NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Drago Pasalić

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Drago Pasalić

Z jego przyjazdu do Słupska ucieszyli się niemal wszyscy Kibice, bo pokazał nam solidną koszykówkę i skutecznie wypełnił lukę po Bojanie Trajkovskim. Do tego przyjaźnie uśmiechał się, nie gwiazdorzył, nie narzekał – momentalnie poczuł się członkiem nowej drużyny, a ta przyjęła go, jakby był z nią od początku sezonu. Nic dziwnego, po chwili rozmowy z Drago, na twarzy pojawia się promienny uśmiech, a szarość wokół znika… Przekonała się tym Agata Marzec – rzeczniczka ENERGI CZARNYCH Słupsk - która postanowiła przybliżyć słupskim Kibicom najnowszy transfer klubu.

Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że masz talent do koszykówki?

Zacznę od tego, że urodziłem się na jednej z wysp chorwackich – Brać – zwanej wyspą harmonii i urody, gdzie plaża jest piękniejsza niż gdziekolwiek. Zabrzmi to paradoksalnie, ale poza podziwianiem piękna natury i kąpielami w morzu, niewiele ciekawego można było tam robić. Nie ma tam ani jednego klubu sportowego czy sportowej organizacji! W związku z tym ja także nie byłem  zainteresowany sportem. Jednak mój nietypowy wzrost intrygował mojego ojca, który spytał pewnego dnia czy nie chciałbym wybrać się na trening koszykówki. W wieku 12 lat miałem już bowiem 2 metry wzrostu… Postanowiłem spróbować, wybraliśmy się wówczas do miasta Split, najbliższego miejsca, gdzie mogłem sprawdzić się w roli początkującego koszykarza. Tam bardzo szybko polubili mnie miejscowi włodarze klubu, zresztą, nie bez wzajemności. Okazało się, że w bardzo krótkim czasie dołączyłem do tych chłopaków, którzy grali na wysokim już poziomie. I tak zaczęła się moja koszykarska podróż, która trwa do dzisiaj.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z kolegami z nowej drużyny oraz z trenerem Donaldasem Kairysem? Zaiskrzyło od razu?

Hmm, to jest tak, że gdy masz za sobą grę w wielu klubach, zwiedziłeś wiele państw, poznałeś wiele modeli koszykarskich tworów, potrzeba zaledwie jednej małej chwili, by wyczuć, z jaką ekipą czy z jakimi ludźmi masz do czynienia. Ocena wytwarza się samoistnie. W ENERDZE CZARNYCH Słupsk z miejsca poczułem się dobrze. Zarówno trener, jak i poszczególni gracze, okazali mi wiele serdeczności i obiecali zrobić wszystko, bym jak najszybciej wkomponował się w zespół. Powiedzieli, że jestem im potrzebny, a takie słowa sprawiają, że od razu czujesz się częścią drużyny.

Zanim przyjechałeś do Słupska, nabierałeś doświadczenia w wielu europejskich ligach. Czy były momenty, których wspomnienie  zawsze będzie wywoływać  uśmiech na Twojej twarzy?

Mam radosną naturę, więc takich chwil z moim udziałem nie brakowało. Był taki mecz, kiedy występowałem jeszcze w Chorwacji, w którym naszym przeciwnikiem był zespół dużo słabszy od mojego. Ale – o dziwo – my zagraliśmy fatalnie! Przez całe spotkanie popełnialiśmy mnóstwo strat, gubiliśmy się w ataku, nie byliśmy w stanie zdobyć punktów – to było straszne!!! Nic dziwnego, że nasz trener wyrywał sobie włosy z głowy, wściekał się, krzyczał, a w konsekwencji musiał powędrować do szatni,  po drugim faulu technicznym, na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty. Emocje wzięły górę. Prowadzenie zespołu spadło na barki asystenta. Ten – biedaczek – nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje. Pod koniec trzeciej kwarty myślał, że to już koniec meczu, więc powędrował w stronę ławki przeciwnika i uścisnął kurtuazyjnie dłoń trenerowi tamtej drużyny. Nie wytrzymaliśmy! Wszyscy koledzy z drużyny zaczęli się ogromnie głośno śmiać, nikt z nas nie mógł uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. Nie wiem, jakim cudem, ale udało się nam wygrać ten mecz. Trener w szatni początkowo chował się czerwony ze wstydu, ale potem śmiał się z zamieszania razem z nami.

Gdybyś miał porównać swój charakter do wybranego typu bohatera filmowego, kto byłby tym szczęśliwcem?  

Jestem typem takiego dobrego poczciwego człowieka i dobrze mi z tym. Wiem, że nie zawsze taki charakter jest pożądany w sportowej rywalizacji, że może za mało we mnie boiskowej wściekłości itp., ale – charakteru się nie wybiera. Koledzy z drużyny kilkakrotnie stwierdzili, że przypominam im Janosika. Początkowo nie wiedziałem czy to dobrze czy źle, czy nie odzywać się do nich do końca sezonu czy jednak zamienić kilka słówJ . Zmusiło mnie to do szybkiego sprawdzenia, kim jest ów Janosik. Może fizycznie podobny do mnie nie jest, ale faktycznie charaktery mamy podobne. Obaj jesteśmy po prostu dobrymi ludźmi.

Jaką przeczytaną przez siebie książkę poleciłbyś innym? Z której zaczerpnąłeś jakąś cenną inspirację czy złotą myśl?

Jest autor, którego wszystkie książki są na mojej półce, oczywiście wszystkie przeczytane od deski do deski. To Paulo Coelho – pisarz pokazujący jak ważne są w życiu małe rzeczy i jak mocno powinniśmy je doceniać, cieszyć się nimi. Ostatnio jednak wielkie wrażenie zrobiła na mnie inna książka – biografia Zlatana Ibrahimovicia – fantastyczna lektura!

Co pomyślałeś, gdy pierwszy raz ujrzałeś halę „Gryfia”? To raczej daleki od nowoczesności i wygód obiekt, grałeś w lepszych…

Może i stary, niewygodny, ale ja uwielbiam takie obiekty! Tu czuje się historię, tu panuje specyficzny klimat, który już poznałem podczas meczu, witając się z miejscowymi kibicami. Jeśli chodzi o treningi – jest tu wszystko, co nam potrzebne do szczęścia, nie ma sensu narzekać. A sami kibice potrafią nagrzać ją od wewnątrz niespotykaną energią! Trudno byłoby im uzyskać podobny efekt w dużej hali. „Gryfia” jest w porządku.

Gdybyś mógł wybrać jednego koszykarza, przeciwko któremu chciałbyś zagrać, kogo byś wskazał?

Odpowiedź jest w tym wypadku bardzo prosta – Michael Jordan – człowiek jedyny taki w świecie, koszykarski niedościgniony wzór, trudny do powielenia. To koszykarz wszechczasów! Podziwiam go z pełną świadomością jego umiejętności i z szacunkiem względem jego osiągnięć.

Co, według Ciebie, decyduje o tym, że dany zawodnik robi spektakularną karierę, podczas gdy inny – nawet równie mocno utalentowany – nie potrafi zaistnieć w świecie koszykówki?

Jest kilka czynników, które o tym przesądzają. Po pierwsze – ciężka praca. To podstawa w każdym zawodzie, w tym – szczególnie. Niezależnie od tego jak wielki masz potencjał do gry, musisz po prostu zasuwać podczas treningów i poza nimi. Nigdy nie przekonasz się, na ile cię stać, jeśli nie sprawdzisz siebie na najwyższym poziomie. Po drugie – wizualizacja celów. Musisz wiedzieć, do czego dążysz w koszykówce, jakie są twoje aspiracje, na jakie poświęcenie jesteś w stanie zdobyć się. Nawet jeśli nie uda się celu osiągnąć, trzeba mieć świadomość, że zrobiło się wszystko, by być top koszykarzem.

Podobno prawdziwy koszykarz nie może istnieć bez uwielbienia ze strony kobiet – taki zawód, cóż poradzić?!;) A jakie kobiety podobają się  Dragonowi?

Piękny uśmiech i zadbane włosy – to widzę w kobiecie przy pierwszym kontakcie. Jednak wszystko to więdnie w oczach, jeśli kobieta nie ma… ciekawej osobowości!

Gdybyś przez jeden dzień mógł śledzić każdy krok innej osoby, będąc ciekawym jej działania, za kim byś podążył?

Jestem szczęśliwym i spełnionym człowiekiem, co oznacza, że nie chciałbym naśladować kogokolwiek, ani przez chwilę! Dlatego nie jestem w stanie wskazać takiej osoby. Idę swoją ścieżką…

Masz wspaniałą rodzinę, trójkę dzieci – rozumiem, że jesteś typem domatora. Ale zawód koszykarza to przecież przymusowa emigracja z rodzinnego domu, rozłąka…

Bez mojej cudownej rodziny nie zaszedłbym tak daleko. Dom noszę w sercu, z radością do niego wracam po trudach sezonu. Od zawsze marzyłem o tym, by mieć trójkę dzieci i udało się! Wtedy jednak nie zdawałem sobie sprawy z tego, co to oznaczaJ. A oznacza życie ekstremalne o podwyższonym stopniu sprawnej organizacji i cierpliwości. Mam piękną żoną Teskę, która wzorcowo opanowuje całe zamieszanie związane ze mną i z dziećmi. Sprowadziłem ponadto na świat czteroletnie bliźniaki: Kingę i Ivana oraz dwuletnią Kiarę. Jest przecudna, ale rozrabia za troje.

W jakich sytuacjach w życiu płaczesz?

Prawie nigdy!

O, to ciekawe, bo Twój kolega z drużyny – Callistus Eziukwu przyznał, że prawie zawsze…

No dobra, przyznaję. Zdarza mi się pobeczeć podczas oglądania wzruszających filmów. Ale oficjalna odpowiedź brzmi – Drago nie płacze!

Co najbardziej irytuje Cię w innych ludziach?

Lenistwo i kłamstwo – nie znoszę tych cech.

Na koniec chciałabym, byś krótko odpowiedział na pytanie: Co zadecydowało o tym, że spakowałeś swój plecach i zaprogramowałeś nogi na przystanek Słupsk?

Na chwilę obecną wiem, że wybrałem najlepszą dla siebie opcję. Poza tym, wiele dobrego słyszałem o Polakach i chciałem ich poznać. No i ten Wasz język… trudny, ale zaintrygował mnie. Czuję, że zatrzymałem się na dobrym przystanku.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."