RELACJA: Anwil nie tylko wygrał

RELACJA: Anwil nie tylko wygrał

Katastrofa we Włocławku – Energa Czarni, choć momentami potrafili grać znakomicie, w drugiej połowie meczu z Anwilem zupełnie się pogubili i przegrali aż 57:78. Tym samym zespół Miliji Bogicevicia zapewnił sobie niemal pewny awans do pierwszej szóstki, a słupszczanom na realizację tego samego celu pozostały zdecydowanie mniejsze szanse.

AUDIO: Mateusz Kostrzewski po meczu

Od pierwszych minut inicjatywa w spotkaniu należała niestety do graczy z Włocławka, którzy zaczęli mecz od prowadzenia 9:3. Choć Energa Czarni zdobywali punkty, zawodnicy Anwilu błyskawicznie odpowiadali tym samym i nie pozwalali naszej drużynie na odrabianie strat. Trener Linartas, widząc kłopoty swojego zespołu, próbował licznych roszad, w tym m.in. na parkiecie po raz pierwszy od kilku tygodni pojawił się powracający do zdrowia Todd Abernethy – jednak jak zapowiadał szkoleniowiec naszej ekipy, nie był to jeszcze ten sam Todd, co na początku sezonu. Zmiany nie przynosiły korzyści i na przełomie pierwszej i drugiej kwarty gospodarze zanotowali serię 10:2, powiększając swoje prowadzenie do 11 punktów (28:17).

Energa Czarni nie zamierzali się jednak poddawać. W połowie drugiej części meczu, gdy piątą już trójkę dla Anwilu trafił tym razem Marcus Ginyard, słupszczanie odpowiedzieli dwoma celnymi rzutami z dystansu Odeda Brandweina i Mateusza Kostrzewskiego. Po chwili gospodarze popełnili kilka błędów po obu stronach parkietu, a dla gości punktowali Robert Tomaszek i Levi Knutson, dzięki czemu na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy był remis. Choć po chwili cztery punkty dla Anwilu zdobył Michał Sokołowski i przywrócił swój zespół na prowadzenie, Energa Czarni wciąż byli w grze.

Druga połowa zaczęła się od pierwszego w meczu prowadzeniu naszych koszykarzy, którzy wygrywali 38:37 po punktach Rodericka Trice’a. Gorszy nie chciał być Oded Brandwein, zdobył kolejne cztery punkty i prowadzenie gości wzrosło do pięciu. Nie wiedzieć jednak czemu, nasi koszykarze zamiast kontynuować swoją dobrą grę i utrzymać korzystny rezultat, momentalnie przestali grać po obu stronach parkietu. Anwil zdobył siedem punktów z rzędu i odzyskując prowadzenie odzyskał też pewność siebie, wygrywając pięciominutowy fragment w sumie 19:4.

Przed ostatnią częścią meczu gospodarze mieli aż jedenaście punktów przewagi i nic nie wskazywało na to, aby coś się miało zmienić. Wręcz przeciwnie, włocławianie przestali już grać tylko o zwycięstwo w tym spotkaniu – ich celem było odrobienie osiemnastopunktowej straty z pierwszego meczu w Słupsku. Przy pasywnej postawie Energi Czarnych udało im się zrealizować to zadanie i ostatecznie zwyciężyć aż 78:57.

Nasi koszykarze nie mogli wygrać spotkania, w którym rzucali ze skutecznością zaledwie 35% z gry. Sromotnie przegrana druga połowa, w której słupszczanie zdobyli zaledwie 22 punkty (!), to efekt nie tylko powtarzających się strat i słabej egzekucji w ataku, ale przede wszystkim kompletnie dziurawej obrony, przez którą Anwil przedzierał się bez większych problemów. Zabrakło także zespołowości – sam Krzysztof Szubarga miał więcej asyst (11), niż cały zespół Energi Czarnych (7).

Najlepszym zawodnikiem spotkania był Szubarga, który oprócz wspomnianych asyst, miał 16 punktów i 5 zbiórek. Ogromny wkład w wygraną miał także Marcus Ginyard, który zdobył aż 25 punktów. Wśród słupszczan wyróżnił się jedynie Mateusz Kostrzewski, który zanotował na swoim koncie 17 pkt. i 6 zbiórek.

Anwil – Energa Czarni 78:57 (21:15, 16:20, 20:11, 21:11)

Anwil: Ginyard 25, Szubarga 15, Hajrić 10, Weeden 9, Jovanović 6, Sokołowski 4, Boykin 3, Eitutavičius 3, Frasunkiewicz 2, Łapeta.

Energa Czarni: Kostrzewski 17, Brandwein 7, Dabkus 7, Knutson 7, Gadri-Nicholson 6, Dutkiewicz 5, Trice 5, Tomaszek 3, Abernethy, Nowakowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."