BABSKIE GADANIE: Tylko ciężka praca popłaca

BABSKIE GADANIE: Tylko ciężka praca popłaca

Ostatni weekend odchodzącego do przeszłości roku postanowiłam spędzić wybitnie koszykarsko i - korzystając z dobrodziejstw ligowego terminarza, a raczej godzinarza -  odwiedziłam aż dwie hale: o 17.00 w Starogardzie Gdańskim oraz o 20.00 w Sopocie. Założenie było takie, że rozkoszując się wygraną swojej drużyny w pierwszym spotkaniu, pani będzie relaksować się obserwacją samczych wyczynów w ErgoArenie. Niestety, założenia bywają dalekie od ich praktycznej realizacji, o czym najlepiej przekonali się koszykarze spod znaku Czarnej Pantery, którzy swój wyjazdowy bój mieli po prostu wygrać.  Mecz w Starogardzie Gdańskim najlepiej podsumował kapitan zespołu, używając określenia „blamaż”. Od siebie dodam, że jeszcze bardziej adekwatny komentarz usłyszałam za swoimi plecami, askierował go w stronę naszych koszykarzy grupka około pięcioletnich kociewskich dzieci: „Podejć bliziej, podejć bliziej!”. Tę iście Barejowską scenę zapamiętam do końca  życia!
Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że poważnym problemem naszych koszykarzy są nie ręce, nie nogi, nawet nie głowy, ale... słabe przygotowanie wydolnościowe i kondycyjne! Z niedowierzaniem obserwowałam słabnące kroki naszych wojaków, którzy nie mogli zostawić serca na parkiecie, bo go po prostu nie mieli. Zadyszki, łapczywe poszukiwania powietrza, nieudolne próby nabrania tempa w kontrach – oto obraz niedzielnych wydarzeń. Jak w takiej sytuacji realizować taktykę, jak przeciwstawić się obronie? Nie mam pojęcia, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy: ostre treningi (ale te są przecież normą w koszykarskim świecie i dotyczą  w równym stopniu pozostałe drużyny), śródsezonowa rutyna, poświąteczne zasiedzenie? A może wszystko na raz! Niezależnie od odpowiedzi, trzeba przyznać, że koszykówka to dyscyplina wymagająca świetnego przygotowania organizmu na wielu poziomach oraz podtrzymywania go w trakcie sezonu. Myślę sobie, że powinniśmy wrócić do korzeni i skupić się w najbliższych dniach na fizycznym aspekcie gry.
Wszystkich nas zastanawia postawa Michała Nowakowskiego, który w jednym meczu staje się bohaterem, by w kolejnym przekształcić się w biernego statystę. Tu ewidentnie odpowiedź znajdziemy w głowie zawodnika, który być może – niesiony satysfakcją z indywidualnego wyniku – doznał poczucia psychicznego rozprężenia. Nie rzucajmy od razu haseł „sodówka uderzyła mu do głowy”, „poczuł się wielkim koszykarzem”, bo akurat Misiek to skromny, ambitny i pracowity chłopak, nie pchający się na gazeciane czołówki. Na pewno czuje się odpowiedzialny za porażkę w Starogardzie i wyciągnie odpowiednie wnioski. Dobrze, że przekonał się jak łatwo obraca się Koło Fortuny, to uczy pokory...
Zawiedziona jestem przede wszystkim zbiorowym brakiem odpowiedzialności naszej drużyny za niedzielny wynik, który stanowił wyjątkowo bolesną pigułkę do przełknięcia, jeśli wziąć pod uwagę miejsca obu ekip w tabeli. Takich spotkań po prostu nie wolno na tym etapie rozgrywek przegrywać. Podczas gdy inne zespoły łapią właściwy rytm i rozwijają skrzydła (co naocznie obserwowałam w pojedynku Sopot – Zgorzelec), my w fatalnym i obnażającym nasze mankamenty stylu obniżamy loty. Nie istniejemy w ataku, nie funkcjonuje nasza obrona, przerastają nas kontry... Nic dziwnego, że słabiej reagują kibice na trybunach, zarówno w hali, jak i w meczach wyjazdowych. Nic dziwnego, że prezes klubu nie chce nawet poczęstować się ode mnie kociewskimi paluszkami – ma twardszy orzech do zgryzienia.  Smutny to koniec roku w wykonaniu Czarnych Panter, a sponsorzy „patrzą i miarkują” (jak to straszył lipczan Bogiem ksiądz pleban w „Chłopach”). Kibic ma prawo do koszykarskiego focha!
Dlatego wraz z końcem starego roku apeluję gorąco przede wszystkim do zawodników: zróbcie wszystko, by nikt nie miał wątpliwości, że całym sercem walczycie w tym sezonie o najwyższy wynik. Wznieście swoją wydolność na wyżyny, jeśli trzeba – zostańcie dodatkowo w hali/ na siłowni/ na bieżni, nie zamykajcie dyskusji na temat przyczyn porażki z chwilą usłyszenia ostatniego meczowego gwizdka. Udowodniliście nam, że ukrywacie spory potencjał i warto pokładać w Was nadzieję, zatem kontynuujcie ten kierunek, nawet kosztem bólu w mięśniach. Walczcie o każde dwa punkty z tak samo mocnym zaangażowaniem, bo ty Wy tworzycie teraz wizerunek klubu, nie unikajcie oddawania rzutów, wjazdów pod kosz. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi! Nie każdy musi być Michaelem Jordanem, ale każdy może być coraz to lepszą wersją samego siebie!
A nam, Drodzy Kibice, życzę w ten ostatni wtorek 2013 roku wystrzałowych emocji w roku kolejnym. Oby dzisiejsze szampańskie korki nie były ostatnimi, jakie będziemy otwierać w najbliższych miesiącach...
Pozdrawiam Was sylwestrowo,
Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."