BABSKIE GADANIE: O kwasach i zasadach

BABSKIE GADANIE: O kwasach i zasadach

-No i wyszarpali to pierwsze zwycięstwo lekko nadszarpniętym pazurem- pomyślałam sobie w chwilę po zapoznaniu się z ostatecznym wynikiem niedzielnego spotkania w Radomiu. Wygrana niby oczywista, wykalkulowana zdrowym rozsądkiem, mimo to trudno było tego dnia usiedzieć w miejscu. Myślę, że najbardziej bali się sami zawodnicy, którzy jeszcze nie rozstrzygnęli żadnego ligowego meczu na swoją korzyść.Wiem, że śledzą publiczną dyskusję na temat swojego debiutu w tegorocznych rozgrywkach, czują na plecach oddech krytyki (słusznej, żeby nie było wątpliwości), tym bardziej spinają się przed każdym kolejnym spotkaniem. A wszyscy z doświadczenia wiemy, że czasem za bardzo chcieć znaczy: nie bardzo móc...

 

Ponieważ lata pracy w szkole wyzbyły mnie wszelkiej empatii wobec błędnych rycerzy i śpiących królewien, zaraz pomyślałam sobie: Przecież to zawodowcy! Nie mają prawa zachowywać się jak dzieci we mgle! I taka jest moja aktualna postawa względem zespołu. Oczekuję odpowiedzialności za każdy kolejny wynik, dzielnego stawiania czoła silniejszym rywalom, ciężkiej harówki na treningach i skutecznego przełożenia efektów pracy  na wyniki meczowe. Bo do tego przyzwyczaiła mnie tradycja, z tego słynie słupski klub, który niejednokrotnie mieszał szyki bojowe armiom zaciężnym. Czarni to rozpoznawalna marka i nie wyobrażam sobie, żeby ten sezon mógł zmienić jej wizerunek.

 

Skoro już jesteśmy przy wizerunku, pozwolę sobie nawiązać do jednej z ostatnich decyzji zarządu klubu, ostro skrytykowanej przez większość kibiców. Troszkę mi głupio, bo sama stałam się przypadkiem niejako punktem zapalnym akcji. Mowa oczywiście o wywiadzie, który przeprowadziłam w chwilę po zakończeniu przegranego meczu z Turowem Zgorzelec. To jeden z naszych obowiązków nałożonych przez PLK. Do odpowiedzi wywołałam Roberta Tomaszka, a ten powiedział, co powiedział (co już wszyscy słyszeli), w wyniku czego stracił opaskę kapitana. Jeszcze mu się na oczy od owej pamiętnej chwili nie pokazałam, ale po cichu liczę na to, że jest dżentelmenem i nie będę musiała mknąć przez miasto w okularach słonecznych...

 

Ale mówiąc poważnie, bardzo cenię Roberta za grę, klimat, jaki tworzy w zespole, otwartość wobec mediów i kibiców, przede wszystkim jednak za zaangażowanie, jakie wykazuje od pierwszego dnia pobytu w Słupsku. Uważam, że to człowiek o wielkim charakterze, jeden z tych, którzy potrafią wywierać wpływ na innych, zarażać ich swoją charyzmą. Nic dziwnego, że koledzy uczynili go swoim kapitanem. Pamiętajmy jednak o czymś bardzo ważnym: są pewne zasady, które stoją ponad jednostkami, które porządkują zgodne i trwałe funkcjonowanie pewnej grupy, stanowią jej przewidywalny punkt odniesienia. Jednostka pozostaje na usługach tychże zasad. Nie od dziś wiadomo, że kapitan drużyny to osoba reprezentująca zespół, stanowiąca jego głos, tworząca zewnętrzny wizerunek. Kapitan zawsze stoi murem za tymi, z którymi grupę tworzy.

 

W tym wypadku stało się inaczej. Kapitan oddzielił się od grupy, złamał zasadę lojalności, co więcej, przemycił żal do kolegów w sprawie, do przegrania której również się przyczynił. Rozumiem pomeczowe rozgoryczenie, gorące emocje, naprawdę potrafię sobie wytłumaczyć zachowanie Roberta. Nie byłoby problemu, gdyby te słowa najpierw zostały głośno wykrzyczane  w szatni, skonfrontowane z ripostą trenera czy któregoś z graczy. Wiadomo, że kibice uwielbiają takie spontaniczne smaczki, chętnie dowiadują się, co naprawdę myśli gracz, zwłaszcza, gdy odwołuje się do krytyki, ale dla kapitana priorytetem powinna być drużyna. Taka jest konwencja. Taka jest zasada. Zasada została złamana. Tam, gdzie nie ma zasad, jest chaos i równia pochyła.

 

Dlatego w imię taj zasady zarząd klubu podjął decyzję o odwołaniu zawodnika z funkcji kapitana. Oczywiście odbyła się rozmowa wyjaśniająca (niekoniecznie na noże), obie strony przedstawiły swoje argumenty, wyjaśniły sobie wątpliwe kwestie i dla dobra ZESPOŁU postanowiły dokonać zmiany na stanowisku. Co ważne, Todd Abernethy został namaszczony na następcę przez pozostałe Czarne Pantery, nie była to żadna narzucona przez zarząd wola. Świat się nie zawalił, Robert nie spakował walizek i nie wyjechał ze Słupska, wręcz przeciwnie, rozegrał całkiem niezły mecz, udowadniając, że poziom jego zaangażowania nie opadł, koledzy z zespołu nadal są jego kolegami. Walka o przywrócenie zasady stała się być może ważnym punktem zwrotnym w historii funkcjonowania tej drużyny.

 

W tym miejscu bardzo serdecznie pragnę pozdrowić Roberta (Co złego, to nie ja) i obiecuję, że następnym razem spytam: Co czujesz po przegranym meczu i dlaczego czujesz się źle? Jeśli w ogóle odważę się podejść...

 

Na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie, które należy się kibicom. Informację o zmianie kapitana podaliśmy dopiero przed meczem z Rosą, ponieważ to w dniu tego meczu Todd miał zadebiutować jako nowy kapitan.

 

Ponieważ zwycięzców się nie ocenia, pominęłam tym razem aspekt sportowy ostatnich wydarzeń. Cieszmy się pierwszą wygraną!

 

Pozdrawiam gorąco,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."