NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Folarin Campbell

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Folarin Campbell

Chociaż trudno namówić go do zatrzymania się w szaleńczym pędzie, nam się udało! Folarin Campbell zna tylko jeden kierunek w życiu – cała naprzód! Jest niepoprawnym optymistą, bardzo pogodnym człowiekiem i wszechstronnym koszykarzem. Korzenie ma nigeryjskie, ale stosunek do świata – wybitnie amerykański. Jak zatem czuje się w Europie? Dlaczego irytował swojego brata oraz czyja śmierć wstrząsnęła nim do łez – odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w tym odcinku naszego cyklu.

Czy z perspektywy czasu jesteś w stanie potwierdzić, że koszykówka to był dobry wybór w Twoim życiu?

Nie mam najmniejszych wątpliwości! Gdy miałem 7 lat, dotknąłem pomarańczowej piłki, była to miłość od pierwszego wejrzenia. A wiesz, kto mnie do tego namówił? Mój brat, który miał dosyć tego, że go wkurzam i irytuję. Postanowił spożytkować moją nadmierną energię w sprytny sposób – zapisał mnie do koszykarskiej drużyny. Na pewno nie pomyślał wtedy, że podaruje mi profesjonalną karierę i wielką pasję.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Na pewno Ty nie pomyślałeś wtedy, że trafisz do Europy. Podoba Ci się na naszym kontynencie? Czy nasza koszykówka jest gorsza od amerykańskiej?

Uwielbiam Europę! Jest mi tu bardzo bardzo dobrze. Od ośmiu lat poznaję ją i zachwycam się każdym państwem, w którym gram. Europejska koszykówka jest faktycznie inna od amerykańskiej, choć może to dziwnie brzmieć, bo przecież to nadal ta sama dyscyplina. Różni się kilkoma zasadami gry, ale nie ideą najważniejszą – zaskakiwaniem przeciwnika i stałym uczeniem się nowych rozwiązań. Już się przystosowałem, zaakceptowałem różnicę i nie tak łatwo mnie czymkolwiek zaskoczyć.

A trenera Kairysa lubisz? Proszę, porównaj go do charakteru filmowego, który Ci najbardziej przypomina.

O nie nie, nie skuszę się na takie porównanie, bo chcę jeszcze zachować swoje minuty na parkiecie, hahahaha. Donaldas to fajny facet i dobry człowiek. Jest bardzo wyrozumiały dla swoich graczy i wyciąga z nich to, co najlepsze, w każdym z osobna. Dużo w nim entuzjazmu…

Jaka jest Twoja koncepcja koszykówki?

Preferuję grę bardzo szybką, nie boję się naprawdę zawrotnego tempa gry. Lubię taktykę bogatą w zagrania typu PickAndRoll, lubię czasem samodzielnie podejmować decyzje na parkiecie.

Wymień, proszę, trzy rzeczy, za którymi najbardziej tęsknisz, będąc w Europie, a myśląc o kraju ojczystym.

Po pierwsze – moja kochana żona i dwójka wspaniałych dzieciaków. Z trudem znoszę tak długą rozłąkę. Po drugie – chipotle, czyli suszona, podwędzana papryka chili. Jest obłędna, stanowi dla mnie niezbędny dodatek do potraw. W Ameryce jest sieć fast foodów o tej nazwie, robią tam najlepsze burrito na świecie! Po trzecie – brakuje mi wypadów ze znajomymi na imprezy czy wspólnego oglądania meczów w TV.

No dobrze, odpuściłam Ci z Donaldasem, ale nie odpuszczę Tobie. Do jakiej postaci filmowej porównałbyś siebie pod względem charakteru?

Jestem Iron Manem! Hahahaha, on tak jak dużo – dużo gada, jest zabawny i błyskotliwy. Jestem normalnym facetem: towarzyskim, otwartym, przyjacielskim, dobrze nastawionym do ludzi. Można się ze mną łatwo zaprzyjaźnić. Zawsze się uśmiecham, ciągle coś mnie bawi, a i ja uwielbiam rozbawiać innych. Jestem Iron Manem, ale i chodzącym uśmiechem!

To pójdę za ciosem! Jakie jest Twoje najzabawniejsze wspomnienie z koszykarskiej kariery?

To było na Łotwie, gdzie zdarzyło mi się dwa razy uczestniczyć w walkach… łosi. Powiem krótko – siedziałem osłupiały i byłem w szoku. To naprawdę dziwne wspomnienie, hahahahha.

Powiedz, proszę, jakich ludzi podziwiasz w dzisiejszym świecie i za co?

Jest wiele takich osób, od których staram się jak najwięcej nauczyć. Jednak bezwzględnym autorytetem był  dla mnie mój tata. Bardzo za nim tęsknię i myślę o nim każdego dnia. Zdarza misię uronić łzy.  Imponował mi tym jak starał się doskonalić w każdej dziedzinie swojego życia: w byciu ojcem, mężem, przyjacielem itp. Kochała go cała nasza rodzina, wszyscy patrzyli na niego jak na kogoś wyjątkowego. W ogóle moja rodzina jest dla mnie najważniejszą wartością. Tato – kocham Cię i tęsknię!

Na szczęście teraz masz blisko siebie całą gromadkę wesołych chłopaków. Jak postrzegasz każdą z Czarnych Panter?

Oj tak, na szczęście mam ich. czarni_slupsk? Do tej pory myślałem, że nie ma nikogo, kto by gadał więcej ode mnie, myliłem się! Hahahahaha! Boro – z pozoru cichy, nie – prawie zawsze cichy, ale zdarza się mu powiedzieć coś naprawdę śmiesznego. Zabawny i wyluzowany jest Mantas, lubię mieć go obok siebie. Harper – również cichutki, skupiony, ale dobrze spędza się z nim czas. Jackson – z nim z pewnością nie da się nudzić, ciągle coś wymyśla. Mbodj jest bardzo troskliwy i odpowiedzialny. Zawsze spieszy z pomocą tam, gdzie jest ona potrzebna. Mokros to taki europejski Kevin Love (kto nie wie, jak on wygląda i kim jest, koniecznie musi sprawdzićJ), hahaha, ciężko pracuje, ale nigdy nie traci dobrego humoru. Uwielbiam grać  z nim w meczu. Seweryn to super gość, przechadza się, obserwuje, ale jak już się odezwie, padam ze śmiechu.

To teraz – krótka piłka: Co Cię w życiu cieszy?

Życie, po prostu. Cudownie jest żyć. Prawdziwym błogosławieństwem jest dla mnie każdy poranek.

A co Cię złości?

Szczerze? Kiedy muszę wstać na poranny trening, hahaha! Poza tym jednym drobnym aspektem, rzadko złoszczę się, bo uważam, że to strata czasu i energii.

To teraz pytanie, które może wyprowadzić Cię trochę z równowagi.

Dawaj!

Ty, czarni_slupsk i Demonte – to wybuchowa mieszanka na parkiecie, jesteście jak kawa z mlekiem i cukrem. Teoretycznie, te trzy składniki powinny tworzyć wykwintny smak, ale często wielu ma od takiego połączenia zgagę. Jak to jest z Wami? Dajecie się zamieszać łyżeczką? Bo niektórzy kibice w Słupsku twierdzą, że w tej kawie jest o jeden składnik za dużo.

Te trzy składniki dogadują się bardzo dobrze i mieszają się idealnie. Mamy podobne charaktery, osobowości i spojrzenia na koszykówkę, stąd też tworzymy bardzo smaczną kawę. Dopóki realizujemy wspólny cel – wygrywanie – kibice powinni ze smakiem nas pić.

Na koniec – ja rzucam, ty odbijasz:

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Słupska, pomyślałem, … że jest cholernie zimno. Po czym okazało się, że może być jeszcze gorzej! Hahahaha

Polacy są… niezwykle przyjacielscy, mili i otwarcie okazują swoje przywiązanie do zespołu.

Hala „Gryfia” jest… jest teraz moim domem. Uwielbiam to miejsce.

Nienawidzę… długich, dziesięciogodzinnych podróży w celu rozegrania meczu. Ale to w końcu nasza praca.

Marzę o tym, by… restauracja „Pinokio” była otwarta każdego dnia, hahahaha.

Autor: Agata Marzec

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."