Intermarché BC: Solidna zaliczka słupszczan

Intermarché BC: Solidna zaliczka słupszczan

W pierwszym spotkaniu w ramach Intermarché Basket Cup Pucharu Polski Energa Czarni na własnym parkiecie pokonali Rosę 92:76. Choć obie drużyny do meczu przystąpiły osłabione brakiem dwóch swoich podstawowych zawodników, spotkanie mogło się podobać kibicom zgromadzonym w Hali Gryfia. Z żadnej strony nie było mowy o odpuszczaniu, a swoje szanse – dobrze wykorzystane – otrzymali młodzi słupszczanie.

Energa Czarni do pucharowego spotkania z Rosą przystąpili osłabieni brakiem nie tylko Odeda Brandweina, ale także Mateusza Kostrzewskiego, któremu z powodu drobnego urazu trener Marius Linartas pozwolił nieco odpocząć. Tym samym otworzyła się szansa dla młodych słupskich wychowanków: Szymona Długosza, Wojciecha Osińskiego oraz Wojciecha Jakubiaka, którzy mieli okazję szerzej zaprezentować się przed słupską widownią. Rosa z kolei musiała sobie radzić bez J.J. Montgomery’ego oraz Nikoli Vasojevicia.

Spotkanie rozpoczęło się od dwóch celnych trójek radomian – Slavisy Bogavaca i Piotra Kardasia – jednak po chwili uaktywnił się Valdas Dabkus. Po trzech akcjach Litwin „prowadził” z Rosą 7:6, ale kolejny rzut z dystansu trafił Kardaś. Nie skończył się jednak popis naszego silnego skrzydłowego, który po obu stronach parkietu był bezbłędny i na 15 zdobytych przez Energę Czarnych punktów, jego autorstwa było 13, a przy kolejnych dwóch asystował. Wszystko to w siedem minut spędzone na parkiecie.

Goście nie zamierzali jednak odpuszczać. Byli bardzo skuteczni niemal z każdej pozycji i mimo nienajgorszej obrony naszego zespołu, na ich koncie systematycznie przybywało punktów. Choć Energa Czarni jeszcze w pierwszej kwarcie prowadzili 26:17, to podczas krótkiego odpoczynku dla Todda Abernethy’ego, na początku drugiej, Rosa wyszła na prowadzenie 29:28. Wszystko za sprawą w sumie trzech trójek: Bogdanowicza (2) i Cupkovicia. Od tej pory gra była bardzo wyrównana, jednak nie objawiało się to skutecznością obu ekip, lecz wręcz przeciwnie. Najaktywniejszy w ofensywie słupszczan był w tym okresie Długosz, który niestety nie ustrzegł się błędów w obronie.

Druga połowa ponownie rozpoczęła się od sześciu punktów z rzędu przyjezdnych, jednak trener Linartas nie zrażał się i konsekwentnie nakazywał realizowanie założeń, polegających na dogrywaniu do podkoszowych. Szkoleniowiec słupszczan nie bał się także stawiać na młodych i przez większą część trzeciej kwarty na parkiecie obok siebie grali Jakubiak i Długosz. I choć warunkami fizycznymi odbiegali od bardziej doświadczonych rywali z Radomia, ambicją nadrabiali wszelkie braki.

Gdy w ostatniej kwarcie uaktywnił się Robert Tomaszek, Energa Czarni szybko wypracowali sobie wyraźne prowadzenie. Środkowy naszego zespołu zdobył w tej części gry XX punktów, a przy okazji w ciągu kilku chwil „pomógł” Kimowi Adamsowi spaść z powodu nadmiaru przewinień. Wciąż bardzo dobrze grał także najskuteczniejszy tego dnia Marcin Dutkiewicz i po czterech minutach ostatniej części meczu słupszczanie wygrywali aż 78:60. Chwilę później przewaga gospodarzy przekroczyła barierę dwudziestu punktów i wiadomo było, że tego meczu już nie przegrają. Od tej pory gra toczyła się o jak największą różnicę punktową, jednak radomianie nie odpuszczali i za wszelką cenę chcieli zniwelować straty. Ostatecznie Energa Czarni zwyciężyli 92:76.

W naszej sytuacji, gdy mamy problemy z kontuzjami, każdy dzień wolny jest przydatny. Musieliśmy zagrać jednak z Rosą i nie zamierzaliśmy odpuszczać, choć na pozycjach 1-3 mieliśmy tylko trzech doświadczonych zawodników do dyspozycji, a dodatkowo Levi Knutson wyraźnie nie miał swojego dnia. Trudno sobie wyobrazić, abyśmy jako trening mogli potraktować jakikolwiek mecz, rozgrywany przed własną, tak liczną publicznością – mówił po meczu trener Linartas.

– Bardzo się cieszę, że udało mi się zadebiutować w roli zawodnika Energi Czarnych. To było dla mnie ogromne przeżycie i na początku byłem bardzo zdenerwowany. Prawdę mówiąc, spodziewałem się, że pojawię się na boisku w końcówce czwartej kwarty, gdy na tablicy będzie już „plus dwadzieścia” dla nas, ale trener zdecydował się dać mi szansę już w połowie trzeciej kwarty, przy remisie. PO pierwszym stresie udało mi się jednak wszystko poukładać, trafiłem trójkę, miałem asystę i mogę być zadowolony – komentował natomiast szesnastoletni Wojciech Jakubiak.

Co ciekawe, radomianie w tym spotkaniu trafili więcej rzutów za trzy punkty, niż za dwa – i to na dodatek przy lepszej skuteczności. Rzuty zza łuku były ich jedyną bronią, którą byli w stanie utrzymywać się w meczu, a także próbować odrabiać straty. Rosa trafiła 15 z 33 trójek, co daje niezłe 45,5% skuteczności. Energa Czarni w tym elemencie zaimponowali jednak jeszcze bardziej – trafili aż 8 rzutów za trzy przy 9 próbach (89%)!

Energa Czarni – Rosa 92:76 (26:20, 14:16, 23:21, 29:19)

Energa Czarni: Dutkiewicz 22, Dabkus 18, Abernethy 12, Gadri-Nicholson 12, Nowakowski 10, Tomaszek 9, Długosz 4, Jakubiak 3, Knutson 2, Osiński.

Rosa: Bogdanowicz 20, Čupković 15, Kardaś 14, Zalewski 11, Adams 6, Donigiewicz 3, Bogavac 3, Nikiel 2, Radke 2.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."