BABSKIE GADANIE: O tym, co czyni cuda gdy ojciec Bashobora ze Słupska wyjedzie

BABSKIE GADANIE: O tym, co czyni cuda gdy ojciec Bashobora ze Słupska wyjedzie

Pierwszą część dzisiejszego wpisu pragnę zadedykować naszemu Kapitanowi – Marcinowi Dutkiewiczowi – którego z wielkim żalem musimy pożegnać na kilka miesięcy z ligowych parkietów, choć stanowił on jeden z najjaśniejszych punktów zespołu w bieżącym sezonie.

Ten wyjątkowo sympatyczny i lubiany przez kibiców zawodnik przekonał nas wszystkich do tego, że pomimo młodego wieku potrafi być bardzo dojrzałym, odpowiedzialnym oraz poważnym człowiekiem, któremu można powierzyć trudne zadania. Jako jeden z nielicznych polskich zawodników prezentował równy poziom sportowy, wkładał wyjątkowo dużo serca w zdobywanie punktów dla reprezentowanej przez siebie drużyny, nie stronił od dodatkowych działań w postaci akcji charytatywnych oraz społecznościowych. Zawsze cierpliwie dokonywał na gorąco analizy pomeczowej wśród dziennikarzy, potrafiąc przy tym wydać obiektywną ocenę, w tym najbardziej krytyczną. Nad jego kontuzją boleją przede wszystkim trenerzy i zawodnicy ENERGI CZARNYCH Słupsk, podkreślają oni, że nie było w drużynie lepszego motywatora. To Marcin konsolidował zespół przed meczem i w trudnych chwilach porażek, to on wygłaszał „płomienne spicze” (wypowiedź jednej z Czarnych Panter) w szatni podczas ligowych zmagań, to on jednoczył kolegów na parkiecie i zagrzewał do walki z ławki. Rzadko kiedy zawodnik tak mocno bierze do siebie powagę wynikającą z faktu bycia kapitanem. Tożsamość tegorocznej drużyny rodziła się głównie dzięki zaangażowaniu emocjonalnemu Marcina, którego zaledwie namiastkę obserwowali kibice podczas występów w Gryfii.

Dlatego odczuwam podwójny smutek w związku z wyeliminowaniem Kapitana z gry, próbując w myślach cofnąć się do momentu, kiedy doznał fatalnego urazu i siłą telepatii przestawić go na parkiecie chociaż o centymetr… Niestety, tu nawet babska siła czarownicy nie jest w stanie pomóc. Wiem, że to pierwsza tak poważna kontuzja w karierze Marcina, być może nie dotarło do niego jeszcze to, co się wydarzyło i jakie może mieć konsekwencje, tym bardziej cieszę się z optymizmu samego zawodnika, który podkreśla, że absolutnie nie zamierza ulegać słabościom, nie traci wiary i planuje jak najszybciej powrócić do trenowania, a potem do walki na najwyższym krajowym poziomie.

Życzę Ci, Kapitanie, żebyś trafił na odpowiednich fachowców, którzy szybko i sprawnie przywrócą Ci sprawność w kolanie, byś mógł kontynuować swoją pełną poświęcenia pracę na rzecz polskiej koszykówki oraz ENERGI CZARNCYH Słupsk. Trzymaj się i do zobaczenia!

Tymczasem wyścig o miejsca w górnej szóstce przybiera na sile i prawdopodobnie rozstrzygać się będzie do ostatniej chwili, nie dając nam na dzień dzisiejszy pewności, że uwieńczymy go sukcesem. Tydzień potreflowy upływał pod znakiem rozmów w klubie, tych zespołowych, jak i indywidualnych, mających za zadanie umożliwienie wszystkim wypowiedzenie na głos swych uwag, uzmysłowienie każdemu z osobna wagi zbliżających się spotkań oraz wypracowanie wspólnej strategii naprawczej. Bo skoro nikt z rozmówców nie ma wątpliwości co do tego, że sezon absolutnie nie jest skończony, to trzeba szybko zresetować emocje i brać się ostro do pracy! Wydaje mi się, że najbardziej przeżył moment dyskusji Garrett Stutz i to on najdłużej nie mógł otrząsnąć się po cierpkich słowach. Czuję, że już w najbliższym meczu zobaczymy nowego-starego Garretta…

Czynnik psychologiczny wyraźnie zawodził w ostatnich meczach i to jego wskazuję jako główną przyczynę drastycznego spadku poziomu gry Czarnych Panter. Samotne wysepki na parkiecie nie potrafiły stworzyć jednorodnej drużyny, przez co rozsypał się atak, posypała się obrona. Indywidualne akcje naszych graczy również wołały o pomstę do nieba. Najgłośniej pomstował trener Urlep, a wiemy wszyscy, że potrafi on wyjątkowo ekspresyjnie okazywać niezadowolenie, co mogło nie spodobać się niektórym graczom. Zatem sam Andrej Urlep musiał pochylić głowę nad swoimi metodami komunikacji i poszukać alternatywnych rozwiązań, choć ikoną koszykarską jest i basta. Na szczęście mamy mądrego szkoleniowca, otwartego na zmieniający się świat i zmianę pokoleniową. Nad wszystkim dzielnie czuwał Prezes Twardowski, który pozostawał w klubie po oficjalnych godzinach pracy, sterując całym procesem naprawczym.

Ponieważ siła motywacji czyni cuda, jestem pewna, że nasz powrót do gry jest tylko formalnością i aktualna kadra ENERGI CZARNYCH może pokazać ciekawą koszykówkę na miarę medalu. Wystarczy, że naszym dzielnym samcom będzie chciało się chcieć! Gdy zapytałam Andreja czy będzie próbował wycelować w konkretny zespół przed fazą play off, zmieszał mnie z błotem okrutnie, stwierdzając, że takie niecne praktyki mszczą się z podwójną mocą i są be.

Dlatego bądźmy cierpliwi, zaufajmy chłopakom, musimy wierzyć, że w dość bolesny dla kibiców sposób dążą do stworzenia własnego stylu, a ten objawi się nam tuż po wejściu do szóstki (Ojcze Bashoboro, wznieś profilaktycznie swe ręce w stronę nieba, słupszczanie Cię potrzebują!).

Pozdrawiam gorąco wszystkich Kibiców,
Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."