Babskie podsumowanie, część I

Babskie podsumowanie, część I

Dzień dobry, kłaniam się nisko wszystkim odpoczywającym już Kibicom ENERGI CZARNYCH Słupsk, których boję się spotykać na co dzień, ponieważ wciąż stawiają mnie w trudnym położeniu, zapytując: pani Agato, JAK?! Ale jak to się mogło stać?

Prędzej rzeka Słupia zmieni bieg, aquapark spuści z rury pierwszego śmiałka, a słupszczanie zaczną sobie dobrze życzyć, nim odpowiem Wam na to pytanie. Nie ma dnia, abym nie zastanawiała się nad czwartą kwartą pokrętnego meczu z Sopocie. Meczu, który spowodował, że - choć uwierzyliśmy, że będzie nieziemsko – wyszło jak zawsze. Kolejny sezon zakończyliśmy po prostu przeciętnie. Za rok nikt nie będzie pamiętać ostatniego spotkania, pięknej walki i prawie - zwycięstwa. Pozostanie w archiwach wynik końcowy piątego meczu oraz miejsce w tabeli. Taka jest koszykarska rzeczywistość... My, Kibice ze Słupska, znamy ją aż nadto doskonale. Można rzec, przyzwyczailiśmy się do niej. Jednak wnioski, z którymi pozostajemy, można przekłuć na bardzo solidny materiał. Zatem w dzisiejszym wpisie pozwolę sobie wysnuć ogólne babskie refleksje wypływające z pomniejszych, jakie rodziły się w mej głowie w trakcie sezonu.

Po pierwsze, wygląda na to, że zbyt duża kwota budżetu przeznaczona została na sztab trenerski, kosztem pozyskania dodatkowych zawodników. Wąska możliwość rotacji, zwłaszcza Polakami, mściła się boleśnie przede wszystkim w szóstkach. Nikt, wraz z początkiem sezonu, nie bierze pod uwagę problemów wynikających z ewentualnych kontuzji, bo zwyczajnie się o nich nie myśli. A jednak powinno się przygotować konkretny plan awaryjny... To zawodnicy są potrzebni na parkiecie, a nie trenerzy na ławce.

Po drugie, nie powinno się eksperymentalnie przestawiać zawodników na inne pozycje, nawet jeśli wykazują ku temu predyspozycje, szybko się uczą i ciężko trenują. Liga to nie jest poligon treningowy, a każdy żołnierz musi mieć od początku do końca sprecyzowane zadanie do wykonania. I to takie, do którego był wcześniej przygotowywany przez system.

Po trzecie, przy budowie składu należy wyszukiwać graczy o podobnym poziomie umiejętności w obronie. Inaczej ciągle ktoś będzie spóźniał się z zasłoną, pogubi się w strefie czy popełni głupią stratę. Nie da się nauczyć defensywy w tak krótkim czasie, rozgrywając równolegle ważne mecze o punkty w tabeli. Indywidualne błędy w obronie zadecydowały – moim skromnym babskim zdaniem – o porażce całego zespołu w piątym meczu. Kilka nieudanych akcji spowodowało przestój i momentalną utratę przewagi. Meczu nie przegraliśmy ostatnią akcją, przegraliśmy go przespaną obroną kilkanaście minut wcześniej.

Po czwarte, zawodnicy muszą zaufać trenerowi i być posłuszni jego wytycznym. Żadne wewnętrzne bunty czy demonstracje niezadowolenia nie wypracują konstruktywnych zmian, wprowadzą jedynie rozłam, fochy, toksyczną energię i rozmycie się wspólnego celu. A trener powinien konsekwentnie postępować względem wszystkich swoich podopiecznych, nie rozdzielając ich na liderów i pozostałych. Prędzej czy później poczują oni to kategoryzowanie i zbuntują się przeciwko niemu.

Po piąte, Kibice nie powinni dokonywać surowych ocen przed zakończeniem sezonu, bo – pomimo szczerych chęci – wyrządzają drużynie krzywdę. Oburzonych tym wnioskiem odsyłam do mojego wywiadu z Jarkiem Mokrosem.

Po szóste, w sytuacji gdy budżet klubu oscyluje wokół kwot podobnych do dostępnej ENERDZE CZARNYM, potrzebny jest trener z doświadczeniem. Uważam, że Andrej Urlep wycisnął z dostępnego mu potencjału 150% możliwości, znacząco wpłynął na rozwój umiejętności takich graczy, jak Jarek Mokros, Kacper Borowski, Karol Gruszecki. Niestety, efekty tej pracy przyjdą później niż byśmy sobie tego życzyli. Otarcie się o półfinał stanowiło naturalną konsekwencję trudnej drogi spod znaku „przez ciernie do gwiazd”, realizowanej z podwójnym nakładem pracy (dygresja: jako polonistka wielokrotnie musiałam w pocie czoła napracować się nad przygotowaniem do matury uczniów, których poziom wyjściowy nie napawał optymizmem. Potrzebowali oni znacznie więcej czasu na przyswojenie tej samej wiedzy, co uczniowie „naturalnie zdolni” lub uczący się w renomowanych liceach. W konsekwencji – zdawali egzamin na podobnym poziomie, ale zaczynali solidną naukę kilka miesięcy wcześniej).

Po siódme (w nawiązaniu do wniosku powyżej) czas zacząć myśleć długofalowo... Bez wcześniejszego zainwestowania w konkretnych graczy, bez stworzenia trwałych podwalin pod zespół, każdego roku możemy przeżywać ten sam koszmar.

Wszyscy uczymy się na błędach, próbujemy wkładać rękę do kontaktu wiedząc, że płynie w nim prąd. W dodatku żaden klub, żaden szkoleniowiec, żaden general menager nie jest w stanie zaplanować w sporcie sukcesu, co udowadniają niedawne wyniki w piłce nożnej, przez które żałobą okryte są wielkie metropolie, a podczas konferencji prasowych pocą się reprezentanci światowej finansjery. Magia sportu polega właśnie na tym, że częściowo wymyka się on dyktaturze pieniądza.

Cieszmy się, że są w Słupsku ludzie, którzy każdego roku robią wszystko, byśmy mogli powracać w październiku na starą poczciwą Gryfię. Gwarantuję, że wyciągną oni odpowiednie wnioski.

Pozdrawiam już posezonowo,
Agata Marzec
renifit@o2.pl

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."