RELACJA: 0:2 na Dolnym Śląsku

RELACJA: 0:2 na Dolnym Śląsku

Energa Czarni podczas swojej drugiej wyprawy na Dolny Śląsk przegrali po raz drugi w tym sezonie. Tym razem silniejsza od naszego zespołu okazała się ekipa PGE Turowa, która wygrała 85:81. Zwycięstwo faworyzowanym gospodarzom zapewnił znakomity mecz Damiana Kuliga, a także trójka Nemanji Jaramaza na niewiele ponad minutę przed końcem.

Energa Czarni w daleką podróż do Zgorzelca udali się w roli drużyny nieco niedocenianej, skazywanej na wysoką przegraną ze świetnie funkcjonującym zespołem PGE Turowa. Stało się inaczej, bowiem dla naszych koszykarzy absolutnie oczywistym było, że mogą powalczyć z wicemistrzami Polski i pokusić się o niespodziankę na zgorzeleckim parkiecie. Niewiele do tego brakowało, jednak zbyt duża ilość błędów po stronie drużyny Andreja Urlepa przesądziła o ostatecznym wyniku.

Spotkanie dla słupszczan rozpoczęło się świetnie, bowiem spod kosza punkty zdobywali Garrett Stutz oraz mający już swoje stałe miejsce w pierwszej piątce Kacper Borowski. Świetny moment zanotował jednak J.P. Prince, który w cztery minuty zdobył aż 11 punktów, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 13:7. W końcówce pierwszej kwarty punkty zaczął zdobywać notujący znakomity sezon Damian Kulig, który – jak się później okazało – rozegrał jedno z najlepszych spotkań w swojej karierze.

Energa Czarni ambitnie starali się utrzymywać dystans do gospodarzy, wśród których z akcji na akcję rozkręcał się wspomniany Kulig. Po jego trójce zgorzelczanie prowadzili już nawet dziesięcioma punktami. Za odrabianie tych strat wzięli się Jordan Hulls, który już chyba na dobre otworzył się po dobrym meczu przeciwko Treflowi, a także Rocky Trice, na którego zawsze możemy liczyć w trudnych momentach.

Gdy trzecią kwartę zawodnicy PGE Turowa rozpoczęli od serii 7:0, a na tablicy widniał wynik 55:40, wydawało się, że jest już po meczu. Gospodarze kontrolowali wydarzenia na parkiecie, a największymi problemami słupszczan były błędy popełniane w obronie, a także niewymuszone straty po drugiej stronie parkietu. Po kolejnej przerwie dla Andreja Urlepa Energa Czarni odrodzili się. Sygnał do ataku nie pierwszy raz w tym sezonie dał kapitan Marcin Dutkiewicz, po którym w zdobywanie punktów zaangażowali się wszyscy zawodnicy przebywający na parkiecie. Tym samym słupszczanie przed czwartą kwartą przegrywali zaledwie jednym punktem!

Niestety kolejny raz krótka przerwa pozwoliła trenerowi Miodragowi Rajkoviciowi poukładać grę PGE Turowa. Ostatnia część gry rozpoczęła się kolejną serią dla gospodarzy, tym razem 6:0. Energa Czarni nie składali jednak broni, choć odrabianie strat z pewnością kosztowało ich mnóstwo sił, co nie pozostało bez znaczenia w decydujących momentach.

Po skutecznych akcjach naszych Amerykanów, trójce Nowakowskiego i punktach spod kosza Stutza, na dwie minuty przed końcem był remis po 78. Szybko odpowiedział jednak Kulig, a po kolejnej stracie Energi Czarnych Jaramaz zaskoczył wszystkich trójką z niezbyt przygotowanej pozycji i było już 83:78. Co prawda jeszcze z dystansu trafił Trice, ale na przechylenie szali zwycięstwa na słupską stronę naszym koszykarzom zabrakło czasu.

Najlepszym zawodnikiem Energi Czarnych był w tym spotkaniu Garrett Stutz, który miał 24 pkt. i trafił wszystkie swoje 10 rzutów z gry. 17 pkt. i 7 asyst miał Jordan Hulls, któremu tylko przez 4 min. dał odpocząć Tomasz Śnieg. Tyle samo punktów, a także 5 as. i 4 zb. zdobył natomiast Rocky Trice. Wśród zgorzelczan nie do zatrzymania był Damian Kulig, autor 28 pkt. i 10 zb.

PGE Turów – Energa Czarni 85:81 (24:21, 24:19, 15:22, 22:19)

PGE Turów: Kulig 28 (3x3), Taylor 15, Prince 13 (3), Dylewicz 10 (2), Jaramaz 7 (1), Wiśniewski 7 (1), Žigeranović 5, Stelmach.

Energa Czarni: Stutz 24, Hulls 17 (2), Trice17 (1), Nowakowski 9 (2), Dutkiewicz 6 (1), Borowski 5, Jankowski 3 (1), Mokros, Wright, Śnieg.

Mateusz Bilski 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."