PRZED SEZONEM: Robert Tomaszek

PRZED SEZONEM: Robert Tomaszek

– Trzeba stawiać przed sobą najwyższe cele i starać się je zrealizować – mówi przed zbliżającym się sezonem Robert Tomaszek, środkowy Energi Czarnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

Mateusz Bilski: Niemcy, Stany Zjednoczone, Czechy, Ukraina i Polska. Gdzie najlepiej czuje się Robert Tomaszek, nie tylko jako zawodnik?

Robert Tomaszek: Prawdę mówiąc nie potrzebuję do życia wiele i w każdym mieście czy kraju, znajdę swój sposób na funkcjonowanie. W Słupsku na przykład bardzo mi się podoba, ponieważ jest tu wszystko, czego potrzebuję. Macie piękne parki i wiele terenów zielonych, gdzie można się zrelaksować, są dobre restauracje, sklepy, niczego nie brakuje. Oprócz tego Energa Czarni to profesjonalny klub i jako zawodnik nie mogę na nic narzekać.

Dlaczego zdecydował się Pan na grę właśnie dla Energi Czarnych? Inne kluby nie kusiły Pana do siebie?

- Miałem sporo ofert, jednak Energa Czarni okazali się być najbardziej konkretni. Ledwo skończył się sezon, a my już usiedliśmy do bardzo poważnych rozmów. Inne kluby bardziej sondowały sytuację, czekały na decyzje innych zawodników. Ja jednak mam już swoje lata i chciałem mieć spokojne lato, przez które będę mógł się zrelaksować. Nie chciałem dopuścić do takiej sytuacji, jaką miałem w ubiegłym sezonie, kiedy to podpisałem kontrakt na tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek. Postanowiłem więc odpuścić sobie tego niepotrzebnego stresu. Trener Marius Linartas bardzo chciał mieć mnie w swoim zespole, a mi spodobały się jego pomysły na ten sezon, więc długo się nie wahałem.

Czy sprawy sercowe miały wpływ na Pana decyzję?

- Szczerze mówiąc nie bardzo. Wiadomo, że mieszkając i żyjąc na co dzień z ukochaną jest znacznie łatwiej, to pomaga. Ale tak naprawdę, obojętnie gdzie bym nie grał, to i tak dalibyśmy sobie radę. Niektóre gazety piszą, że mam 111 km to celu, ale ja tak tego nie postrzegam. Każdy ma swoje życie i rodzinę, a pochodząc na przykład z Trójmiasta gra na drugim końcu Polski. Taki już jest zawód koszykarza i trzeba umieć sobie poradzić. Nie patrzy się więc na sprawy sercowe, a na stabilność zatrudnienia, pewność klubu i możliwość realizacji jak najwyższych sportowych celów.

W ubiegłym sezonie w barwach niemieckiego s. Oliver Baskets Würzburg grał Pan średnio po zaledwie 11 minut w każdym meczu. Po takich rozgrywkach chyba czuje Pan spory głód gry?

- Rok temu pojawiłem się w zespole, w którym znajdowało się pięciu zawodników i trener, grający ze sobą nieprzerwanie przez cztery lata. Wiadomo, że w takiej sytuacji każdy każdego chronił i trudno mi było nawet wywalczyć sobie piłkę, pokazać się. Dostawałem szanse od trenera, ale brakowało zgrania z zespołem. Jednak na koniec sezonu, w najważniejszych meczach play-off, gdy choćby z Albą Berlin potrzebna była siła i charakter po obu stronach boiska, udowodniłem, ile jestem warty.

Jak ocenia Pan tegoroczną drużynę Energi Czarnych?

- Każdy zawodnik w tym zespole bardzo chce grać i osiągnąć dobry wynik, wszyscy jesteśmy świetnie zmotywowani i każdy chce również sobie samemu udowodnić, że potrafi grać jeszcze lepiej. Poza tym trener Linartas wierzy w każdego zawodnika, ma ułożony bardzo dobry plan. Ciężko trenujemy, ale z głową, co podoba się nie tylko mi, ale wszystkim zawodnikom. Trener również indywidualnie motywuje każdego, przekonuje, że możemy więcej. Każdy czuje się więc świetnie w drużynie i będziemy chcieli pokazać, że ten zespół będzie w stanie ugrać coś dobrego w tym sezonie.

Czy rozmawiał Pan z trenerem na temat Pana roli w zespole?

- Rozmawiałem z nim kilka razy, jeszcze przed podpisaniem kontraktu i usłyszałem od niego dokładnie to, co dla mnie jest najważniejsze. Zobaczymy, czy uda nam się to wszystko zrealizować, na pewno będziemy o to walczyć. Zresztą trener nie tylko pod tym względem jest bardzo stanowczy i konsekwentny, jak coś powie, to tak robi i nie rzuca pięknych słów na wiatr.

Pewnie Pan wie, że słupscy kibice, kochający swoją drużynę, dobrze znają się na koszykówce i w każdym sezonie sporo wymagają od Energi Czarnych. Co mógłby Pan im zagwarantować?

- To, co w każdym sezonie, czyli za każdym razem, gdy tylko pojawię się na boisku, dam z siebie wszystko. Doskonale wiem, jak wspaniali są kibice w Słupsku, odwiedzałem już Gryfię z Basketem Poznań czy Turowem Zgorzelec i widziałem, jak świetnie dopingują swoją drużynę. Nie dziwi mnie, że są wymagający – w końcu płacą za bilety i każdy zawodnik musi mieć świadomość, że nasi fani także sporo dają od siebie, chcąc otrzymać równie wiele w zamian. Dlatego zawsze trzeba grać na 100%, wtedy kibice zobaczą, że nie lekceważymy swojej pracy. Fani muszą widzieć nasze zaangażowanie i jeśli tak będzie, to nawet gdy przegramy mecz, dalej będą nas wspierać.

Jest Pan najbardziej doświadczonym zawodnikiem w zespole. Czy w związku z tym widzi się Pan w roli kapitana Energi Czarnych?

- Dla mnie kapitan to w sumie tylko tytuł. Niektórzy są na to wyczuleni, bardzo chcą pełnić tą funkcję, ja tak do tego jednak nie podchodzę. Czy jestem kapitanem, czy nie, zawsze wiem, co trzeba robić na boisku, żeby wygrać i utrzymać zespół w jedności. Zawsze, w każdej drużynie tworzą się pewne grupki zawodników i rolą kapitana jest sprawić, by nie oddzielały się one od siebie, ponieważ pogarsza to atmosferę w zespole i da się to odczuć na boisku. Nie można więc do tego dopuścić i jeśli zostanę kapitanem zrobię wszystko, by utrzymać wszystkich razem. Widzę, że te zadanie nie będzie trudne, ponieważ mamy młody zespół, w którym każdy chce osiągnąć jak najwięcej.

Czyli widzi Pan szansę na stworzenie prawdziwego kolektywu?

- Będziemy stanowić kolektyw. Gwiazd nie mamy, więc będziemy sobie podawać, grać zespołowo, musimy być drużyną. Za wynik odpowiedzialni będą wszyscy – jak wygramy, to razem, jak przegramy, to też wspólnie.

W czwartek (30 sierpnia) rozegracie pierwszy mecz kontrolny ze Spójnią Stargard Szczeciński. Podejrzewam, że już nie możecie się tego doczekać?

- Głód gry z piłką jest wśród nas bardzo duży. Teraz nadchodzi jednak „czas trenerów", ponieważ wszystkie mecze sparingowe są przede wszystkim dla sztabu szkoleniowego. To podczas nich nasz zespół nabierze odpowiedniego kształtu, trenerzy będą mogli popróbować różnych ustawień, sprawdzić, jakie systemy funkcjonują, a jakie nie. Wszystko to oczywiście bez stresu i presji. Dlatego nie wynik będzie w tych meczach najważniejszy, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że nasi kibice pragną zwycięstw w każdym, nawet towarzyskim spotkaniu.

Gdzie widzi Pan Energę Czarnych za 9-10 miesięcy?

- Widzę ich… tam, gdzie będą. Poproszę o te pytanie za 10 miesięcy, wtedy odpowiem precyzyjnie (śmiech).

Marzą się Wam medale?

- Oczywiście. Trzeba stawiać przed sobą najwyższe cele i starać się je zrealizować. Bez nich można by w ogólnie nie startować do rozgrywek.

Rozmawiał Mateusz Bilski

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."