BABSKIE GADANIE: Poświątecznie

BABSKIE GADANIE: Poświątecznie

Witam wszystkich kibiców Czarnych Panter po świątecznej przerwie. Wprawdzie sami koszykarze niekoniecznie mieli okazję okrasić ją świątecznym nastrojem, bo i czas ku temu niesprzyjający, a i rozkład meczów nieuwzględniający wiosennej refleksji, to jednak podświadomie poddali się tendencji odradzania tego, co uśpione i sprezentowali nam efektowne wygrane. I jak tu nie wierzyć w magię przebiśniegów- zwiastunów jasnej radości? Niech no tylko przypomnę sobie jak owe wytwory ziemi wyglądają...

A oto moje poświąteczne refleksje babskiej natury:

  • Po pierwsze- Bryan Davis. Otóż sytuacja z ową osobistością ubawiła mnie ostatnio bardzo. W dniu 1 kwietnia, gdy wszyscy prześcigali się w wymyślaniu przemyślnych psikusów, żarcików i innych nabieraczy, ja dostałam proste polecenie napisania "poważnie brzmiącej" informacji o rzekomym powrocie do słupskiego składu niejakiego Bryana Davisa. Rozkaz przyjęłam i pospiesznie wykonałam, przywołując jednocześnie w otoczeniu mazurskich jezior wspomnienie niezwykle sympatycznej osoby wyżej wspomnianego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przesłaniu skonstruowanej misternie "poważnie brzmiącej" wiadomości, na klubowej stronie wyświetliło mi, że witamy w Słupsku... Ermina Jazvina!Wkrótce po tym dowiedziałam się, że zaplanowany żart raptownie stał się rzeczywistością, Bryan Davis zajechał do grodu nad Słupią wraz z moim powrotem ze świąt do miasta. Tak oto nabrałam sama siebie. Bardzo cieszę się z nowego-starego gracza, który niezmiennie będzie mi się kojarzyć z brązowym sezonem i fantastycznym sukcesem słupskiego klubu, na który, mam nadzieję, znów przywiózł receptę. Bryan to kawał solidnego gracza o nieprzeciętnym sercu do gry, wymarzona kropka nad i przed ognistą fazą play off.
  • Po drugie- Asseco. To po tym meczu zrozumiałam, że treningi serwowane drużynie przez Andreja Urlepa, niekoniecznie w formie słodkiego deseru, zaczynają wnosić pozytywne zmiany do stylu gry Czarnych Panter. Po dojściu do składu wszystkich wyeliminowanych z różnych powodów graczy, ustabilizowały się role pełnione na parkiecie przez każdego z nich, co przełożyło się na poskładanie gry w ataku, która, delikatnie mówiąc, również słodyczą nie spływała. Zespołowo grający zespół Czarnych ani trochę nie przypominał tego sprzed kilku spotkań wstecz. Za dobrą postawą w defensywie poszedł w końcu skuteczny atak, widać było większą płynność akcji, wzajemne wsparcie i pełną koncentrację. Ponad poziomy wylatywał Yeminator (już dziś zastanawiam się, co zrobić, by zatrzymać go w Słupsku), który zdominował teren pod koszem i podarował Czarnym sporą przewagę punktową. Oto prawdziwy filar tego zespołu- czysta radość w babskim oku! Nie chcę pisać, że Czarni grali perfekcyjnie, bo lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale z pewnością rozegrali jeden z najładniejszych meczów w tym sezonie i należy za to, tak po babsku, wdzięcznie i czule pogłaskać, co niniejszym czynię.
  • Po trzecie- wszyscy zastanawiamy się, co dalej z Czarnymi, na ile stać ten zespół w bądź co bądź dziwnym dla nas sezonie. Myślę, że najlepiej będzie skupić myśli i plany na najbliższym meczu, który już dziś rozegrany zostanie w hali Gryfia (przy okazji pozdrawiam wszystkich, którzy nie mogą uczestniczyć w widowiskach sportowych w dni powszednie, zgroza!). A przeciwnik wymagający jest okrutnie, zwłaszcza w grze obronnej. W dodatku ma jakiś tajemniczy patent na wygrywanie z nami. Wprawdzie Anwil w tym sezonie również raz na wozie, raz pod wozem, jednak nie da się nie zauważyć, że zajmuje pozycję wicelidera w tabeli, w dodatku w pełni zasłużenie. Świetne mecze potrafi rozegrać Krzysztof Szubarga, który gra bardzo kontaktowo i szybko, mam nadzieję, że nadążą za nim nasi rozgrywający. Najbardziej ciekawa jestem efektów starcia dwóch sił pod koszem, wydaje się, że niesieni ostatnim sukcesem jesteśmy wyjątkowo silni, w dodatku mamy w rotacji jeszcze Davisa. Czy wystarczy zagrać tak jak w meczu z Asseco? Aby mieć okazję przekonać się o tym, musimy zminimalizować liczbę fauli, bo w tym elemencie za każdym razem nasza gra przeciwko włocławianom kuleje. Gramy u siebie, dlatego trzeba naznaczyć teren pazurem od razu, wraz z pierwszym gwizdkiem. Potem już tylko drażnić rywala głośnym dopingiem. Czas przełamać włocławską hegemonię, inaczej popadniemy w jakiś fatalny kompleks.

Życzę piekielnie gorących emocji,
Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."