BABSKIE GADANIE: Z kwiatka na kwiatek

BABSKIE GADANIE: Z kwiatka na kwiatek

Jako dorastająca Samiczka, nieśmiało spoglądająca w stronę pięknolicych Samczyków, nie wykazując zbytniej śmiałości we wzajemnych kontaktach, z sentymentem wspominam dziewczęcą wyrocznię polegającą na wyrywaniu kolejnych płatków kwiatka z pytaniem: Kocha czy nie kocha? Zwykle trafiałam na kwiatki nieparzyste, cóż poradzić, ale dziś nie o tym… Przypomniałam sobie niewinną zabawę, szukając adekwatnego porównania gry Czarnych Panter w rundzie zasadniczej do czegokolwiek logicznego, co znam: Wygrają czy nie wygrają? Gdy pytam o to Andreja przed każdym meczem (co prawdopodobnie przestało go już nawet dziwić i drażnić), rozkłada on tylko ręce, spogląda w niebo i konsekwentnie powtarza: Nawet nie pytaj! Ale jako baba zapytać muszę, bo tak mam i wiedzieć chcę już przed meczem! Niestety, w obecnym sezonie próżno szukać w całej botanicznej przestrzeni adekwatnego kwiatka-proroka, który nadążałby za wynikami słupskiego zespołu. Mecz ze Śląskiem potwierdził tylko tę babską tezę.

Dlaczego tak się dzieje? Według mnie, w znacznej mierze decyduje o tym brak pewności siebie większości graczy, którzy – świadomi swoich słabości – nie potrafią wyzwolić się z pesymistycznego spojrzenia na własną sportową postawę, pomijając wówczas coś bardzo istotnego – fakt, iż w prawdziwym zespole słabość jednego gracza może być sprytnie zakamuflowana siłą innego. Bo przecież nawet w najszlachetniejszym łańcuchu zdarzają się lekko podrdzewiałe ogniwa, a wśród najpiękniejszych kwiatów zdarzy się chwast, a mimo to łańcuch nie pęka, a ogród nadal wzrasta. Prawda o ENERDZE CZARNYCH jest taka, że wygrywamy tylko wtedy, gdy wchodzimy w reakcję łańcuchową, bo tylko wtedy potrafimy skonstruować dojrzałą, groźną linię obrony. – Jest obrona, jest wszystko. Żadne odkrycie – zapewnia mnie po takich spotkaniach Andrej. Jako drążąca klasycznie po babsku temat dalej, ośmielam się zadać naszemu trenerowi kolejne pytanie: Jak to się dzieje, że Mateusz Jarmakowicz albo gra jak nie-koszykarz albo zostaje MVP meczu? W odpowiedzi słyszę, że wszystko leży w głowie, że to jest bardzo utalentowany zawodnik, ale czasem ma doła, a trener przecież do głowy zawodnika nie wejdzie.

Do głowy nie wejdzie, ale jeśli stworzy mu atmosferę bycia potrzebnym drużynie, okaże zaufanie i wiarę w posiadane umiejętności – otrzyma nagrodę w postaci 20 punktów i podobnego evalu. Bo Samiec (Tfu, Człowiek!) to prosta konstrukcja, musi być czasem potraktowany indywidualnie, wysunięty przed szereg i obdarzony jakąś supermisją do zrealizowania. To działa! A jeśli dodatkowo czuje się komfortowo na przeznaczonej sobie pozycji i nie musi udawać piątki – budzą się demony. Pojawia się logika!

Nową jakość zyskaliśmy również w ataku, a to za sprawą pojawienia się w ekipie Czarnych Panter JT, któremu na prędkościomierzu mógłby zagrozić jedynie Rocky Trice. Jego dynamiczne akcje wypełniły lukę pod koszem, a poziom zaangażowania w grę potwierdza tylko profesjonalizm tego – bądź co bądź – świeżego gracza. Osobiście byłabym za tym, żeby Stutz zdrowo porywalizował sobie z nowym centrem o prym w zespole i miejsce w pierwszej piątce – tak dla męskiej dumy, ambicji i ku uciesze kibiców. Przecież w sytuacji niemożności rozstrzygnięcia owego wewnętrznego konkursu przez trenera (metodą kwiatka), zawsze można wystawić na parkiet ich obu... Bardzo cieszę się, że wspomniany Rocky tym razem przetrwał cały mecz w jednym kawałku, jest nadzieja, że zachowa sprawność na dłużej, czego życzę mu z całego serca. Na takich dwóch kołach pojedzie nawet najcięższa lokomotywa.

Powoli naprawiamy to, co szwankowało wcześniej, a przypieczętowaniem zmian ma być pojawienie się w Słupsku nowego rozgrywającego, którego nazwisko właśnie ujrzało światło dzienne. Wydaje mi się, że to symboliczna kropka nad i w naprawie systemu: świetny obrońca, szybki, skoczny, odważnie wchodzący na kosz, sprytnie przechwytujący, skutecznie rozbijający obronę rywali. Pojawia się idealnie w czas – zdąży wdrożyć się w grę zespołu do fazy szóstkowej, czemu sprzyjać będą zapewne mecze Pucharu Polski. W dodatku wybrał go sam Andrej Urlep – człowiek, który bez medalu nie zamierza wyjechać w tym roku ze Słupska…

I niech ten kwiat rozkwita, pomimo mroźnej zimy, niech nie odpada już z niego żaden płatek, a my użyźniajmy glebę głęboką wiarą w wydajny plon. Będzie dobrze, czuję to w babskich kościach.
Pozdrawiam serdecznie,

Agata Bartoszek

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."