BABSKIE GADANIE: Tym razem się stało

BABSKIE GADANIE: Tym razem się stało

Kiedy w niedzielne popołudnie pochlipywałam cichutko pod nosem, że po raz pierwszy od wielu lat w mojej kibicowskiej karierze (to, póki co, jedyna, jakiej jest mi dane zasmakować, dlatego dbam o nią nad wyraz troskliwie) nie będę mogła osobiście uczestniczyć w derbach Pomorza Środkowego, aż mnie ścisnęło w gardle na myśl o niemożności wykrzyczenia wszystkich swoich frustracji, ukrytych kompleksów, niepowodzeń życiowych i innych freudowskich stłumień oraz wyparć przy okazji tego jedynego w swoim rodzaju pojedynku! Bo przecież każdy, kto jedzie do Koszalina, pozostawia swoją normalność i przyzwoitość w Słupsku, by całym sobą oddać się wymykającej się wszelkim normom atmosferze sąsiedzkiego pojedynku na szczycie. Nie przypadkiem kilkanaście dni wcześniej rozgrzewają się fora, pojawiają się propagandowe filmiki i apele do kibiców, przywoływane są dane historyczne, dumne statystyki itp. Nie będę ukrywać, lubię  tę całą przedderbową ceremonię, śledzę przekazy medialne z dziecięcą radością, po stokroć oglądam filmowe zapowiedzi, nakręcając się jeszcze bardziej. Dlatego też z bólem ogromnym zasiadłam w studenckim krześle i wsłuchiwałam się w wykład dotyczący inkunabułów, starodruków, manuskryptów i innych książnic, dłubiąc pod ławką nerwowo w klawiaturę po każdej kwarcie meczu z zapytaniem: I jak? Jak, jak... nijak!

Suma sumarum, dobrze się stało, że ze zjazdu ostatecznie nie zwiałam i mecz prześledziłam z perspektywy wyświetlacza telefonu, bo to nie na nerwy przeciętnej samicy! Blamaż i wstyd! Krócej  nie da się tego ująć  w słowa. Przegrać derby w tak fatalnym stylu- tego nie robi się kibicom... Przepraszam wszystkich tych, którzy pojechali i uczestniczyli.

To, co zobaczyłam potem w tv, wołało o pomstę do nieba. Chyba nie tylko ja przypomniałam sobie dwie pierwsze porażki sezonu, które zatrwożyły nas w podobnym stylu. Istny powrót do korzeni. Koszykarze nie udźwignęli napięcia wynikającego z rangi spotkania w koszalińskiej hali, nie zachowali się wystarczająco dojrzale, by wyjść naprzeciw ważnemu wyzwaniu, które każdego roku zapisuje znaczącą kartę w historii słupskiej koszykówki. Dlatego nie będę dzisiaj szukać na siłę usprawiedliwienia dla wyniku, by nie ściągnąć na siebie gromów. Zresztą, nie znajduję takowego. Wygrał niekoniecznie lepszy, ale ten, kto się do spotkania lepiej przygotował. Bo że Czarnych stać było na spokojne zwycięstwo w Koszalinie, nie mam wątpliwości.

Brakuje nam, według mnie, dwóch czynników: poczucia zbiorowej odpowiedzialności za wyniki drużyny, a także stabilnych formą i zaangażowaniem graczy. Oded odstaje poziomem gry najbardziej i właściwie jedyny wkład, jaki wnosi w zespół, to polski paszport. Nie wierzę, że na tyle wystarcza mu ambicji. Nie mogę przekonać się do zbyt bojaźliwej i mało walecznej postawy Valdasa, tracimy na tym i w ataku i w obronie. Poza tym jego skuteczność po raz kolejny pozostawia wiele do życzenia, a to trudno zrozumieć w tak zaawansowanej już fazie rozgrywek. Za mało aktywny jest Marcin Dutkiewicz, jakby bał się ryzykować, że bardziej aktywną grą naraża się na większą liczbę popełnionych błędów. Pozostawanie w tle jest może bezpieczne, ale nijak ma się do celu przebywania na parkiecie w trakcie meczu. Więcej odwagi, Marcinie! Naprawdę potrzebujemy Twoich umiejętności. Jeszcze gorzej wyglądało wycofanie się Michała Nowakowskiego. Przy tak ograniczonej liczbie graczy, powstaje pytanie: Kto ma dla tej drużyny grać?

Poddaliśmy się wyraźnie po drugiej kwarcie, a nie da się wygrać na parkiecie meczu przegranego wcześniej w głowie. Potwierdzała to nieporadność wobec twardej obrony gospodarzy, którzy w dodatku nie mieli najmniejszych problemów z pokonaniem naszej. Obrona: słowo-klucz, od którego zaczyna się i na którym kończy się koszykówka z górnej półki. Dlaczego graliśmy, rzucając tak dużo z dystansu? Co z naszą siłą podkoszową? Właśnie w takim meczu powinna być wykorzystana. Skuteczność rzutowa wskazywała jednoznacznie na konieczność zweryfikowania założeń taktycznych. Wiele moich pytań nie doczekało się w tym meczu odpowiedzi.

Powiedzmy sobie szczerze, był to fatalny mecz w naszym wykonaniu, zarówno taktycznie, jak i technicznie, przegrana w pełni zasłużona, a gniew pańci zrozumiały. Oby porażka nie uruchomiła klątwy ciążącej nad kolejnymi występami Czarnych Panter w nowym kurn..., wróć: w nowej hali.

Jako kibicka, żądam jednego: chcę więcej mocy i pary!!! Chcę zobaczyć zawodników w pełni wykorzystujących swoją siłę, w pełni zaangażowanych, odważnych, zdecydowanych, groźnych i męskich, biegających z prędkością światła i znajdujących pozycje rzutowe. Inaczej do końca sezonu pozostaniemy z wątpliwościami dotyczącymi możliwości tej drużyny. Chcę, żeby walka odbywała się na parkiecie, a nie w głowach zawodników!

Mimo wszystko, apeluję do kibiców: nie obrażajcie się na amen, pamiętajcie o poprzednich zwycięstwach i o tym, że ta drużyna dopiero uczy się funkcjonowania w polskiej lidze. Nie popadajmy zbyt łatwo w skrajności, nie obwiniajmy o wszystko trenera, nie zwalniajmy zawodników itp., bo gdzieś tam w głębi większość z nas czuje, że play offy mogą należeć do nas. Niech minusy nie przysłonią nam plusów:). Wystarczy, żeby koszykarze przypomnieli sobie, po co przyjechali do Słupska.

 

Pozdrawiam z błyskiem nadziei w zasmuconym oku,

Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."