanego w swoją pracę, gracza, który chce nauczyć się najlepszej koszykówki, zostawić siebie na parkiecie, robiąc to bez zbędnego gadania, komentowania czy tłumaczenia się z tego, co po drodze nie wychodzi. W niedzielnym spotkaniu bardzo dobrze wypełniał lukę na swojej pozycji, grał wszechstronnie, nie tylko punktował, ale także zaliczył ładne asysty, ważne zbiórki, utrzymywał szybkie tempo w ataku, tylko raz pomylił się w rzutach za 1 pkt. Michał wydaje się rozumieć, że droga do zostania dobrym koszykarzem jest prosta: trzeba pracować na 100% swoich możliwości oraz każdorazowo wykorzystywać szansę, jaka pojawia się z chwilą wybiegnięcia na parkiet. Mam nadzieję, że Słupsk okaże się najważniejszym punktem zwrotnym w karierze Michała.

Marius Linartas nie poddał się przed walką i trzeba to głośno powiedzieć. Nie tylko skutecznie wypełnił braki rotacyjne pozostałymi zawodnikami (a wyboru wielkiego nie miał), ale także wyłączył z gry groźnego Hosleya, co podirytowało trenera Uvalina, który nie bardzo potrafił/chciał tłumaczyć jego słabszą postawę na pomeczowej konferencji. Szkoda, że sztuka ta nie udała się w przypadku Waltera H. Jakże bolesny był widok tych dwóch trójek stojących obok siebie w rubryce zdobyte punkty... Hodge albo ma dzień albo go nie ma, od jego poczynań na parkiecie uzależniona jest siła Stelmetu. W meczach przeciwko Czarnym Panterom, niestety, zwykle dzień ma. Co wcale nie oznacza, że jestem zwolenniczką takiej koncepcji zespołu. Zbyt ryzykowne jest uzależnianie wyników od tego czy lider wstał w danym dniu lewą lub prawą nogą. Niemniej jednak gratuluję Stelmetowi solidnej ekipy, jaką udało się stworzyć w mieście, podobnie jak Słupsk, zakochanym w koszykówce. Z przyjemnością zobaczyłabym oba zespoły w finale (podpisuję się pod życzeniem Mantasa).

A propos Mantasa, miałam tę niezwykłą okazję wręczenia mu prezentu- niespodzianki od klubu w postaci koszulki z jego numerem oraz szalika z emblematem ENERGI CZARNYCH Słupsk. Myślałam, że Mantas jest odporny na takie gesty, ale mogę Was zapewnić, że jego wzruszenie było ogromne (co najlepiej wyrażały lekko zaszklone oczy). Mantas zawsze będzie symbolizował ważny etap historii słupskiej koszykówki i kojarzył się z naszym miastem. I chociaż na moje pytanie: Jak Ci tam teraz jest, w tej Zielonej Górze?- odpowiedział: Bardzo dobrze, jestem przekonana, że wszystkie drogi zaprowadzą go prędzej czy później do Słupska. Póki co, zielone wygrywa z czerwonym...

Bardzo dziękuję kibicom za wspieranie naszych akcji charytatywnych i społecznościowych, jesteście najlepsi! Życzę Wam pięknych, pogodnych i spokojnych świąt, podczas których nasza koszykarska rodzina z pewnością zatęskni za klimatem Gryfii.

 

Agata,

a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."