NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY

Łukasz Seweryn – „polski koszykarz grający na pozycji rzucającego obrońcy lub niskiego skrzydłowego. Trzykrotny mistrz Polski, trzykrotnie wystąpił w kadrze Polski” – tyle zwykle podają koszykarskie portale. Jest jednym z najbardziej tajemniczych zawodników w TBL, choć aktywny na parkietach od 1995 roku. Jego powrót do Słupska ma wymiar symboliczny, o czym przekonacie się, czytając wywiad, jakiego udzielił Agacie Marzec – rzecznicce prasowej ENERGI Czarnych Słupsk. Odsłaniamy kolejny – niekoniecznie czarny – charakter!

Na co dzień jesteś bardzo małomówny, cichy, występujesz raczej w roli  obserwatora wydarzeń. Byłeś taki od początku swojej kariery czy nabyłeś stateczności wraz z doświadczeniem?

Często spotykam się z opinią, że jestem spokojny, małomówny, prawie nigdy się nie uśmiecham. Rzeczywiście, zdaję sobie sprawę, że mogę stwarzać taki pozór. Fakt jest jednak inny - gdy kogoś bliżej poznam, okazuje się, że jestem zupełnie inną – otwartą i rozmowną - osobą. Natomiast stwierdzenie, że jestem obserwatorem, brzmi jak najbardziej prawdziwie, taka już moja natura.

Jak zareagowałeś na decyzję drużyny, że to Ty będziesz w tym sezonie kapitanem i co znaczy dla Ciebie ta funkcja?

Tak się złożyło, że choć jestem jednym z najbardziej doświadczonych graczy w zespole, pierwszy raz w mojej karierze zostałem wybrany kapitanem. Nie ukrywam, że stanowi to dla mnie duże wyróżnienie. Mam nadzieję, że moje doświadczenie pomoże mi pełnić tę rolę wzorowo, że uda mi się być spoiwem między sztabem szkoleniowym a drużyną. Sezon czeka nas długi, każda drużyna ma zawsze swoje wzloty i upadki, więc moja rola będzie miała tu istotne znaczenie.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Słupska? Minęło aż 10 lat...

Zawsze ceniłem sobie drużynę ENERGI Czarnych Słupsk oraz ludzi związanych z klubem: prezesa Andrzeja Twardowskiego, który prowadził ten klub twardą ręką, trenera Mirosława Lisztwana, który – można śmiało powiedzieć - jest już legendą czy Rafała Franka, który był kiedyś kolegą z boiska, a teraz robi kawał dobrej roboty z drugiej strony parkietu. Nie ukrywam - nie była to łatwa decyzja, ponieważ spędziłem w Trójmieście kilka lat, a miejsce to stało się bliskie  sercu mojemu i mojej rodziny. Ofert gry przed sezonem otrzymałem kilka, dlaczego zdecydowałem się jednak  na Słupsk? No cóż, to w tym mieście jest w końcu mój drugi dom :)

Czy czujesz już dystans pokoleniowy między sobą, swoim podejściem do koszykówki, a stosunkiem młodszych kolegów? Czy są jakieś istotne różnice?

Różnice są, może nie tyle w podejściu do koszykówki, co w szeregu czynników towarzyszących.  Warsztat i wartości, jakie mają do zaoferowania drużynie poszczególne pokolenia, są bezcenne, dlatego warto mieć w rotacji zarówno młodych, jak i doświadczonych zawodników. Różnica pokoleniowa pozwala stworzyć drużynę kompletną.

Jakie wartości są ważne w Twoim życiu? Jaka jest ich hierarchia?

Dla mnie zdecydowanie najważniejsza jest rodzina. Staram się poświęcać jej jak najwięcej  czasu i nie umiem już wyobrazić sobie życia w pojedynkę. Nie zapominam przy tym, by żyć w zgodzie z samym sobą i swoimi priorytetami. Myślę, że nie mam swoistej hierarchii, mam pewne wartości, które po prostu staram się wykorzystywać w swoim życiu codziennym, takie jak: szacunek, honor czy uczciwość.

Jak zmieniła Cię rola ojca? Co dla Ciebie oznacza tacierzyństwo?

2 kwietnia 2012 roku mój świat wywrócił się do góry nogami! Tego dnia, o godzinie 14:40, w Ustce, na świat przyszła moja córeczka - Wiktoria. Przez pierwsze półtora roku jej życia zajmowała się nią głównie moja żona, ja byłem „od zabawy i spacerów”. Po tym czasie żona poszła do pracy i więcej obowiązków spadło na mnie, powiem szczerze - wcale mi to nie przeszkadza. Kusia, bo tak o sobie mówi córka - wizualnie jest bardzo podobna do mnie, natomiast z charakteru to czysta mama! Wszędzie jej pełno, nie usiedzi na miejscu, buzia jej się nie zamyka. Uwielbia chodzić na mecze, na czym akurat cierpi moja żona, bo wcześniej zawsze dyskutowaliśmy po meczach na temat mojej gry, a teraz na pytanie: jak podobał ci się mecz? - moja żona opowiada mi jak to Kusia weszła pod trybuny, jak jej uciekała, jak krzyczała: "tata traf". Bycie tatą to najlepsza niespodzianka, jaka mnie w życiu spotkała!

Nie znudziła Ci się koszykówka?

Koszykówka nigdy mi się nie znudzi, ona płynie w mojej krwi. Jako 3-letni chłopiec bawiłem się piłką na meczach mojej mamy i mojego taty, wiernie towarzyszyłem im we wszystkich spotkaniach, a później role się odwróciły. Od momentu, kiedy trafiłem pierwszy raz do Asseco, na wiele rzeczy zacząłem patrzeć z innej perspektywy. Doświadczyłem gry na europejskich parkietach, uczestniczyłem w grze o najwyższe , przez co utwierdziłem się w przekonaniu, że gra w koszykówkę to jest to, co chcę w życiu robić.

Jakich ludzi naśladujesz w swoim rozwoju osobowościowym? Jakie są Twoje autorytety?

Staram się czerpać od bliskich mi ludzi wszystko, co uważam za najlepsze i godne naśladowania. A czerpię po trochu od każdego: mamy, taty, świętej pamięci wujka - Marka Twaroga. Nie będę tu oryginalny mówiąc, że rodzice są moimi autorytetami, ale taka jest prawda. Nie naśladuję ludzi sławy czy celebrytów, bo ich nie znam i nie wiem, jacy są w rzeczywistości. Uważam, że moi rodzice starali się wychować mnie jak najlepiej, pokazywać mi, jakie wartości są w życiu ważne, na co powinienem zwracać uwagę, no a później swoje pięć groszy dołożyła moja małżonka, ukazując mi świat z innej perspektywy.

W jakich okolicznościach poznałeś swoją żonę, która jest słupszczanką?

Oj, to długa historia... Tak w telegraficznym skrócie: poznaliśmy się podczas świętowania Nowego Roku, wtedy pierwszy raz ją zobaczyłem i mnie urzekła. Tak na poważnie to zaczęliśmy się spotykać w kwietniu 2005 roku. W czerwcu 2008 roku oświadczyłem się, a rok później wzięliśmy ślub. Odkąd przeniosłem się ze Słupska do Tarnowa, moja żona spędzała ze mną każdy sezon, mimo że studiowała dziennie w Poznaniu, to była na wszystkich moich meczach, była zdecydowanie moim najwierniejszym kibicem, za co jej ogromnie dziękuję.

Czy możliwe są prawdziwe przyjaźnie między zawodnikami w lidze/drużynie? Z kim Ty się przyjaźnisz?

W naszym zawodzie jest o tyle ciężko, że ciągłe rotacje zawodników między klubami są na porządku dziennym. Jest sezon - nawiązują się znajomości, zaczyna się kolejny, a tu same nowe twarze. Mimo tego, jest grono ludzi, z którymi utrzymuje w dalszym ciągu bardzo bliskie, przyjacielskie kontakty, jak na przykład z Wiktorem Grudzińskim oraz jego żoną – Anią. Poznaliśmy się właśnie, grając w Słupsku. Kolejni bliscy znajomi to Przemek Frasunkiewicz, Piotr Szczotka czy Adam Hrycaniuk. Jest też spora grupa zawodników, z którymi spędziłem świetne sezony i może nie wisimy codziennie na telefonie, to jednak pozostajemy w bliskich stosunkach.  Nie będę tu wymieniał wszystkich, bo nazbierałoby się ludzi na dobre wesele;)

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."