RELACJA: Ambicja to za mało

RELACJA: Ambicja to za mało

Energa Czarni kolejny raz udowodnili, że potrafią jak równy z równym walczyć z najlepszymi w tej lidze. Nasi koszykarze rozegrali dobry mecz, do ostatnich chwil walczyli o zwycięstwo, jednak to wszystko nie wystarczyło do wygrania w Zielonej Górze. Ostatecznie mistrzowie Polski pokonali słupszczan 76:69.

To był naprawdę niezły mecz Energi Czarnych, którzy skazywani na wysoką przegraną w hali mistrzów Polski potrafili nie tylko nawiązać walkę, ale mogli również realnie myśleć o zwycięstwie. Początek tego nie zapowiadał, bowiem nie pierwszy raz w tym sezonie słupszczanie nie byli wystarczająco skoncentrowani, przez co rywale po niecałych trzech minutach prowadzili już 10:2. Jak się później okazało, wypracowana w pierwszych akcjach meczu przewaga okazała się decydująca. Nasi koszykarze przez całe spotkanie musieli walczyć o zniwelowanie tej różnicy i cały czas utrzymywało się niewielkie prowadzenie gospodarzy.

Po czasie dla trenera Urlepa 6 pkt. z rzędu zdobył Rocky Trice, czym pozwolił ponownie uwierzyć w siebie całej drużynie. Chwilę później w hali zgasło światło i koszykarze mieli niezaplanowaną, piętnastominutową przerwę. Po niej ponownie słupszczanie się zatrzymali, a Stelmet zbudował już dwucyfrowe prowadzenie. Tym razem jednak bardzo dobrze zaprezentowali się zmiennicy. Skuteczny był Mateusz Jarmakowicz, bardzo dobrze spisywał się wprowadzony pierwszy raz od wielu tygodni Kacper Borowski (leczył kontuzję), a oprócz niego z dystansu trafiał także Karol Gruszecki. Nie do zatrzymania był jednak Vladimir Dragicević, który już w pierwszej połowie zdobył 17 pkt. i głównie dzięki jego postawie Energa Czarni wciąż przegrywali.

W trzeciej kwarcie Energa Czarni niestety nie popisali się i pozwolili Stelmetowi przejąć to spotkanie. Nasi koszykarze zdobyli w tej części gry zaledwie 10 pkt. i byli w bardzo trudnej sytuacji, mając przed sobą na początku ostatniej kwarty aż 14 pkt. do odrobienia. Pogoń rozpoczęła się od celnej trójki Jordana Hullsa na 6 min. przed końcem meczu. Amerykanin po chwili trafił z półdystansu, skuteczni byli też Tomasz Śnieg i Michał Nowakowski. Niecałe 3 min. przed końcem spotkania był już remis, bowiem kolejną trójkę trafił Gruszecki.

Niestety chwilę później, po wybronionej akcji, piłkę w ataku zebrał Dragicević i trafił dwa wolne. Po kolejnej akcji Gruszeckiego znów był remis, jednak końcówka należała już w całości do Stelmetu. Cztery pkt. z rzędu zdobył Christian Eyenga, na co Energa Czarni potrafili odpowiedzieć tylko dwoma. W kluczowej akcji na 16 sekund przed końcem niezwykle ważną trójkę z rogu boiska trafił Aaron Cel, wyprowadzając swój zespół na pięciopunktowe prowadzenie i w zasadzie zapewniając mistrzom Polski wygraną.

– Nasi przeciwnicy bardzo dobrze weszli w to spotkanie, zdobywając szybko dziesięć punktów przewagi. My natomiast musieliśmy przez cały mecz gonić naszych rywali. Myślę, że wykonaliśmy dobrą pracę w obronie i w końcu zbliżyliśmy się do Stelmetu, ale zabrakło nam przełamania, bo w ataku zebrał Dragicević i zdobył punkty. Popełniliśmy kilka błędów w ataku, które nie powinny mieć miejsca – wyjaśniał po meczu trener Andrej Urlep.

Energa Czarni w Zielonej Górze zagrali bardzo zespołowo i niemal każdy zawodnik zdobywał punkty. Najwięcej uzbierał ich Karol Gruszecki (13), lecz niewiele mniej od niego zdobyło kolejnych czterech zawodników. Wśród naszych rywali wyróżnił się w szczególności wspominany Dragicević (21 pkt. i 9 zb.).

Kolejne spotkanie nasi koszykarze rozegrają w niedzielę, a ich przeciwnikami będzie zespół PGE Turowa. Transmisję z meczu przeprowadzi Polsat Sport News.

Stelmet – Energa Czarni 76:69 (26:16, 17:20, 15:10, 18:23)

Stelmet: Dragicević 21, Eyenga 16, Koszarek 13, Chanas 9, Cel 5, Ginyard 5, Cesnauskis 3, Brackins 2, Hrycaniuk 2, Sroka.
Energa Czarni: Gruszecki 13, Jarmakowicz 10, Borowski 8, Hulls 8, Nowakowski 7, Śnieg 6, Trice 6, Zimmerman 5, Stutz 4, Taylor 2, Mokros.
Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."