BABSKIE GADANIE: Piać z zachwytu nie będę, ale...

BABSKIE GADANIE: Piać z zachwytu nie będę, ale...

Za nami debiut koszykarzy ENERGI Czarnych Słupsk w TBL w sezonie 2012/2013. Wynik pierwszej potyczki powszechnie znany, zatem nie ma sensu przytaczać. Z przyjemnością tego nie zrobię. Ale zamiast mnie zrobi to zapewne kilkadziesiąt czających się za moimi plecami niczym tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców osób, które, mam wrażenie, wymodliły sobie porażkę w Zielonej Górze. - Jak to? Przecież to słupszczanie!- oburzą się niektórzy na powyższe stwierdzenie. - No właśnie, słupszczanie...- odpowiem z nutą żalu w głosie.

Nie minęła godzina od zakończenia spotkania ostatnim gwizdkiem, gdy na różnej maści forach zaczęły pojawiać się tego typu wpisy: „za takie podejście do ligi powinno się degradować klub o trzy klasy niżej co za wieś”, „STOP dorabianiu się się kosztem klubu TAK dla sportu”, „Do tego dobry i odpowiedni prezes (i oczywiście stypendysta na przyszłego prezesa), II trener, III trener, trener odnowy biologicznej, masażysta, kierownik zespolu, menager, rzecznik prasowy klubu i parę innych osób,na niezłych etatach, które dbają o naszych wspaniałych koszykarzy i oczywiście dbają o swoje stołki”. W podobnym duchu kwiatków mogłabym zacytować więcej, ale po co? Żeby w końcu ulec tej niezdrowej atmosferze totalnego nihilizmu, pesymizmu i nienawiści? Nie, dziękuję... Bronię się jak mogę!

Niemniej jednak chciałabym w kilku słowach odnieść się do opisanego stanu rzeczy, bo jak żyję, nie potrafię zrozumieć podobnych mechanizmów, najchętniej zignorowałabym je, ale nie potrafię udawać, że nie występują. Dlatego mecz pozostawię w tle dzisiejszego wpisu.

Czasami odnoszę wrażenie, że jakieś mocno niespełnione w życiu jednostki nabierają szczególnej mocy i wiary w siebie, zasiadając przed klawiaturą i komentując rzeczywistość. Staje się to wręcz ich pasją, niestety, szybko zamienia się niemalże w obsesję. Tyle tylko, że aby komentować ową rzeczywistość w sposób obiektywny i rościć sobie prawo do jej publicznej oceny, wypada chociaż zaznajomić się z podstawowymi faktami. Czy autorzy powyższych wpisów wiedzą, że liga wymaga od klubów ustanowienia określonych stanowisk do pracy, by dopuścić klub do rozgrywek? Że musi być ktoś taki jak kierownik drużyny czy media&marketing menager? Że obowiązkiem rzecznika prasowego jest dokumentowanie działań społecznych i charytatywnych klubu? Samo się nie robi... Podobnie absurdalnie brzmią zarzuty dotyczące pensji wyżej wymienionych. Dość często spotykam się z powszechnym przekonaniem, że szeregowy pracownik klubu „dorabia się na pracy w klubie” i zarabia niemal tyle, co zawodnik. Bzdura! Ale zamiast powielać plotki, może lepiej zweryfikować je osobiście w klubie? Zapraszam, nie mamy nic do ukrycia. Adres znacie.

Dawno nie pisałam w tak poważnym tonie, ale dawno też nie byłam tak rozdrażniona i zniesmaczona bieżącymi komentarzami słupszczan. Zapomniałam już, z jaką radością czekaliśmy na rozpoczęcie sezonu. Mówią o nas, że jesteśmy strasznymi prowincjuszami skaczącymi sobie do gardeł przy byle okazji, że nie zasługujemy na większy sukces, bo odebrałby on nam prawo do narzekania, a staliśmy się w tym specjalistami. Że wielu z nas istnieje publicznie tylko wtedy, gdy krytykuje, neguje, atakuje, opluwa. Zwłaszcza tak smakowity kąsek, jak klub, którego poczynaniami żyje prawie całe miasto. Nigdy nie wydawało mi się to tak bliskie jak teraz...

Rozpoczęliśmy zmagania ligowe od porażki, to fakt niezaprzeczalny. Nie uważam jednak, żeby ktoś tu kogoś oszukał. Zagraliśmy całkiem przyzwoity mecz, być może, z przyszłym mistrzem Polski, zespołem, który budowany jest systematycznie na fali miejskiego entuzjazmu, wiary kibiców w drużynę i konstruktywnego myślenia. Na chwilę obecną zazdroszczę Zielonej Górze efektów pracy, wspieranej otwartością i przychylnością władz miasta. To właśnie przykład miasta gotowego na sukces! Miasta, w którym pozytywne myślenie przyciąga pozytywne wydarzenia!

Nie uważam, żeby nasi zawodnicy zagrali fatalny mecz, przeciwnie, uważnie go śledząc, dopatrzyłam się wielu obiecujących i reprezentujących wysoki poziom elementów. To, czego zabrakło, co stało się jednocześnie przewagą Stelmetu, to brak zgrania. Musiał on wpłynąć na mniejszą liczbę asyst, sporą liczbę strat czy podjęcie zbyt spontanicznych decyzji w niektórych momentach. Jednocześnie respekt wzbudzała współpraca na linii obwód- podkoszowi, jak i gra samych podkoszowych, którzy dosłownie pozamiatali pod koszem (niektórzy nawet „tyłem”, o co ich nie podejrzewano). Czarni nie byli bojaźliwi w ataku, potrafili skonstruować ciekawe akcje ofensywne, jednak strach pojawiał się w momencie wykonywania rzutu, dlatego też polegliśmy pod  wpływem własnej niemocy strzeleckiej. Jak przyznał zaraz po meczu Todd, żaden z graczy nie potrafił przejąć pałeczki i stać się liderem, być może bał się jeszcze podjęcia ryzyka. Być może ten mecz potrzebny był Czarnym Panterom po to, by uświadomić sobie jak w lidze grać nie wolno. W końcu nauka na błędach to tradycyjna droga rozwoju.

Zobaczyłam w sobotę grupę dobrze wyszkolonych technicznie zawodników, którzy wykonali kawał ciężkiej pracy, podjęli walkę z zespołem droższym, o przewadze w rotacji i zgraniu. Powstrzymali się przed aktorskimi zagrywkami, brudnymi zagraniami itp. Wspierali się na parkiecie sportowo i mentalnie. Nie dali kibicom ani jednego powodu, by mogli pomyśleć, że nie traktuje się ich poważnie.

Ale i tak po powrocie zostali zmieszani z błotem, skreśleni, zwolnieni, odesłani bezpowrotnie w kosmos. Dlatego będę z całej siły trzymać kciuki za ten zespół w kolejnych meczach, żeby zobaczyć miny tych, którzy od początku wiedzieli, że się nie uda.

Według mnie, na wyróżnienie zasłużyli Marcin D. oraz Todd. Ta dwójka jest w pełni świadoma swojej roli na parkiecie i stanowi najlepszy dowód na to, że Marius Linartas jednak wiedział, co robi, zapraszając ich do budowanej przez siebie drużyny.

A na pocieszenie i w celu odreagowania przejrzałam fora koszalińskie. I wiecie co? Nawet kibice sąsiadów zza miedzy nie byli po przegranej tak okrutni wobec swoich zawodników w ocenie...

Dlatego, Drodzy Słupszczanie, jako baba, proszę Was o odrobinę babskiej cierpliwości, szczyptę babskiego zrozumienia oraz bardziej konstruktywnej wymiany zdań w internecie i poza nim. Udowodnijmy swoją postawą, że jesteśmy gotowi na sukces...

Do zobaczenia w piątkowy wieczór,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."