Belferskie zapędy Kyle’a

Belferskie zapędy Kyle’a

Kyle Shiloh to nie tylko solidny uniwersalny gracz, który w tym sezonie stanowić będzie trzon ENERGI CZARNYCH Słupsk. W wolnym od rozgrywek czasie wciela się w rolę nauczyciela i odkrywa tajniki koszykarskiego rzemiosła przed najmłodszymi adeptami basketu w swojej ojczyźnie. Można śmiało powiedzieć, że Kyle Shiloh cały jest koszykówką! Rzadko spotyka się gracza tak mocno zaangażowanego w rozwój tej dyscypliny. W rozmowie z Agatą Marzec Kyle opowiada o misji, idei oraz osiągnięciach Basketball Universe Academy.

Coraz częściej zawodowi koszykarze jeszcze w trakcie rozwoju swojej kariery podejmują decyzję o założeniu prywatnej szkoły kształcącej umiejętności młodych zawodników. Kiedy i w jakich okolicznościach Ty postanowiłeś założyć Basketball Universe Academy?

Wszystko zaczęło się w 2009 roku, a powód był bardzo prosty. Chciałem wypełnić lukę w okolicy mojego domu w Kalifornii, ponieważ gdy sam byłem małym chłopcem, nie istniało w pobliżu mnie miejsce, w którym mógłbym poprawić moje indywidualne umiejętności. Chociaż bardzo chciałem! Z czasem stało się tak, że najlepsi gracze z mojego miasta szybko musieli z niego wyjeżdżać w poszukiwaniu lepszych dróg rozwoju indywidualnego oraz po to, by grać ze zdolniejszymi od siebie i uczyć się od nich. Byłem w tym gronie i ja – każdego dnia musiałem pokonywać ponad godzinną trasę tylko po to, by w ogóle móc potrenować. Dlatego podjąłem decyzję – czas pomóc tym, którzy naprawdę chcą oddać serce koszykówce. I tak powstał pomysł założenia akademii, czyli miejsca, w którym dzieci mogłyby rywalizować na reprezentowanym przez siebie poziomie, bez konieczności wyjazdu.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

W Polsce bardzo wielu młodych utalentowanych zawodników znika nagle z koszykarskiego podwórka. Nielicznym udaje się zaistnieć w profesjonalnych ligach, pozostali przepadają bez wieści. W Stanach Zjednoczonych dzieje się inaczej. Jaka jest – Twoim zdaniem – zasadnicza różnica między polskim a amerykańskim systemem szkoleniowych, która stoi u podstawy tak skrajnych efektów?

Wydaje mi się, że w Ameryce rodzice inwestują w rozwój sportowy swoich pociech znacznie wcześniej niż w Polsce, już 4,5-letnie dzieci aktywnie uprawiają sporty. Rodzice nie żałują pieniędzy na inwestowanie w rozwój fizyczny dzieci, nawet jeśli ich na to nie stać – wyszukują innych opcji. Młodzi chłopcy zapatrzeni są w konkretnych graczy z NBA, naśladują ich, często – korzystają z możliwości trenowania w prowadzonych przez nich akademiach. Te bywają prowadzone na pół charytatywnie. Fascynacja przeradza się w ten sposób w profesjonalne trenowanie, ale – jak wspomniałem wcześniej – rodzice dopingują temu pomysłowi bardzo wcześnie, rozumieją go, wspierają, finansują.

Jak szybko uczynić młodego zapalonego do trenowania gracza skutecznym? Jak wykorzystać jego potencjał?

Przede wszystkim zrobić wszystko, by - zanim trafi do zespołu, jak najlepiej wyszkolił swoje indywidualne zdolności. Gracz musi coś zaoferować zespołowi, musi wnieść do niego realną wartość. A to wymaga wielu godzin spędzonych na parkiecie, wylania litrów potu, pracy nad kozłowaniem, rzutem itp. Zadaniem trenera jest uczynić wszystko, by prowadzony przez niego młody gracz nabrał pewności siebie, ale pewność ta ma wynikać z posiadanych umiejętności, a nie z samego faktu bycia koszykarzem. Trener musi też wyposażyć swojego podopiecznego w jak najbardziej wszechstronny pakiet koszykarskich technik. A potem powiedzieć mu w odpowiednim czasie, że może stać się już częścią zespołu. Czas ten jest bardzo indywidualny. Nie zawsze chodzi o to, by było szybko.

Dlaczego Twoja akademia jest szczególna na tle innych tego typu?

Jest szczególna, bo trenujemy dzieci w bardzo młodym wieku, ponadto stale monitorujemy ich postęp, wystawiając w każdym tygodniu do gry i rywalizacji na parkiecie. Obserwujemy, w jaki sposób teoria przekłada się na praktykę. Następnie dokonujemy ewaluacji zawodnika, a oceny i wnioski na bieżąco przekazujemy rodzicom.

Na jakich zasadach działa Twoja akademia i jaka jest jej misja?

Każde dziecko trenuje w niej trzy razy w tygodniu, grając z innymi dziećmi w swoim przedziale wiekowym. W każdym tygodniu rozgrywa jeden mecz z zespołem, do którego jest przydzielone. Najlepsze dzieci, które wyraźnie wyróżniają się na tle pozostałych, mają szansę skorzystać z naszego  „AAU TRAVEL PROGRAM”, dzięki czemu wyjeżdżają do innych miast, by tam rozgrywać kolejne mecze  z drużynami z całego kraju. W ten sposób wypatrywane są przez skautów i trenerów z collegów, zwłaszcza w ligach letnich. Akademia działa przez cały rok i szkoli systemem: 8 tygodni treningów – 2/3 tygodnie wolnego. Podczas tych 2/3 tygodni wolnego organizujemy różne ciekawe spotkania, wydarzenia, w których dzieci uczestniczą. W ten sposób stale są pod naszą opieką i obserwacją oraz nie tracą koszykarskiego rytmu.

Czy Twoja akademia ma na swoim koncie jakieś znaczące sukcesy?

Bardzo wiele dzieci z mojej akademii trafiło dla najlepszych lig uniwersyteckich, jak chociażby Tyrone Wallace z University of California czy Erica McCall ze Stanford University. Sam Marcus gra na Filipinach, a Stephon Carter w Hiszpanii.

Trudno pracuje się z młodymi graczami? Trzeba ich specjalnie motywować?

Niekoniecznie, chęci do gry nie brakuje. Nam jednak najbardziej zależy na tym, żeby nasza praca była skuteczna i pożyteczna, dlatego po każdym roku pracy sprawdzamy czy dane dziecko na pewno opanowało podstawy gry i jest w stanie wspiąć się na kolejny poziom. Jeśli nie, absolutnie nie pozwalamy mu awansować do kolejnego procesu treningowego, czekamy, poprawiamy, pracujemy nad dzieckiem dalej. Nie mierzymy wszystkich dzieci jedną miarą! Uwzględniamy ich indywidualne predyspozycje, uwarunkowania fizyczne, bo przecież jedne dzieci rozwijają się szybciej, inne wolniej. Ponadto cierpliwie reagujemy na charaktery naszych podopiecznych: zdarza się, że niektórzy początkowo reagują krzykiem i buntem na wskazówki trenera, na szczęście z czasem zaczynają rozumieć sens pracy trenerskiej. Inne dzieci są zamknięte w sobie i trzeba umieć do nich dotrzeć, otworzyć na zespół, dodać odwagi. Do jednych dzieci dociera się poprzez słowa, teorię, inne potrzebują konkretnych wizualizacji, uczą się wolniej. Ale jestem pewien, ze dobrałem sobie świetnych trenerów, którzy potrafią uwzględnić wszystkie te czynniki.

Jestem pod wrażeniem Twojej pracy nauczyciela i mam nadzieję, że będzie przynosić ona coraz lepsze efekty. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."