NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Donaldas Kairys

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Donaldas Kairys

Przyjechał do Słupska, by ratować tonący okręt. Szybko okazało się, że jest nieprzeciętnie zdolnym sternikiem, choć świat koszykówki dopiero zaczął się mu przyglądać. Cichy, zawsze trzymający emocje na wodzy, do bólu rzeczowy – stał się prawdziwym dobrodziejem słupskiej koszykówki, który pozwolił kibicom na nowo uwierzyć w to, że sezon 2014/2015 może zakończyć się historycznym sukcesem. Donaldas Kairys – trener, który robi różnicę – pomimo natłoku obowiązków, dał się namówić naszej rzeczniczce – Agacie Marzec – na rozmowę o… sobie samym. 38-letni Litwin, mimo młodego wieku, jest już bardzo doświadczony i utytułowany, ma na swoim koncie m.in. mistrzostwo Euroligi oraz brązowe medale mistrzostw świata i Europy! Skąd w nim tyle pasji do koszykówki? Dlaczego wolał zostać trenerem a nie profesjonalnym graczem? Jak buduje swój autorytet? Zapraszamy do lektury najnowszego odcinka cyklu NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Trenerze, witam serdecznie u progu półfinałów rozgrywek TBL. Gratuluję brawurowego i błyskawicznego pokonania ćwierćfinałowego rywala w stosunku 3:0. To z pewnością budzi respekt wszystkich przeciwników w lidze.

Dziękuję, na tym polega moja praca. Na graniu i wygrywaniu.

Dzielnie opierał się trener spotkaniu ze mną, ale mój atak okazał się ostatecznie skuteczniejszy niż Pańska obrona. W końcu przyszła kryska na Kairyska…

Poległem walkowerem. Strzelaj!

Gdyby przyszło Ci spotkać się w pracy z Donaldasem Kairysem, chciałbyś z nim pracować czy raczej miałbyś trudności?

Myślę, że dałbym radę go znieść. W podejściu do pracy jestem skrajnym idealistą, zawsze do skutku poszukującym najlepszego rozwiązania czy rozwiązania w ogóle. Zarówno trenerzy, jak i zawodnicy, są generalnie ofiarami własnych przyzwyczajeń i nawyków, to jest zaprogramowane w charakter człowieka. Zatem nikt nie lubi, gdy pojawia się ktoś i chce go zmieniać. Niewygodną rolą trenera jest właśnie wprowadzanie w warsztat i charakter koszykarza zmian, oduczenie go złych postaw i nawyków, psychiczne utwardzenie. Nie ukrywam, że  jestem pod tym względem wymagający.

Pochodzisz z Litwy – kraju, w którym koszykówka jest jedną z najważniejszych dyscyplin sportowych. Litwa kocha koszykówkę. Czy właśnie to sprawiło, że zainteresowałeś się tym sportem?

Nie, nie tylko. Moja mama grała w koszykówkę, mój tata pracował jako trener. Nie było wyjściaJ. Zatem, litewskie tradycje to jeden czynnik, drugi to tradycje rodzinne.

Czyli skazany na koszykówkę… Wielu świetnych graczy na całym świecie pochodzi z Litwy. Co takiego wyróżnia system treningowy w Waszym kraju, że okazuje się on jednym z najskuteczniejszych w kształtowaniu wszechstronnych zawodników?

Hmm, zakładam, że musi być coś, co przekazywane jest na Litwie w genach. Faktycznie, to zastanawiające, dlaczego z kraju o tak małej powierzchni wywodzi się tak wielu ponadprzeciętnych koszykarzy i… trenerów! Do tego, co przekazywane  w genach, dodajemy w procesie wychowania naszą bogatą koszykarską tradycję, następnie – ogromną miłość do tego sportu. Dostrzegam też uwarunkowania historyczne. Otóż, utożsamianie się z koszykarskimi kręgami było niezwykle ważnym czynnikiem scalającym naród podczas okupacji sowieckiej. Był to dla wielu młodych chłopaków sposób na przetrwanie i zachowanie swojej tożsamości. Swego czasu, wszyscy Litwini – niezależnie od płci, wieku czy pozycji społecznej – obsesyjnie śledzili legendarne już pojedynki pomiędzy Żalgirisem a CSKA Moskwa.

Dlaczego nie odniosłeś sukcesu jako zawodnik? Czy zostanie trenerem nie stanowi „nagrody pocieszenia”?

Przyznajmy szczerze, że nie byłem zawodnikiem najwyższych lotów. Po prostu brakowało mi umiejętności i czułem to. Dlatego postanowiłem skupić się na studiowaniu w USA. Koszykówka pociągała mnie bardziej w teorii niż w praktyce, a zostanie profesjonalnym koszykarzem stawało się coraz mniej realne. W sumie aż osiem lat po studiach zajęło mi zrozumienie, że moim prawdziwym powołaniem jest bycie trenerem. Zostałem nim poprzez  zbieg okoliczności, gdy zacząłem współpracę z Khimki w Moskwie.

Wróćmy na chwilę do czasu Twojego pobytu w USA. Jako reprezentant Europy Wschodniej zapewne różniłeś się temperamentem czy charakterem od przeciętnego Amerykanina. Było Ci trudno odnaleźć się za oceanem?  

Miałem 16 lat, kiedy podekscytowany wyleciałem do USA. W tamtych czasach było to raczej niecodzienne wydarzenie dla młodego chłopaka z Litwy. Znałem już język angielski, miałem okazję porozmawiać z amerykańskimi graczami, których trenował mój tata. I to chyba głównie oni pomogli mi podjąć decyzję. Wyjechałem… i przez pierwszy okres gorączkowo tęskniłem za domem. Stopniowo jednak przyzwyczajałem się, skupiłem się na nauce, studiowaniu, ostatecznie – poznałem nowych przyjaciół na całe życie.

Jaki – Twoim zdaniem – powinien być dobry trener? Masz swoje trenerskie autorytety?

Po pierwsze - dobry trener to przede wszystkim świetny motywator i psycholog. Nie jest to takie łatwe i oczywiste do osiągniecia, ale jest niezbędne w tej pracy. Po drugie - dobry trener musi umieć uczyć swoich podopiecznych, musi znaleźć z nimi taki kanał komunikacyjny, który umożliwi przeniesienie jego pomysłów na parkiet, bez niedomówień. Zawodnik musi wiedzieć i rozumieć wszystko. Na końcu -  trener musi być specjalistą w swoich fachu, wykazywać profesjonalizm w swoim podejściu do pracy, no i rozwijać się bezustannie. Taki był mój tata i to on wyznaczył mi standardy myślenia o tym zawodzie. Obok niego, duży wpływ wywarli na mnie: Russ Bergman, Zmago Sagadin, Ettore Messina. Zaraz po nich - Mike Krzyzewski oraz Gregg Popovich.

Jesteś młodym trenerem, niewielka różnica wiekowa dzieli Cię od Twoich podopiecznych, którymi sterujesz na co dzień. Czy trudno jest w związku z tym znaleźć u nich posłuch i wprowadzić dyscyplinę? Jakie stosujesz metody?

Mój młody wiek może troszkę przeszkadzał mi na początku, gdy zostałem trenerem ASK Ryga. Połowa zawodników była wówczas starsza ode mnie. Brak stworzenia profesjonalnej kariery koszykarza pozostawił mi tylko jedną drogę do zdobycia szacunku graczy – zaimponowanie im wiedzą teoretyczną. Każdego dnia musiałem udowadniać im, że potrafię wypracować trafny system ogrania rywala i umiem szybko reagować w meczach na wydarzenia na parkiecie. Chyba wystarczyło…

 Co takiego jest w koszykówce, że poświęciłeś i podporządkowałeś jej swoje życie?

Kocham wszystko, co z nią związane: to jak wygląda na parkiecie, jak brzmi, jakie wzbudza emocje. Kwintesencją tego i połączeniem wszystkich wymienionych wrażeń jest „Gryfia”! Poza tym, lubię rywalizację i współpracę z ludźmi, którzy starają się być najlepsi w tym, co robią. No i jest jeszcze coś – to cudowne uczucie przynależności do siły, jaką stanowi zespół, w którym każdy stoi za każdym i jest gotowy na zbiorowe poświęcenie.

Gdybyś miał porównać swój charakter do wybranego przez siebie modelu samochodu, na który byś postawił?

Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem. Pojęcia nie mam!

To zrobimy inaczej, o podpowiedź poproszę Twoich podopiecznych. Jako pierwszy przemówi Jarek Mokros: „Trener Kairys? To zdecydowanie Bentley – klasa, szyk i sportowe osiągi!”, następnie Mantas Cesnauskis: „Mercedes S Klasa – elegancki, ułożony, ale kiedy trzeba, potrafi przyspieszyć!”, potem Drago Pasalić: „TESLA – jakość, mądra technologia, nowoczesność, jasna przyszłość, przyszłościowa generacja!”.

Kolejne bardzo proste pytanie: Jaka jest idealna kobieta widziana oczami Donaldasa Kairysa?

(Z pełną powagą sytuacji) Idealna kobieta powinna być dowcipna, kochająca i wierna! Jest jeszcze jedna niezbędna… musi lubić koszykówkę, chociaż troszeczkę

Wymęczyłam Cię już dostatecznie, czuję to. Zatem na koniec zapytam: Jak odpoczniesz ode mnie, koszykówki i walki o ligowe punkty, gdy zakończy się sezon?

Chwycę wędkę i pójdę na ryby!

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."