NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Michał Nowakowski

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY: Michał Nowakowski

Michał Nowakowski – zadomowił się w Słupsku na dobre, stając się rasową Czarną Panterą. Jednak wielu kibiców uważa, że nie uwieńczył jeszcze swojej koszykarskiej misji w naszym mieście oczekiwanym sukcesem. On sam powtarza, że czuje się w słupskim klubie bardzo dobrze, przechodzi teraz przełomowy etap życia i najlepsze dopiero przed nim. Czym aktualnie żyje Misiek? Jak zmieniły go przebyte kontuzje? Za co najbardziej kocha Mariolkę? Na te i inne pytania odpowiedział w rozmowie z Agatą Marzec – rzeczniczką prasową ENERGI CZARNYCH Słupsk.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że masz talent do koszykówki i właśnie ten sport stanowić będzie dla Ciebie centrum życia?

Swoje pierwsze kroki stawiałem w Klubie UKS Pułaski Warszawa, pod okiem trenera Andrzeja Nowaka. I to on odkrył, że coś we mnie jest… Przyjął mnie do drużyny - bez żadnych testów - ze względu na wzrost (190cm). Dość szybko łapałem koszykówkę, mimo że, przechodząc do gimnazjum, umiałem wykonać tylko lewy i prawy dwutakt. W klasie pierwszej gimnazjum zostałem powołany do kadry Mazowsza, a w następnej zacząłem trenować z rocznikiem starszym i dostałem powołanie do kadry Polski. Wtedy uświadomiłem sobie, że coś w sobie chyba mam i koszykówka będzie dobrym wyborem.

Jesteś w Słupsku już trzeci sezon. Co obiecywałeś sobie po pobycie w tym mieście i czy udało się zrealizować te plany?

Tak, rzeczywiście, to mój trzeci sezon w ENERDZE CZARNYCH Słupsk, ale moje wymagania są takie same jak w sezonach poprzednich. Również cel pozostaje ten sam - osiągnąć z zespołem sukces, jakim jest jedno z trzech miejsc na podium. Na razie nie udało mi się to, ale - mówi się - do trzech razy sztuka...

Największą przeszkodą w każdej sportowej karierze jest kontuzja. Ty również poznałeś jej smak. Zwykle kibice obserwują powrót już zdrowego gracza do gry i intensywnych treningów. Czy mógłbyś przybliżyć, jak kontuzja zmienia psychikę zmagającego się z nią zawodnika? O czym wówczas myśli?  

Kontuzja jest chyba najgorszą sprawą, jaka może przytrafić się zawodnikowi. Ja sam straciłem sporo miesięcy gry przez kontuzje. Sam wiele razy zastanawiałem się, dlaczego mi się to przytrafiło, co takiego robiłem, że doprowadziłem do takiej sytuacji i czy ciało nie dawało mi wcześniej znaków świadczących o tym, że jest przemęczone. W trakcie kontuzji ważne jest, aby się nie załamywać. Po kontuzji każdy grać wraca silniejszy psychicznie. Sam osobiście nie byłem w stanie wytrzymać myśli, że czeka mnie jeszcze tak długi okres rehabilitacyjny. Aby powrócić do gry w koszykówkę,  należy przejść kilka etapów powrotu na boisko: rehabilitacja, przygotowanie ciała do treningów, trening, przygotowanie ciała do meczu i sam mecz. W moim przypadku bardzo duży wpływ na powrót do gry miał Grzegorz Klin (słupski trener od przygotowania kondycyjnego). Rehabilitacja i treningi były tak ciężkie, że marzyłem aby jak najszybciej wrócić na parkiet:). W swojej karierze sportowej miałem  kilka poważnych kontuzji: kontuzję kostki, która wykluczyła mnie na 2 lata z gry, następnie złamane żebra oraz przeciążone dwa kolana.

Wiele osób sugeruje, że od kiedy w Twoim życiu pojawiła się rodzina – żona i syn Milan – koszykówka przestała być dla Ciebie tak ważna jak wcześniej. Czy to prawda?

Nie jest to prawdą. Rodzina, którą stworzyłem z Mariolą, daje mi bardzo dużo pozytywnej energii i inspiracji do gry.

Ostatnio w drużynie zachodzi wiele zmian na stanowisku trenera. Jaki ma to wpływ na Waszą grę? Jaki na Ciebie?

Zmiany, które zachodziły na stanowisku trenerskim, były konieczne. Jeśli chcemy myśleć o osiągnięciu sukcesu w tym sezonie, nie należy się bać ich wprowadzania. Każda zmiana - w dużym lub mały stopniu - odbija się na formie zawodników. Jednym podpasuje system gry danego trenera, a innym nie. O trenerze Dejanie Mijatoviciu nie chcę mówić.  Moje relacje z duetem trenerskim Lisztwan i Frank są bardzo dobre. Znamy się już dłuższy czas. Trenerzy wiedzą, co potrafię, ja wiem, czego oni wymagają ode mnie. Dogadywaliśmy się bez problemu. Relacje z  trenerem Donaldasem Kairysem są bardzo dobre. Muszę do końca zrozumieć i przyswoić sobie jego system grania, a będzie wszystko ok. Dajmy sobie czas.

Spędzasz wiele godzin ze swoimi kolegami z drużyny, dzień po dniu. Czy można ich jeszcze lubić?

Oczywiście, że można ich lubić. Mimo że na treningach czasem leje się krew i trzeszczą kości, to poza parkietem wszyscy są zabawni, śmieszni i trzymają się razem. Wszystkich lubię, bez wyjątku. Ze Śnieżką i Mokrym znamy się najdłużej, ponieważ graliśmy razem w Warszawie.  Gruchę również znam długo, z tą różnicą, że Grucha grał w innej drużynie. Z Sewerynem i Kylem mamy wspólny temat - dzieci;). Bardzo lubię Darka, Bora, Beana, Wojtka, JB. Lubiłem też Bojana, gdy jeszcze tutaj był.

Czy, Twoim zdaniem, krajowa koszykówka rozwija się w prawidłowym kierunku? Co byś zmienił, wykorzystując wiedzę, jaką posiadasz z perspektywy gracza?

Myślę, że raczej prawidłowo, gdyż świadczy o tym wynik, jaki został osiągnięty przez polską reprezentację. Widziałbym jednak więcej polskich zespołów w europejskich pucharach. To dałoby im cenne doświadczenie i podniosło poziom ligi krajowej.

Podobno jestem kibicem drużyn piłkarskich, czy to prawda? Komu kibicujesz w rozgrywkach? Obstawiałeś kiedyś mecze w zakładach bukmacherskich?

Tak było dawniej. Byłem wielkim fanem piłki nożnej zanim jeszcze zacząłem grać w kosza. W podstawówce byłem zawodnikiem klubu RKS Sarmata Warszawa i występowałem na pozycji obrońcy. Jednak nigdy nie obstawiałem meczów w u bukmacherów.

Słyszałam też, że kompletnie straciłeś głowę dla swojej żony – Marioli! Czy możesz nam zdradzić, jaka ona jest i czym Cię ujęła?

To prawda, że straciłem dla niej głowę. Mariola jest bardzo poukładana, jest perfekcjonistką, oddaje się całkowicie wszystkiemu, co robi! Ujęła mnie tym, że jest piękna (zakochałem się w jej oczach)  i ma wspaniałą osobowość.  Jest czuła, troskliwa, cudowna. Krótko mówiąc - jest najpiękniejszą Kobietą na ziemi. Nigdy bym nie przypuszczał, że zgodzi się zostać moją żoną. Spotkał mnie wielki zaszczyt. W ostatnim czasie urosła jeszcze bardziej w moich oczach, ponieważ dała mi wspaniałego synka!!!

Jakim ojcem jest Michał Nowakowski?

Odp.: Szkoda, że na to pytanie nie może odpowiedzieć Milanek. Myślę, że jestem aktywnym tatą. Chcę uczestniczyć w wychowaniu i życiu syna, aby być w jego wspomnieniach z dzieciństwa jednym z głównych bohaterów, a nie tylko postacią, która pojawiała się w tle. Uwielbiam czas spędzony z synkiem. Wspólne zabawy czy spacery dają mi wiele radości. W związku z napiętym grafikiem treningów i meczów nie mam dla syna tyle czasu, ile chciałbym mu poświęcić, ale gdy już go znajdę - to poświęcam się w 100%.

W jakim mieście znajduje się Twój dom i jak się tam czujesz?

Odp.: Urodziłem się w Warszawie, więc to miejsce jest najbliższe memu sercu. Choć dzisiaj mógłbym mieszkać gdziekolwiek. Ważne, aby była ze mną moja rodzina.

Jakie sytuacje wywołują w Twoim życiu największy stres i jak sobie z nim radzisz?

Odp.: Nie znoszę sytuacji, w których nie mam kontroli nad tym, co dzieje się wokół mnie. Dlatego dążę do osiągnięcia stanu, w którym czuję, że wszystko jest podopinane i przebiega tak jak ja bym tego chciał, a nie odwrotnie.

Gdybyś dostał potężny zastrzyk gotówki, jaki samochód sprezentowałbyś swojemu garażowi?

Odp.: Jest tyle samochodów, które bym sobie kupił, że nie wiem, co konkretnie napisać. Myślę, że wybrałbym porządny samochód rodzinny - z wiadomych przyczyn:)

Jakie są Twoje przedmeczowe rytuały?

Odp.: Moim przedmeczowym rytuałem jest słuchanie muzyki i żucie gumy.

Ponieważ tytuł cyklu brzmi: NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY, jakimi kolorami opisałbyś swoją osobowość?

Odp.: Myślę, że kolorem, który najlepiej oddawałby mój charakter jest niebieski, ponieważ  odzwierciedla on takie cechy charakteru jak: wytrwałość, lojalność, twórczość oraz duża wyobraźnia…

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."