NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Mantas Cesnauskis

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Mantas Cesnauskis

Panie i Panowie – sylwetki tej postaci przedstawiać nie trzeba! Mantas Cesnauskis w rozmowie z Agatą Marzec:

Na wielu  forach internetowych znajduję wpisy wyrażające zdziwienie, że tak wielu obecnych i byłych zawodników w Słupsku znalazło miłość życia, założyło rodzinę i dom, a po koszykarskich eskapadach do innych klubów, z radością i sentymentem powraca do tego miasta. Nie inaczej jest w Twoim przypadku. Na czym polega magia Słupska i tego klubu?

Po sezonach spędzonych w Belgii, Rosji czy na Cyprze, przyjechałem do Słupska i w końcu poczułem się jak w domu. Ludzie w Słupsku byli tacy sami jak na Litwie i od razu polubiłem to miejsce, przez wiele lat grałem w tym klubie i zżyłem się z kibicami, klubem, ludźmi z koszykarskiego środowiska. Na dodatek poznałem tu swoją żonę, dlatego - kiedy myślę o tym mieście - przychodzą mi do głowy same pozytywy.

Cofnijmy się w przeszłość – jak wyglądało Twoje dzieciństwo na Litwie? Jakim byłeś dzieckiem/uczniem, jak spędzałeś czas?

Pochodzę z biednej rodziny i kiedy byłem mały, moim marzeniem było kupić sobie w sklepie spożywczym wszystko, na co będę miał ochotę... Byłem chyba normalnym, jak na ten młody wiek, niezbyt grzecznym chłopakiem. Spędzałem większość czasu, grając w piłkę i w kosza, a do domu wracałem tylko na jedzenie. Nauka nigdy nie sprawiała mi trudności i uczyłem się nawet dobrze, ale nauczycielki narzekały na moje lenistwo, wciąż powtarzały, że gdybym przyłożył się choć trochę do książek, mógłbym osiągnąć dużo więcej w nauce.

Sam mówisz, że przez te wszystkie lata zmieniłeś się diametralnie. Ja – z perspektywy pracownika klubu – który śledził Twój pobyt w Słupsku od początku – przypominam sobie, że w pierwszym sezonie byłeś nieco bardziej niepokorny niż dziś, lubiłeś ponarzekać, podważyć sens różnych działań. Z czasem współpraca z Tobą stała się niezwykle przyjemna i łatwa. Nie unikałeś wywiadów, akcji charytatywnych itp. To zmiana widziana moimi oczami. A jak Ty podsumowałbyś swoją metamorfozę od czasu przyjazdu do Polski do teraz?

To wszystko, co mówisz mogło wynikać z tego, że byłem jeszcze niedojrzałym facetem i widziałem świat zupełnie innymi oczami. Czasami szukałem problemów tam, gdzie ich nie było. Póki nie miałem narzeczonej, prowadziłem rozrywkowy tryb życia i tak naprawdę wiele zmieniło się od tego momentu. Ja się zmieniłem.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Punktem zwrotnym w Twoim życiu było pojawienie się Kingi… Pamiętasz Waszą pierwszą randkę? Co miała w sobie Kinga, czego nie miały inne kobiety?

Moim zdaniem niewiele dziewczyn potrafi dać ciepło mężczyźnie i zawsze mówiłem, że kobieta musi mieć w sobie to ciepło, to przysłowiowe „coś”, co przyciąga faceta, Kinga właśnie to miała! Nie ukrywam, że bardzo mi się podobała z wyglądu i już na meczach zwróciła moją uwagę. Mimo jej młodego wieku, mogłem pogadać z nią na wiele tematów, była bardzo lubiana i sympatyczna, a Nasza pierwsza prawdziwa randka z kwiatami i kolacją odbyła w walentynki w Ustce.

To Kindze udało się udomowić Mantasa i pokazać mu nowy system wartości, w którym rodzina jest na pierwszym miejscu. Kinga ruszyła wraz z Tobą w koszykarską podróż. Jaką jesteście rodziną? Jakim jesteś mężem i ojcem?

Od momentu, kiedy staliśmy się parą, dużo rzeczy się zmieniło i rodzina stała się najważniejsza. Nie wyobrażam sobie życia bez moich dwóch kobiet. Oczywiście, że są czasami gorsze momenty, ale naprawdę dobrze się dogadujemy, staramy się wspierać i po prostu być razem. Kiedy grałem w innym mieście było to dla nas, a przede wszystkim dla córki, bardzo ciężkie do przeżycia. Chcę być dla niej przykładem dobrego człowieka i widzę, że ona jest za mną – niezależnie od okoliczności. I to jest dla mnie bardzo ważne.

Przyjaźnisz się z wieloma koszykarzami z polskiej ligi – z którymi najbardziej?  

Ogólnie mamy z żoną dobre relacje naprawdę z wieloma koszykarzami z TBL i ich rodzinami, ale najczęściej utrzymujemy kontakt ze Zbyszkiem Białkiem, Marcinem Sroką, Aaronem Celem i Marcinem Dutkiewiczem. Ze wszystkimi chłopakami odnalazłem wspólny język, nasze żony/dziewczyny bardzo się polubiły i często spotykają się całe nasze rodziny, nie tylko w wakacje. Utrzymujemy ze sobą stały kontakt, mimo że wielokrotnie zmienialiśmy miasta i kluby.

Czego nauczyłeś się od każdego z trenerów w polskiej lidze? Który wywarł na Twój rozwój największy wpływ? A pod czyimi skrzydłami chciałbyś jeszcze popracować?

Przez te wszystkie lata w Polsce miałem wielu trenerów, ale wymienię trzech, którzy wywarli na mnie największy wpływ: pierwszy to Igor Griszczuk, który był bardzo twardym i wymagającym trenerem , ale którego niezwykle cenię i wiem, że on też lubił mój charakter i moją zawziętość. Drugim trenerem, który zawsze zostanie mi w pamięci, jest Dainius Adomaitis, to z nim wiążą się moje najlepsze wspomnienia, kiedy to zdobyliśmy trzecie miejsce i upragniony brązowy medal. Z Dainiusem mogłem pogadać jak z kolegą o wielu rzeczach, czasami pytał mnie o zdanie odnośnie taktyki albo po prostu gadaliśmy o codziennych sprawach. Trzecim trenerem był Mihailo Uvalin, z którym przeszedłem piekło treningów, jeszcze nigdy w życiu tak ciężko nie trenowałem, ale dało nam to dwa medale, z których jestem dumny. Fajnie by było jeszcze kiedyś zagrać u Igora albo Dainiusa.

Ponieważ tytuł cyklu brzmi NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY, powiedz, proszę, jakie cechy charakteru przekazała Ci w genach mama,  a jakie przekazał ojciec?

Kiedy pochodzi się z biednej rodziny, to ma to duży wpływ na wychowanie i podejście do życia. Dużo nauczyłem się po prostu na ulicy, wiedziałem, że nic za darmo nie dostanę, dodatkowo zacząłem grać w koszykówkę, w którą na Litwie gra dużo osób i wiedziałem, że konkurencja jest bezwzględna. Nigdy nie byłem ani wysoki ani mocny fizycznie, więc wszystko musiałem udowodnić charakterem i zawziętością. Mama przekazała mi duży spokój życiowy, a tata - talent do sportu.

Mówi się, że od zawsze wolałeś dla siebie rolę zmiennika, który wchodzi na parkiet z ławki. Potem nazywano Cię najlepszym z polskich zmienników w lidze. Dlaczego preferujesz taką  pozycję wyjściową? Czy to też ma związek z Twoim charakterem?

Zawsze mówiłem, że moja pozycja jest bardzo nietypowa, bo nie jestem ani rozgrywającym ani rzucającym obrońcą, moja pozycja jest taka pomiędzy i dlatego takiemu graczowi jak ja jest lepiej zacząć od gry z ławki i zmieniać albo jedynkę albo dwójkę - w zależności od potrzeby. Nie miałem potrzeby wychodzenia w pierwszej piątce i zawsze mam w głowie słowa wielu trenerów: nieważne kto zaczyna, ważne kto gra najważniejsze akcje i końcowe minuty.

A teraz zamknij oczy i powiedz, co robi i gdzie znajduje się Mantas, który jest naprawdę szczęśliwy…

W kosmosie,  ze swoją żoną, która jest bez koszulki... żart!!!! Tak naprawdę wiele mi nie potrzeba,  jestem teraz w domu, ze swoimi dziewczynami, gram w Słupsku, więc kiedy zamykam oczy widzę to samo – to jest moje prawdziwe szczęście.

Które słowa krytyki ze strony kibiców, a takich nie brakowało w Twojej karierze, zabolały Cię najbardziej?

Ciężko mi teraz  przypomnieć sobie te wszystkie słowa, bo było ich wiele, ale chyba te najbardziej dotkliwe były takie, że sprzedałem mecz wtedy, kiedy miałem gorszy dzień i zagrałem źle. Albo te, że specjalnie gram źle, bo mam nagraną inną drużynę. Kiedy starasz się z całych sił i oddajesz serce swojej drużynie, takie słowa są naprawdę bolesne.

Interesujesz się polityką, krajową lub zagraniczną? Śledzisz najnowsze doniesienia w wiadomościach? W jakim kierunku, Twoim zdaniem, zmierza świat?

Nigdy nie interesowałem się polityką, ale trudno jest nie słyszeć o tym wszystkim, co się teraz dzieje. Czasami oglądam wiadomości i oczywiście uważam, że jest bardzo źle dookoła nas. Gdybym mógł, zmieniłbym dużo rzeczy, niestety - takiej mocy nie mam, a jedyne, co mogę zrobić, to współczuć tym ludziom, którzy żyją w gorących zakątkach politycznych rozgrywek.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."