PRZED MECZEM: Mateusz Kostrzewski

PRZED MECZEM: Mateusz Kostrzewski

– Z Anwilem gra się trudno, ale jeszcze nie przegraliśmy z nimi w tym sezonie przed własną publicznością. Mam nadzieję, że to się nie zmieni – mówi przed spotkaniem z Anwilem Mateusz Kostrzewski, skrzydłowy Energi Czarnych.

Mateusz Bilski: Już we wtorek spotkanie z Anwilem, ale jeszcze nie wszyscy doszli do siebie po ostatniej wygranej aż 90:53 z Asseco Prokomem. Braliśmy w ogóle pod uwagę, że ten mecz mógł się w taki sposób potoczyć?

Mateusz Kostrzewski: Spodziewaliśmy się czegoś zupełnie odwrotnego: że będzie bardzo ciężko, że Asseco Prokom nie odpuści ani przez chwilę i wynik meczu rozstrzygnie się w samej, emocjonującej końcówce. Dlatego też naszym głównym celem było to, aby narzucić rywalom swój styl gry, w szczególności naszą agresywną obronę. Bardzo chcieliśmy wypracować sobie jak najszybciej kilka punktów przewagi, by łatwiej nam się grało i abyśmy nie musieli znów gonić przeciwników.

Czy przed spotkaniem trener zwracał Wam w ogóle uwagę na różnicę małych punktów, czy może odrobienie 27 pkt. z poprzednich meczów wydawało się zbyt odległe?

- Od początku wiedzieliśmy, że mamy minus 27 punktów. Nic nie było stracone, choć my chcieliśmy po prostu te spotkanie wygrać, nie myśleliśmy o tym. Wszystko zależało od tego, jak potoczy się mecz, a że wszystko poszło po naszej myśli, to mogliśmy – skutecznie – zaatakować ten wynik.

Z Anwilem Enerdze Czarnym nigdy nie grało się łatwo, podobnie jak w ostatnich sezonach Treflowi trudno gra się z naszym zespołem. Myślisz, że takie „reguły” mają prawo bytu?

- Możliwe, że coś w tym jest, aczkolwiek z Anwilem jeszcze w tym sezonie nie przegraliśmy przed własną publicznością. Już dwa razy wygraliśmy z włocławianami na swoim parkiecie – raz w lidze, raz w pucharze Polski, a ostatnio byliśmy o włos od pokonania ich w Hali Mistrzów. Dlatego też mocno wierzę w to, że po jutrzejszym meczu to my będziemy mogli dopisać sobie kolejne dwa punkty.

Co będzie najważniejsze w meczu przeciwko Anwilowi?

- Główne założenia niewiele się różnią od tych z meczu przeciwko Asseco, czyli musimy narzucić swoją agresywną obronę i grać z wielką energią. No i oczywiście powstrzymać szybki atak włocławian.

Za nami już półmetek gry w górnej szóstce i niestety Energa Czarni w pierwszych pięciu spotkaniach tylko raz wygrali. Czy wciąż zakładacie atak na czwartą pozycję przed play-off?

- Cały czas o tym myślimy i wciąż mamy szanse na wyższą lokatę. Pierwsze mecze nie poszły po naszej myśli, bardzo dużo graliśmy na wyjazdach, a w halach rywali zawsze jest ciężej. Teraz wróciliśmy już na Gryfię, pokonaliśmy Asseco Prokom i mamy szansę nieco nadrobić. Szykujemy się na efektowny finisz przed play-off.

Teraz, gdy zespół jest już w komplecie po kontuzjach, a dodatkowo skład wzmocnił Bryan Davis, przygotowania przebiegają chyba sprawniej?

- Bardzo dobrze, że jest nas teraz tylu na treningach, trener naprawdę ma spory wybór różnych ustawień. Dzięki szerokiej rotacji nikt nie musi się oszczędzać na boisku i każdy daje z siebie sto procent podczas pobytu na parkiecie. To już owocuje i z pewnością przyniesie nam jeszcze wiele dobrego.

W meczu z Asseco Prokomem pobiłeś tegoroczny rekord Tauron Basket Ligi pod względem wskaźnika plus/minus, który przy Twoim nazwisku wyniósł aż +41. Zaskoczenie?

- Gdy się o tym dowiedziałem byłem w szoku. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się stało akurat w moim przypadku – po prostu ze mną na boisku drużyna szła w górę. Może ten wskaźnik pokazuje nieco więcej, niż czyste statystyki punktów czy zbiórek.

Rozmawiał Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."