BABSKIE GADANIE: To było bardzo dobre rozdanie...

BABSKIE GADANIE: To było bardzo dobre rozdanie...

To, że zejdę przed 40-tką, wiem od chwili, gdy zaczęłam kibicować Czarnym jakieś 13 lat temu, ale nie przypuszczałam, że już po 30-stce serce zacznie wymykać mi się spod kontroli mecz w mecz. A jednak, serce nie sługa, żyje własnym rytmem, którego częstotliwość wyznaczają spotkania czerwonej gwardii w największej (Boże, widzisz, a nie grzmisz!) hali widowiskowej w Słupsku. Ostatnio zagęściło się od nich w kalendarzu, do tego stopnia, że kibice zapytują mnie czy aby na pewno pojawiające się na oficjalnej stronie informacje o rychłej sprzedaży biletów na kolejne spotkanie są prawdziwe.

W niedzielny wieczór opuszczałam Gryfię niepospolicie uradowana, nie tylko dlatego, że moja ukochana drużyna wygrała z bardzo trudnym i wymagającym rywalem, ale przede wszystkim z tego powodu, że większość kibiców zweryfikowała swoje pierwotne opinie dotyczące osoby Mariusa Linartasa. Bolało mnie, to, co mówiono o trenerze na początku sezonu: że za słaby, nieporadny, że nie ma charakteru, charyzmy i pomysłu na grę. - I know how to build the team- bronił się nasz szkoleniowiec podczas konferencji. I dziś z ogromną przyjemnością przypominam te słowa, które doczekały się potwierdzenia w praktyce. Marius Linartas to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, debiutant z niezwykłym koszykarskim instynktem, człowiek niezłomny, o wielkim charakterze, solidnych fundamentach koszykarskiej wiedzy i sporej dawce cennej w tym zawodzie pokory wobec własnych osiągnięć. Raz jeden dostrzegłam na jego twarzy wzruszenie, było to w chwili, gdy trybuny chórem odśpiewały: Sto lat! Nawet gdy próbowałam zasugerować, że w dniu swoich urodzin to on sprawił kibicom przemiły prezent, szybko poprawił mnie, mówiąc, że żaden z niego bohater, że to zawodnicy sprawili prezent jemu, on tylko siedział obok na ławce. Co ciekawe, nie była to zwykła kokieteria, Marius naprawdę nie potrafił podpisać się pod sukcesem Czarnych Panter w niedzielnym meczu prawdy. Ale babę nie tak łatwo wywieść w pole, ona wie, ile zamieszania potrafi wywołać jeden mężczyzna... Potrafi docenić. Dla mnie Marius Linartas pozostaje jednym z najważniejszych bohaterów meczu, czy mu się to podoba czy nie!

 

Ciekawa byłam okrutnie jak nasza podkoszowa, do tej pory niezawodna,  super dwójka sprawi się w  konfrontacji z piątkami Trefla. Do połowy spotkania nieznacznie przegrywała walkę o zbiórki, ale różnorodność akcji zaprezentowanych przez Yemiego i Roberta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Celne rzuty z dystansu, półdystansu, szybki powrót do obrony, bezcenne zasłony, ostateczne przegonienie rywala w liczbie zbiórek- można by długo wymieniać. Dołożę do tego świetną orientację taktyczną na parkiecie i bezkonfliktową współpracę. Na tym skończę wyliczankę, gdyż gotowam jeszcze uwierzyć, że istnieją w świecie samcze ideały... Brawo, Chłopaki! Stanowicie barykadę nie do przejścia!

 

W tym tygodniu wyróżniam Todda, o którym zwykle mniej pisałam, jednak tym razem czuję wewnętrzny obowiązek podkreślenia ogromnie ważnej roli, jaką odegrał w meczu z Treflem. Jeśli kiedykolwiek miałam wątpliwości co do stylu gry tego zawodnika, to zostały one w jednej chwili rozwiane. Zobaczyłam dojrzale zachowującego się na parkiecie rozgrywającego, zadaniowca, który rozumie, ile od  niego zależy i jak ważne jest podtrzymywanie swoich kolegów w stanie najwyższej koncentracji. Todd fantastycznie wpisywał się w szybkie tempo meczu, ale podejmowane decyzje były rozsądne i poprzedzone obserwacją sytuacji na parkiecie. Tego ostatniego zabrakło mi u powracającego do gry Odeda. W kilku akcjach tracił on głowę, parł ryzykownie na kosz, nie dostrzegając pozostających na wolnych pozycjach kolegów. Dlatego spokojniejsza jestem, gdy na parkiecie przebywa właśnie Todd. Sam jeden zanotował tyle asyst, co drużyna przeciwna w sumie, to naprawdę robi wrażenie... Zresztą, nie tylko na mnie, bo moje czujne ucho zdążyło "przypadkiem" zasłyszeć ciche pochwały i wyrazy uznania wypływające z ust gościnnie przebywających tego dnia na balkonie dla mediów zawodników Rosy. Przeciskając się pomiędzy nimi ze statystykami dla przedstawicieli mediów, niczym rasowa samica wytężyłam swój narząd słuchu, by dyskretnie podsłuchać, co myślą o swoim najbliższym rywalu. Muszę przyznać, że szacun odczuwają ogromny, a Todda boją się chyba najbardziej.

 

Jako baba zaspokoiłam się również wizualnie niezwykle twardym, kontaktowym i walecznym charakterem niedzielnego spotkania dwóch groźnych hord o samczym pierwiastku. To nieprawda, że my-kobiety- lubimy w mężczyznach łagodność, wrażliwość itp. Serca kobiet podbija się dzisiaj siłą walki fizycznej i nieustępliwości! Tu działa prawo silniejszego, takie czasy...  W spotkaniu lidera z wiceliderem tabeli nie zabrakło żadnego z wymienionych czynników. Trzeba przyznać, że do połowy to goście rozdawali karty, ale przecież prawdziwych mężczyzn ocenia się po tym jak kończą. Czarnym nie przeszkodziła ani spora liczba odgwizdanych fauli ani groźna presja przeciwnika w obronie na całym polu (Czarne Pantery bez dwóch zdań nominuję do nagrody głównej w kategorii: "Jak oni się sprytnie uwalniają"). Pomimo błędów popełnionych w każdej z kwart, udało się wyszarpać zwycięstwo  w końcówce, której styl, jakkolwiek nieprzewidywalny, uwielbiany jest przez kibiców. Bo mecze tego typu wygrywa się w głowie, nie w nogach. A takie piekielne końcówki bunkruje się na różnego typu nośnikach pamięci dla przyszłych pokoleń.

 

Co powiecie na finał sezonu, w którym ponownie mierzą się samcze instynkty z Pomorza?

 

Zatem trener prezent dostał/sprawił, Gryfia oszalała, wszyscy są zadowoleni i zastanawiają się, ile może potrwać seria wygranych. Przed nami teoretycznie łatwiejsze mecze, ale, paradoksalnie, może być  w nich znacznie trudniej o zwycięstwo, bo poziom motywacji innego kalibru, a i zmęczenie daje się we znaki. Dlatego apeluję do kibiców o pełną mobilizację! Niech nasza fiesta się nie kończy! Podtrzymajmy wysoki poziom wiary w ten zespół, uskrzydlajmy go głośnym dopingiem!

 

Na koniec, chciałabym dokonać małej weryfikacji swojego ostatniego bloga: nie marzy mi się piąte miejsce, chcę medalu! Ten sezon jest do wzięcia!

 

Pozdrawiam gorąco,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

 

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."