BABSKIE GADANIE: W radosnych podskokach

BABSKIE GADANIE: W radosnych podskokach

W pierwszych słowach mojego bloga chciałabym wyrazić żal, że tylko dwa razy w ciągu rundy zasadniczej dane jest nam spotkać się na parkiecie i wokół niego z naszymi sąsiadami zza miedzy, w dodatku raz jedyny we własnej hali. Wrażenia, emocje wspomnienia z tych spotkań- bezcenne. Wprawdzie pierwsze starcie obu ekip należy dyplomatycznie przemilczeć, za to drugie powinno stać się materiałem dydaktycznym na uczelniach wyższych, demonstrując w praktyce wszelkie teorie głoszące nieprzewidywalny wpływ lokalnego sportu na zachowanie człowieka.

Wyjść można by było od zabawnego harlem shake w wykonaniu naszych uroczych koszykarzy, którzy tym razem, dla wyrażenia grupowej radości z wygranej, użyli "mowy ciała". Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio widziałam ich tak spontanicznych i roztańczonych. Cudem udało mi się zawlec podskakujące ciało Michała Nowakowskiego pod ściankę wywiadów pomeczowych. Entuzjazm i satysfakcję z dobrze wykonanej pracy widziałam również na twarzy trenera Urlepa, który jednak potrafi szybko zakamuflować emocje, udając, że nic wielkiego się nie stało. Ot, kolejna wygrana w serii do kolekcji. Ale kobiety nie da się oszukać, Trenerze, tańcząca pod stołem konferencyjnym nóżka zdradziła wszystko!

 Jako wieloletni kibic doskonale wiem, czym są derby i czego oczekują od zawodników kibice. Mimo wszystko miałam lekkie obawy związane z motywacją Czarnych Panter, które do meczu z AZS-em przystępowały ze świadomością swojej obecności w "szóstkach". Myśl ta mogła nieco ostudzić przed-derbowe zapały, trener mógł oszczędzać swoich najlepszych graczy przed ważniejszą fazą, oni sami mogli grać na pół gwizdka. Mogli i pewnie wybaczylibyśmy im to na poczet kolejnych zwycięstw, na szczęście jednak obawy od pierwszego gwizdka rozwiane zostały jak marzenia koszalińskich kibiców o zwycięstwie. Słupska Gryfia w piątkowy wieczór po prostu zjadła przeciwnika na kolację, nie było najmniejszych szans na przebicie się w tej piekielnie gorącej atmosferze. Trzeba oddać sąsiadom, że starali się dzielnie, próbowali deptać Czarnym Panterom po piętach, szukali rozwiązań taktycznych, uaktywniali kolejnych strzelców. Również kibicom zdarzało się podnieść głos w szaleńczym zrywie. Efekt? Wszelkie starania odbijały się tylko od bębnów członków stowarzyszenia. Oprawa meczu była pierwszorzędna! Nie je jedna wzruszam się za każdym razem na widok wielkiej sektorówki czy kolorowych papierków. Coraz więcej osób tonie w czerwieni, coraz częściej podrywa się z krzeseł trybuna vipowska. To nic, że chwilami zawodnicy nie słyszą trenera w przerwie, słyszą kibiców, a Ci okazują się być najlepszym przewodnikiem. Bardzo bardzo mocno dziękuję Wam za trud przygotowań i wzorcowe przygotowanie dopingu! Takie chwile wspomina się przez całe życie...

 O tym, ile wysiłku kosztowało zawodników to spotkanie, niech świadczy zabawny widok tuż po meczu, kiedy to Yemi, w drodze na konferencję prasową, pochłonął kilkoma kęsami dwie wielkie i treściwe kanapki z Subway'a, które znikały w jego dłoniach z prędkością światła.

 Walka o każdą piłkę- to jest najważniejsze w derbowych pojedynkach. Do ostatniego gwizdka miałam wrażenie, że któryś z naszych zawodników zedrze klepki z parkietu, ta walka była na prawdę imponująca i pełna poświęcenia, a brylował w niej Valdas Dabkus, którego zaangażowania w podobnych sytuacjach byłam zwykle najmniej pewna. Dzięki fantastycznej defensywie pierwsze akcje od razu zapędziły koszalinian w kozi róg, a Oded brawurowo nadał kolegom odpowiedni rytm gry. Bezradni goście dawali naszym "po łapach", przez co mnożyli tylko faule, stawiając się w coraz trudniejszej sytuacji. Bardzo szybko odcięty od wszelkich manewrów w ataku został Cameron, którego oczywiście witamy ponownie w Słupsku bardzo gorąco, ściskamy i pozdrawiamy, ale za wątpliwą gościnność na parkiecie przepraszać nie będziemy. Dobrze, że w kolejnych minutach walka toczyła się systemem kosz za kosz, bo nasi gracze mieli okazję sprawdzić się w zaognionych sytuacjach, co może okazać się szczególnie cennym doświadczeniem w drugiej odsłonie rozgrywek. Jak dotąd, ich przewaga w meczach była bezpieczna i kontrolowana, a trener Urlep obserwował sytuację bez nerwów czy niepewności. Warto było sprawdzić się nawzajem w nieco bardziej wymagających warunkach.

 Po raz kolejny jednym z cichym bohaterów meczu okazał się Roderick Trice, na którego postawił trener po odpadnięciu z rotacji Odeda. I po raz kolejny nie zawiódł. W dodatku zagrał bardzo widowiskowo, przywrócił zmęczonej drużynie właściwe tempo, a co najważniejsze, udowodnił, że można na niego liczyć w sytuacjach stresowych: po mistrzowsku zdobył dwa punkty po własnej zbiórce w ataku, ukradł piłkę bardzo doświadczonemu zawodnikowi AZS-u i wsparł asystą Yemiego. Jako kobieta muszę dodać, że wszystko to okrasił przepięknym uwodzicielskim uśmiechem i młodzieńczą gracją ruchów, na co nie sposób było nie zwrócić uwagi. Podsumowując, było na czym oko zawiesić...

 "Jesteśmy odmienioną drużyną"- z uśmiechem na twarzy ogłasza Mateusz Kostrzewski, wskazując osobę trenera Urlepa jako impuls do przebudzenia się. Widać to na parkiecie i poza nim. Czas, by przekonali się o tym najbliżsi rywale...

 Czarnym Panterom dziękujemy za derby,

 Agata

a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."