NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Demonte Harper

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Demonte Harper

Demonte Harper – według fanek, jeden z najprzystojniejszych koszykarzy w polskiej ekstraklasie, według fanów – obiecujące ogniwo ENERGI CZARNYCH Słupsk, które dopiero w fazie play off wystrzeli jak dynamit! Do Słupska zaprosił go Donaldas Kairys, który dobrze wspominał współpracę z nim w Smokach Mińsk. Harper był pierwszym zagranicznym graczem, z jakim słupski klub podpisał przed sezonem kontrakt. O tym, co pokrzyżowało mu koszykarskie plany, kto zawiózł go na pierwszy trening koszykówki i co myśli o Jerelu, opowiedział w rozmowie z Agatą Marzec .

Dobrze wybrałeś w swoim życiu, decydując się na zostanie profesjonalnym koszykarzem rzucanym po świecie do różnych klubów, które nie są Twoim domem?

Miałem zaledwie 12 lat, gdy zdecydowałem się na wejście w świat koszykówki, który fascynował mnie od początku. Trenowałem już jako mały chłopiec, jakbym był z pomarańczową piłką w dłoniach urodzony. Co ciekawe, to moja mama miała na to największy wpływ. Zachęcała mnie do rywalizacji z innymi, zapisała do lokalnego klubu, woziła mnie na zajęcia sportowe. Podkreślam, nie zmuszała nie, jedynie zachęcała. Jackie Harper musiała być bardzo zdziwiona, gdy początkowo powiedziałem jej, że nie interesuje mnie koszykówka, tylko piłka nożna. Czy był to dobry wybór? Z perspektywy czasu nie mam wątpliwości, że tak! Zyskałem możliwość podróżowania do wielu ciekawych miejsc świata, poznałem fantastycznych ludzi i przyjaciół.  To bezcenne doświadczenia.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Czyli dobrze czujesz się w Europie?

Tak, czuję się europejsko!:) Koszykówka jest tu na bardzo wysokim poziomie, na pewno nie jest gorsza pod względem wyzwań od amerykańskiej. Jest po prostu inna, ma swój europejski styl. Ale jest wymagająca i ambitna, na każdym poziomie. Rozwijam się stale i uczę się tego stylu.

Dlaczego tak bardzo ufasz trenerowi Donaldasowi Kairysowi? Co jest w nim takiego, że po raz kolejny podążyłeś za nim, wstępując w szeregi kierowanej przez niego drużyny?

Cenię to, że on ufa mnie, jako zawodnikowi. Po prostu. Jest cierpliwy i opanowany. Nie uprzedza się do zawodników.

Macie podobną wizję koszykówki? To Was zbliża?

W znacznej mierze nasze wizje są zbieżne, co nie znaczy, że zawsze mamy takie samo zdanie. Ja preferuję styl w stylu „niech gra napędza się sama, niech się toczy”. Z kolei trener woli mieć wszystko z góry zaplanowane. I to jest naturalne, ja to rozumiem doskonale. Jestem koszykarzem, który nie boi się wziąć na swoje barki odpowiedzialności za losy meczu. Mogę grać za siebie oraz za innych kolegów, jeśli jest taka potrzeba.

Praca pracą, ale na pewno tęsknisz za domem. Wymień, proszę, trzy rzeczy, za którymi tęsknisz najbardziej.

Bardzo bardzo tęsknię za najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Brakuje mi mamy, taty, brata, kuzynów – wszyscy trzymamy się razem i uwielbiamy wspólnie spędzać czas. Tęsknię też za moim prywatnym łóżkiem w domu, bo jest najwygodniejsze ze wszystkich w świecie!

Za co kochają Cię rodzina i przyjaciele?

Na co dzień jestem bardzo wyluzowany, otwarty i towarzyski, jednak czasem zdarzają mi się dni milczenia i samotności. Fajnie, że oni bez problemu to przyjmują. Akceptują mnie w każdej odsłonie. Mama podkreśla, że mam bardzo dobre maniery, ale nie jestem zmanierowany. Ja również kocham i podziwiam swoją rodzinę. Autorytetami są dla mnie ojciec i brat, ale mój cały świat wyznaczają cztery kierunki: mama, tata, brat, kuzyn. Za nimi skoczyłbym w ogień.

Co Cię cieszy, a co złości w codziennym życiu?

Odpowiedź jest prosta: koszykówka! Potrafi doprowadzić mnie do euforii oraz do łez. Jest niesamowita, nieprzewidywalna i potrafi stworzyć skrajne nastroje.

Czy Ty i Jerel to równie nieprzewidywalna para na parkiecie? Znosicie dzielnie swoje wzajemne nastroje?

Haha, bardzo zgodna z nas para. Jerel to weteran, więc zawsze do niego należy ostatnie słowo. On zna już wszystkie koszykarskie niewiadome, brał udział w sytuacjach ekstremalnych, wie, jak się w nich odnaleźć. Mnie pozostaje się od niego uczyć i robię to każdego dnia.

Skoro jesteśmy przy parach, powiedz, proszę, jaka powinna być idealna partnerka?

To temat rzeka.

Niech więc popłynie.

W takim razie powiem krótko. Idealna kobieta powinna być… idealna, we wszystkich aspektach swojego życia. Jestem wymagający, hehe. Moja kobieta musi być wyjątkowa i zjawiskowa.

To ja mam nadzieję, że jak się pojawi, nie przeoczysz jej. A propos oczu – jak poważna była Twoja tegoroczna kontuzja, która na kilka tygodni wyłączyła Cię z gry?

Mogłaby skończyć się źle, gdybym w dalszym ciągu grał i trenował. Może nawet straciłbym wzrok. Dlatego odesłano mnie na przymusowy odpoczynek, podczas którego nie wolno i było wykonywać dynamicznych i wyczerpujących czynności. Nie dźwigałem, nie biegałem, dużo czasu spałem. Tak upłynęły dwa miesiące. Dzięki zdrowemu rozsądkowi udało mi się szybko wyzdrowieć. Moja mama dbała o mnie każdego dnia, podtykając wszystko, co trzeba, pod nos. Teraz jestem w  pełni sprawny i zdrowy.

A jak zatem spędzasz czas w Słupsku?

Praktycznie nie wychodzę  z mieszkania. Gram w gry video, gotuję pyszności i komunikuję się z bliskimi poprzez komputer.

Ostatnio jesteś w bardzo dobrej formie…

Haha, to zasługa oczu, widzę teraz więcej niż przed kontuzją. A tak poważnie – po to przyjechałem do Słupska, żeby grać dobrze. To obiecałem Donaldasowi.

Czego się najbardziej boisz?

Tego, że będę musiał zakończyć koszykarską karierę, zanim będę na to naprawdę gotowy.

Podobno Twoi pierwsi trenerzy musieli wykonać mrówczą pracę nad wytworzeniem w Tobie charakteru wojownika, to prawda?

Tak, dużo czasu musiało upłynąć zanim wyostrzyłem pazur. Trenerzy skarżyli się, że jestem za grzeczny, za porządny, za mało zadziorny na koszykarza. Ciągle powtarzali: bądź bardziej agresywny! Wyjdź z tła! Nie było to łatwe. Podkreślali, że jestem zjawiskowy, niesamowity jako koszykarz, mam talent i umiejętności, ale muszę być walczakiem. Inaczej przepadnę w tym sporcie. No więc zaczęliśmy pracować nad moją postawą w obronie, walką o zbiórki i pozycję na parkiecie. Nauczyłem się tej agresji w toku treningów. Fakt, potrzebowałem dodatkowej motywacji. Ale był pozytyw – ostro zasuwałem w obronie i nauczyłem się jej od podszewki!

 Czas na krótką piłkę:

Kiedy po raz pierwszy przyleciałem do Europy, pomyślałem… że wszystko tu jest inne, ale intrygujące.

Polacy są… bardzo interesującymi ludźmi.

„Gryfia” jest… małym miejscem z wielką atmosferą!

Nienawidzę… przegrywać.

Marzę o tym, żeby… umieć ładnie śpiewać;)

Moja ulubiona piosenka to… „Thriller” Michaela Jacksona.

Najdziwniejszy sen, jaki miałem w życiu to… ten, w którym byłem psem mówiącym płynnie po angielsku, hahaha

Ludzie nie wiedzą o mnie, że… jestem fanatykiem gier video!

 Autor: Agata Marzec

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."