BABSKIE GADANIE:Zakotwiczyli na szczycie

BABSKIE GADANIE:Zakotwiczyli na szczycie

Bardzo nie lubię jeździć do Kołobrzegu. Choć to urokliwa miejscowość, szczególnie piękna w aurze złotej polskiej jesieni, posiadająca nowoczesny, funkcjonalny i przytulny obiekt sportowy, jakim jest Hala „Milenium”, nie czuję się komfortowo witana przez gospodarzy- Kotwicę Kołobrzeg. Bo i dziwny to zespół, niewygodny, nastawiony na spontaniczny, acz ostry atak, oddający masę rzutów, niezależnie od poziomu obrony przeciwnika. Dominuje w nim amerykański model koszykówki, w którym polscy gracze wydają się być jedynie koniecznym dodatkiem. O tym, że model to groźny i skuteczny, przekonali się ostatnio mistrzowie ligi, o mały włos nie sprawiając niespodzianki już w pierwszej kolejce rozgrywek. Zaledwie trzema punktami wygrali oni z Czarodziejami po dogrywce, ale 21 punktów zdobytych przez Terella P.  niewątpliwy respekt budziło.

Kibice ENERGI CZRANYCH Słupsk mieli zatem słuszne obawy przedmeczowe, zastanawiając się głównie nad postawą naszej jedynki, o której od początku sezonu najwięcej się dyskutuje. W wyniku wzmożonej dyskusji powstała nawet „Shoegate, czyli afera z motywem obuwniczym w tle”. Bo i nie dało się rozstrzygnąć czy to Jordan gubił nogi na parkiecie czy to nogi- z powodu śliskich butków- gubiły Jordana. Postanowiłam sprawdzić u źródła jak to z tymi butkami naprawdę było i po przesłaniu zawodnikowi niniejszej fotografii- doskonale oddającej istotę rzeczy:  – opatrzonej wymownym znakiem zapytania, uzyskałam natychmiastową odpowiedź zwrotną: „Haha ya, the court is what's the problem. I don't know why but I always slip on the advertisements on the floor! They're slick when I make a cut or a move. Weird !”. Kwestia butów jest dla kobiety kluczową, dlatego spędzała mi ona sen z powiek. Wiedziałam, że babski instynkt mnie nie zawiódł i to źle przygotowany wybieg nie pozwolił rozwinąć skrzydeł modelowi w meczu inaugurującym rozgrywki w Słupsku!

Ulżyło mi, gdy w meczu numer dwa Jordan postawił już swoje nogi zdecydowanie do pionu i problem rozwiał się jak złudzenia gospodarzy, że pozostawią u siebie dwa punkty. Obaj rozgrywający dobrze realizowali założenia taktyczne trenera, coraz lepiej współpracując i rozumiejąc się z kolegami z drużyny. Do idealnego rozgrywania brakuje im sporo, wciąż razi mała liczba asyst, jednak- pamiętajmy- doświadczony kibic wie, że statystyki nie obrazują przebiegu meczu na parkiecie, a role wyznaczone przez trenera nie zawsze ogniskują się wokół zbierania punktów. Ktoś nie może ich zdobywać, by zdobywać mógł je ktoś…

Wydaje mi się, że wyżej opisana sytuacja ma odniesienie również do osoby Mateusza Jarmakowicza. Kibice narzekają, że bywa kompletnie nieprzydatny na parkiecie, tymczasem Andrej Urlep kwituje z uśmiechem: „Już ja dobrze wiem, że Jarmak robi to, co do niego należy”.

Bardzo cieszę się, że udało się Czarnym Panterom, pomimo trudności do połowy, wygrać spotkanie w Kołobrzegu dość zdecydowanie. Takie mecze budują morale zespołu, udowadniając mu, że wystarczy spiąć poślady, podkręcić śrubę, by w jednej chwili odmienić oblicze wydarzeń na parkiecie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy sam zespół nie wie jeszcze dostatecznie dobrze, na co go stać. Nie wie tego także Andrej Urlep, który po meczu przyznał, że trudno wytłumaczyć, dlaczego wcześniej Stutz wyraźnie dominował pod koszem, w Kołobrzegu o niebo lepszy był Wright.

Trzeba przyznać, że Kotwica zbudowała dobry zespół, na szczęście my mamy lepszego trenera, któremu nie tak łatwo zagrać na nosie. Rozpracował rywali „od ręki”, czego przykładem była gra w drugiej połowie. Chylę czoła. I upatruję w tym nadziei na dalszy sensowny rozwój wypadków. Bo jeśli okaże się, że w ramach podobnego do zeszłorocznych budżetu nie udało się sprowadzić wybitnych graczy, to z całą pewnością zatrzymaliśmy wybitnego trenera, który może w szybkim czasie nauczyć ich solidnej koszykówki.

W oczekiwaniu na spotkanie z mistrzem,

Agata Bartoszek

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."