BABSKIE GADANIE: Wtore, wtorek, wtorek...

BABSKIE GADANIE: Wtore, wtorek, wtorek...

Kręcę się i wiercę w oczekiwaniu na spotkanie  numer dwa, bo- jak mówią- "apetyt rośnie w miarę jedzenia", a mój  zaostrzył się ponad miarę po niedzielnym meczu w Zielonej Górze.  Przyznam się ze szczerością do słabej wiary, jaką spakowałam w podróżną torebunię i do tego, że przez całą drogę przekonywałam swojego Samca, że czarno widzę szanse Czarnych na urwanie pierwszego spotkania. Trudno było przekierować rozsądek na myślenie z użyciem serca w sytuacji, gdy ukochana drużyna ani razu nie wygrała z faworyzowanym Stelmetem- pretendentem do tytułu lidera w tym sezonie. Tu mógł pomóc tylko Chrystus ze Świebodzina. Mówi się również, że w koszykówce wygrywa często ten, kto bardziej chce wygrać. Czarne Pantery potwierdziły tę tezę w meczu numer jeden. Wyszły na parkiet kolektywem, od pierwszej chwili rozgrzewki czuć było poczucie jedności celu łączące podopiecznych Andreja Urlepa. Siłą naszego zespołu jest zdecydowanie zespołowość, ale zespołowość dojrzała, wypracowywana tygodniami podczas treningów, które do najłatwiejszych nie należały, czego skutki obserwowaliśmy w większości spotkań fazy szóstkowej, kiedy to nasi koszykarze ledwo powłóczyli nogami. Opłacało się, trener Urlep ze stoickim spokojem realizował swoją strategię przygotowawczą, podczas gdy nam zdawało się, że tracimy grunt pod nogami. Gdyby Chrystus ze Świebodzina wyjednał nam u Najwyższego pozostanie szkoleniowca w przyszłym sezonie, ehh...

Wracając do meczu, początkowo nie rozumiałam, do czego zmierzać ma duża liczba popełnianych fauli, po raz pierwszy od dawna dane mi było oglądać tak przedziwne otwarcie rywalizacji na parkiecie. W pierwszych tygodniach bieżącego sezonu obstawiałam, że liderem w play offach będzie Levi Knutson, który wprawdzie wolno wkomponowywał się w zespół, prezentując sinusoidalną formę, to jednak stanowił obiecujący potencjał strzelecki. Jakże się cieszę, że to do tego zawodnika właśnie należała pierwsza odsłona spotkania. Duże wrażenie zroili na mnie dwaj polscy waleczni rycerze: Mateusz Kostrzewski i Michał Nowakowski- chłopcy, który powstrzymali wielkie indywidualności Stelmetu w heroicznej walce obronnej. A już walka o zbiórki wzbudziła mój totalny samiczy zachwyt! Nawet spora liczba popełnianych błędów tym razem nie zdołała przeszkodzić Czarnym w kontrolowaniu przebiegu spotkania. Strach jedynie pomyśleć, co by było, gdyby przy tak dużej liczbie odgwizdanych przewinień, nie wychodził nam atak... Na szczęście możemy poprzestać na trybie przypuszczającym. MVP meczu został dla mnie Oded, gracz, który pokazał wielką koszykarską klasę w najważniejszym, póki co, meczu sezonu.

Warto odnotować, co działo się poza parkietem: nasza grupka kibiców chwilami była bardziej słyszalna od tłumów zgromadzonych na trybunach gospodarzy. W dodatku tworzyła nieocenione wsparcie zawodnikom, którzy kilkakrotnie kierowali w jej stronę głowę. Bardzo szybko reagował na wydarzenia trener Urlep, prowadząc żywy dialog ze swoimi graczami w każdej, nawet kilkusekundowej, przerwie w akcji. Cała ławka słupszczan żyła meczem, bezustannie poklepując kolegów w celu mobilizacji.

Piękne to były zawody, z pewnością długo śnić się będą trenerowi Uvalinowi, który wiele minut po ostatnim gwizdku próbował jeszcze dyskutować z komisarzem, nie mogąc pogodzić się z niekorzystnym wynikiem. Nie dziwmy się temu, to na trenerze spoczywa przecież główna odpowiedzialność za przebieg ćwierćfinałowej serii. Podobno pokłócili się w szatni także zawodnicy, co zaowocowało zawieszeniem jednego z nich. Nie rozwodźmy się jednak nad tym, bo możemy trafić na minę. Żadnych kalkulacji! Niezależnie od sytuacji, musimy wyjść i powtórzyć to, co przyniosło nam sukces w niedzielę. Mam nadzieję, że ponownie odbijemy się Stelmetowi czkawką...
Trzymajcie dziś wszyscy kciuki za Czarne Pantery, bo możemy być już jedna nogą w półfinale!

Agata
a.bartoszek@energa-czarni.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."