NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Marek Zywert

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Marek Zywert

Marek i Kamil to bracia, którzy do niedawna nierozłącznie występowali na  parkietach. Mają za sobą blisko 14 lat wspólnej przygody z koszykówką. Byli skazani na sport – ojciec, w trakcie porodu, przebywał na turnieju siatkarskim, z kolei mama w chwilę po porodzie musiała wrócić na kort tenisowy. Bracia wychowywali się głównie w sali gimnastycznej. Choć próbowali wielu dyscyplin (m.in. siatkówki, piłki nożne, tenisa), postawili na basket! Wkrótce potem krajanie usłyszeli o dwóch takich z Sierakowa, jeden z nich – Marek – postanowił odłączyć się od brata-bliźniaka i przyjechać do Słupska. Jak wyglądały pierwsze tygodnie jego pobytu w naszym mieście? O swoich obawach, radościach i oczekiwaniach opowiedział rzeczniczce ENERGI CZARNYCH Słupsk – Agacie Marzec.

W jakim momencie Twojego, a w zasadzie Waszego, życia pojawiła się koszykówka?  Byliście z bratem zgodni co do wyboru dyscypliny?

Próbowałem piłki nożnej w „Amice Wronki”, pływania i jazdy konnej, gdy w Sierakowie powstała sekcja koszykówki pod wodzą Jarka Czekały. To jeszcze chyba nawet nie był późniejszy UKS „Kormoran”, który ukształtował się razem z naszą drużyną. Oczywiście ojciec  natychmiast zaprowadził nas na pierwszy „trening” (zabawę z piłką) i tak zostało. Mieliśmy z bratem zaledwie po sześć lat. Spodobało się nam, zostaliśmy i wspólnymi siłami dopracowaliśmy się po latach mistrzostwa Polski.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Podobno Twoje pierwsze dni w Słupsku nie należały do łatwych, dlaczego?

Bez przesady. Aż tak źle nie było. Nawigacja doprowadziła mnie w miejsca, w które chciałem dotrzeć, a parę dni spędzonych w akademiku, jakoś mnie nie zabiło ;)

Jak oceniłbyś pierwsze wrażenie, jakie wywarł na Tobie trener Donaldas Kairys? Jak przebiegła Wasza pierwsza rozmowa? Co obiecał Ci trener, a co Ty obiecałeś trenerowi?

Nie wydaje mi się, żebym był powołany do oceniania trenera. Wrażenie było dobre, a co do obietnic, to wierzę raczej w czyny, a nie słowa, więc nie lubię ich składać, ani otrzymywać ich od innych.

Co młody chłopak – taki jak Ty – musi dla koszykówki poświęcić?

Nie mówiłbym o poświęceniu. Po prostu - od szóstego roku życia koszykówka to mój świat, a  gdzieś od dziesiątego - prawie całe życie. Poświęcić? Brak tych paru ferii, kilka lat prawie bez wakacji, jakieś imprezy w gronie rówieśników – to chyba nie jest jakaś straszna strata. Może ominęło mnie dorastanie w domu rodzinnym po skrzydłami rodziców, ale - kto wie czy nie wyszło to na dobre mojemu charakterowi. Dojrzewanie okazało się szybsze.

Jak opisałbyś swój profil koszykarski, gdybyś miał stworzyć notkę o sobie na oficjalnej stronie zespołu?

Na pewno moim mocnym punktem jest motoryka i tak zwana pamięć motoryczna. Po roku gry pod skrzydłami Saso Filipowskiego,  chyba też obrona. Z kolei  muszę jeszcze popracować nad fizycznością, cały czas doskonalić technikę rzutu. Zresztą – wierzę, że wszystko da się poprawić. W zakładce „Mój największy sukces”… hm, w sumie wybierałbym pomiędzy Mistrzostwami Europy U16 a turniejem Turk Telekom, w którym - jako kadra Polski -ulegliśmy tylko rok starszym Egipcjanom, zdobywając srebrny medal. To był rok 2012. Chyba najlepiej wspominam mecz z ME z Litwą (z młodym Sabonisem w składzie), który wygraliśmy i dołożenie do tego zwycięstwa swojej cegiełki.

Widziałeś już pierwszy mecz w Gryfii, poznałeś słupskich kibiców – jakie są Twoje wrażenia? Czy atmosfera znacznie różni się od tej, którą pamiętasz z hali w Zielonej?

Wrażenia co do słupskich kibiców są bardzo dobre. Pozytywne: „dawaj młody”- słyszane na Turnieju o Puchar Prezydenta świadczy o dobrym nastawieniu kibiców do mojej osoby. W porównaniu z halą w Zielonej Górze ta jest mniejsza, w związku z tym doping wydaje się głośniejszy i dużo bardziej żywiołowy. Nie widać kibiców „oglądających przedstawienie”. Ma się wrażenie, że wszyscy żyją meczem. To bardzo budujące i pozytywne.

Gdy młody zawodnik przechodzi do składu seniorskiego i podpisuje kontrakt z poważnym klubem, najbardziej boi się…

Chyba jednak braku akceptacji przez starszych kolegów. Na szczęście nigdy tego nie doświadczyłem, ani w Zielonej Górze, ani tutaj. Zresztą - to przecież nie jest tak, że się nie znaliśmy wcześniej. Z Mantasem poznałem się w Zielonej, z Kacprem byliśmy chwilę razem w Cetniewie, Jarek i Tomek to dawna Polonia 2011. Krótko mówiąc - sami swoi ;)

Czy starsi koledzy w naszej drużynie pomagają Ci w rozwoju czy raczej zakładają, że to nie ich rola i musisz radzić sobie sam?  

Oczywiście, że pomagają. Od początku nie było z tym problemów. W samej aklimatyzacji chyba najbardziej pomógł mi Jarek, robiąc trochę za przewodnika i opiekuna, ale to nie znaczy, że inni nie dokładają swojej cegiełki, nie tylko w sprawach  koszykarskich. Pomagają również na innych płaszczyznach.

Przeżyłeś już  w swojej karierze poważną kontuzję, po której wróciłeś do gry dopiero w grudniu 2014. W takiej sytuacji koszykarz musi tworzyć w głowie na siebie plan B… Jaki był Twój?  

Oczywiście w pierwszym momencie wali się cały świat. Drugi moment to zacięcie się w postanowieniu, że musi się udać, następnie - ciężka praca nad powrotem do formy. Zerwanie więzadeł, operacja, prawie rok pracy, ubytek chrząstki, druga operacja, kolejny rok…to może załamać. Dość szybko uświadomiłem sobie konieczność posiadania planu B, ale nie wyobrażałem go sobie poza koszykówką. Mój plan ”B” kręci się wokół tematów: trener motoryczny, fizjoterapeuta, trener personalny. Nawet teraz  (kiedy tylko czas pozwala) uczęszczam na zajęcia  szkoły masażu i fizjoterapii. Wcześniej byłem też z  Colem Hairstronem na kilku warsztatach, poświęconych treningowi motorycznemu. To jest coś, co mógłbym z zaangażowaniem robić.

Czy Ty i Twój brat to rodzeństwo z serii „my oba to jedna wątroba”?  

Na szczęście (chyba) jesteśmy dwujajowi. Mało podobni zewnętrznie (niektórzy twierdzą, że to nieprawda i do tej pory nas nie rozróżniają), ale dość odmienni, jeśli chodzi o charakter. Oczywiście, zawsze byliśmy razem i przyszedł moment, w którym już chyba mieliśmy siebie trochę dosyć (oczywiście poza boiskiem, bo na nim nadal rozumiemy się bez słów), co nie oznacza, że się totalnie kłóciliśmy. To raczej chęć rozpoczęcia własnego dorosłego życia bez brata skłoniła nas do rozstania. Chyba nam to dobrze zrobiło, bo teraz możemy dla kontrastu za sobą potęsknić. Już nie mamy powodów do sporów o to, kto wyniesie śmieci i kto zrobił bałagan w łazience.

Czy Słupsk może być fajnym miejscem do życia dla młodego człowieka? W Zielonej Górze  z pewnością nie brakowało Ci atrakcji…

Oczywiście, że może. Wbrew pozorom w Zielonej Górze nie ma aż tylu atrakcji. Tutaj cenię bliskość morza, które bardzo lubię, ciekawe miejsca w okolicy. Zresztą – wszystko, co nowe, zawsze wydaje się atrakcyjniejsze. Zobaczymy, co powiem po roku czy dwóch W zasadzie co tydzień robię sobie jakieś wycieczki, zwiedzam, poznaję. Na razie Słupsk bardzo mi się podoba.

Wiem, że ważną wartością dla Ciebie jest pomaganie innym. Robiłeś to w wakacje – czy możesz przybliżyć nam szczegóły?

Z konieczności musiałem spędzić sporo czasu w rodzinnej miejscowości, a więc trafiło się parę okazji do pomocy: pomagałem Jarkowi Czekale w prowadzeniu treningów z młodymi adeptami koszykówki w „Kormoranie” Sieraków, ojcu - w remoncie pokoju siostry. Pomagałem też mojej dawnej szkole, którą wspierałem w pracach „literaturoznawczych”, wynosząc tysiące tomów z remontowanej biblioteki. Nie lubię braku aktywności i leżenia na plaży. Jeśli jest okazja – działam.

Serce Marka Zywerta jest podobno już zajęte! Co wspólnego ma Twoja wybranka z koszykówką?

Jasne, chcielibyście usłyszeć jakieś pikantne podobieństwa. Nic z tego. Bardzo cenię sobie prywatność związku i …niech tak zostanie. Zdradzę tylko, że Sabinę poznałem w Zielonej Górze. Nic więcej  nie powiem!

Co – Twoim zdaniem – musisz zrobić, żeby przebić się do grona najlepszych zawodników w kraju? Masz „mentalność zwycięzcy” czy dopiero hartujesz ducha?

Na pewno grać J .  A jeśli chodzi o charakter, to tutaj najlepiej będzie chyba przywołanie opinii trenera Miłoszewskiego, z którym pracowałem tyle lat, że chyba zna mnie najlepiej koszykarsko. Trener twierdzi, że jeśli mam odpowiednią motywację, jestem w stanie zrobić na boisku wszystko (na przykład rzucić 15 punktów w 4 minuty z hakiem i doprowadzić drużynę w czwartej kwarcie do zwycięstwa). Gorzej, jeśli tej motywacji nie ma, stąd moja praca nad sobą idzie także w kierunku jej utrzymywania na wysokim poziomie.

Najmądrzejsze przesłanie, jakie usłyszałeś w życiu…

Może nie najmądrzejsze, ale w mojej sierakowskiej szkole wisi taki cytat z Maksymiliana Siły-Nowickiego: „Kto silnie chce, jeśli nawet nie wszystko, to na pewno wiele może”- czasem w życiu przypominają mi się te słowa.

Ulubiony film to…

Zdecydowanie „Intouchables” - to historia niepełnosprawnego milionera, zatrudniającego do opieki młodego chłopaka z przedmieścia. To był obraz, który bardzo mnie poruszył i stanowił inspirację do kilku ogólnych refleksji.

Koszykarz, którego podziwiasz…

Vince Carter i Derrick Rose – mają wspaniałą osobowość, warto ich obserwować, gdyż można naprawdę wiele się nauczyć.

Jakim byłeś uczniem w szkole?  

Mało obecnym ;) Żeby nie denerwować kolejnych nauczycieli swoją osobą, dość szybko przeszedłem na indywidualny tok nauki. Sieraków, Warszawa, Cetniewo i Zielona Góra  - jakoś wspólnymi siłami dały radę doprowadzić mnie do końca liceum ;) Dość rzadko miałem okazję osobiście odbierać świadectwa, ale podobno nie były zastraszające jakościowo.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."