BABSKIE GADANIE: Sobotnie odraszanie

BABSKIE GADANIE: Sobotnie odraszanie

No proszę, miał być spacerek, pokonanie Rosy Radom siłą rozpędu po wygranej nad mistrzem, a tu schody! I dobrze, jako kibic, który pierwszy raz miał okazję zobaczyć w tym sezonie mecz ligowy w Słupsku, czuję się dopieszczona. W jednej chwili przypomniałam sobie,  co to krew, pot i łzy oraz że mecz bywa podzielony nie tylko na cztery kwarty, ale także na dwie odsłony jakościowe, kiedy to wydarzenia na parkiecie mogą przebiegać pomyślnie raz dla jednej drużyny, raz dla przeciwnej.

Swoją drogą, nie wiem, co mówi w szatni Andrej Urlep, jakie wystosowuje mowy retoryczne (daj Boże, żeby to były faktycznie tylko mowy!) w kierunku zbłąkanych owieczek, ale trzeba przyznać, że przewodnikiem stada jest pierwszorzędnym. Bo i w czym upatrywać źródła nagłej przemiany wewnętrznej, jeśli nie w szatniowej (roz)zmowie, do której Czarne Pantery nabywają legalnego prawa w przerwie.

„Na chrzcie rodzice zaproponowali dla mnie żeńskie imię- Obrona. Wielebny nie wyraził zgody, ale postanowiłem udowodnić, że obrona i ja to jedno”- tak wyobrażam sobie początki Wielkiej Obrony Andreja Urlepa. Słupski (jak dumnie napisać!) szkoleniowiec był pionierem nowatorskich rozwiązań w jej zakresie w Polsce, nauczał tajników w czasie, gdy jeszcze raczkowała. Tym razem powielał naukę od podstaw wśród powierzonego sobie na ten sezon stada, składającego się m.in. z graczy pouniwersyteckich, którzy przyjechali do odległej Polski, „żeby rzucać”. Taka była wizja swojej roli w drużynie Jordana i Garretta. Jakoż zdziwili się, gdy pokazano im, że zawodnik w innej koszulce również dąży do umieszczenia piłki w koszu, a wtedy trzeba go powstrzymać. „Oni muszą zrozumieć, że tu gra się inaczej, że nie przyjechali jako zawodowi strzelcy, który mają rzucać za każdym razem, gdy dostaną piłkę do ręki. Najpierw spadną z piedestału, a po ich reakcji będzie można zobaczyć  prawdziwy charakter i przydatność dla zespołu”- zdradził swój niecny plan szczwany lis- Andrej. Pogodzili się z tym i teraz częściej widać ich z rękoma w dole, przemieszczającymi się po parkiecie bez piłki, na ugiętych nogach, w bliskiej odległości przeciwnika.

Aktualnie jesteśmy ostatnim niepokonanym zespołem w lidze po wystartowaniu rozgrywek. I choć byliśmy o krok od niespodziewanej porażki w ostatniej batalii, dzięki koncertowej obronie zaserwowanej rychło w czas udało nam się wyjść z opresji bez szwanku. Poprawiały ją Czarne Pantery w trakcie meczu stopniowo, kwarta po kwarcie. Ambitna Rosa mnożyła kolejne błędy okrutnie, tymczasem naenergetyzowani słupszczanie odrabiali straty brawurowo, co potwierdzał wzmagający się doping na trybunach, które pobiły rekord frekwencji w bieżącym sezonie.

Do meczu z Rosą moja opinia na temat Garretta Stutza nadal była dwuznaczna, jakoś nie mogłam przekonać się do jego stylu gry i sposobu poruszania się po parkiecie, zwłaszcza w akcjach obronnych. I gdy dwukrotnie ograł go w prosty sposób Archibeque, obawiałam się, że swoimi myślami wywołałam problem. Na szczęście Stutz w dalszej odsłonie udowodnił prawdziwie podkoszowy charakter, okraszając go pokazem wszechstronnych umiejętności koszykarskich (najsmaczniejszy był wsad z faulem). Uspokoiłam się- wygląda na to, że o centrów nie będziemy musieli się  w tym sezonie martwić…

Cieszę się ponadto z rosnącej formy naszych krajowych Samców, zwłaszcza z punktów Marcina Dutkiewicza, który coraz częściej potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik i przełamać złą serię  celnym rzutem w trudnym momencie. Jako kapitan- doskonale wywiązuje się z zadania. Coraz wyżej lata Michał Nowakowski, oczekując narodzin upragnionego syna, co wcale nie podcina mu skrzydeł i nie odbiera koncentracji w meczu. Dawno nie widziałam zawodnika, którego tak bardzo cieszy koszykówka…

Po meczu podsłuchałam (jak to klasyczna baba- oczywiście przypadkiem)  dialogi opuszczających niezdobyty teren zawodników Rosy. Wychwalali w nich słupskich kibiców, przyznając, że „w takim młynie nie idzie normalnie grać!”. Ano nie idzie…

Przed ENERGĄ CZARNYMI kolejne trudne mecze, w tym dalekie wyjazdy. Jestem bardzo ciekawa jak w pozagryficznych warunkach zaprezentują się podopieczni Andreja Urlepa, który niebawem powróci na chwilę do rodzinnego miasta- Wrocławia. Ale- bardzo spodobało mi się hasło jednego z użytkowników forum: wyrzyka- IN URLEP WE TRUST! Dlatego ze spokojem oczekuję rozwoju wypadków.

Zadowolona,

Agata B.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."