RELACJA: Anwil rozbity, zwycięska seria Panter trwa!

RELACJA: Anwil rozbity, zwycięska seria Panter trwa!

Energa Czarni w imponującym stylu pokonali Anwil w piątej kolejce Tauron Basket Ligi, notując tym samym na swoim koncie trzecie z rzędu zwycięstwo. Wygrana aż 82:64 to dowód na coraz wyższą formę naszego zespołu, który już nie tylko w ofensywie funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami trenera. Do wygranej najbardziej przyczynili się Levi Knutson, Robert Tomaszek i Todd Abernethy.

Zgodnie z oczekiwaniami przed spotkaniem słupscy kibice bardzo ciepło przyjęli Dainiusa Adomaitisa, aktualnie trenera Anwilu, który jeszcze w ubiegłym sezonie prowadził Czarne Pantery do licznych zwycięstw. Oczywiście gdy tylko rozpoczęło się spotkanie wszystkie sentymenty należało odłożyć na bok i liczyła się już tylko jak najlepsza gra zespołu prowadzonego przez Mariusa Linartasa.

Obie drużyny zaczęły nerwowo, jednak to gospodarze popełniali więcej błędów, związanych szczególnie z komunikacją w defensywie przy szybkich atakach włocławian. Po trójce Tonego Weedena Anwil prowadził już sześcioma punktami i wydawało się, że zaczyna przejmować inicjatywę. Ku zaskoczeniu wszystkich, a w szczególności naszych rywali, za trzy trafił Robert Tomaszek, a faulowany w tej samej akcji Valdas Dabkus wykorzystał dwa wolne i Energa Czarni szybko odrobili straty. Wciąż wykorzystując agresję w defensywnych poczynaniach gości słupszczanie sprytnie wymuszali faule i byli skuteczni z linii rzutów wolnych.

Kluczem w grze naszego zespołu była koncentracja, potęgowana przez wspaniałą atmosferę panującą w Hali Gryfia. Po dwóch minutach drugiej kwarty było 28:22 i Adomaitis został zmuszony do wzięcia pierwszej przerwy na żądanie. Niewiele to dało jego drużynie i niesieni dopingiem fanów Energa Czarni wyraźnie się rozkręcali, by po trójkach Mateusza Kostrzewskiego i Levi’ego Knutsona zbudować dwucyfrową przewagę. Kolejna przerwa dla gości i zaraz po niej kolejne cztery punkty Knutsona pozwoliły gospodarzom prowadzić 45:31 po dwóch kwartach.

Druga połowa upływała już niemal całkowicie pod dyktando Energi Czarnych, którzy prezentowali najwyższy możliwy poziom determinacji, ambicji i woli walki, za co niejednokrotnie zostali nagrodzeni owacjami od wypełnionej niemal po brzegi Gryfi. Prowadzenie słupszczan z minuty na minuty stawało się coraz większe i choć na chwilę mecz musiał zostać przerwany, z powodu nieodpowiedniego zachowania kibiców gości, nie wybiło to Energi Czarnych z rytmu. Pod koniec trzeciej części meczu nasi koszykarze wygrywali już 63:40 i pewnie zmierzali po trzecią z rzędu wygraną.

Ostatnia kwarta była już tylko formalnością, choć nasi koszykarze byli coraz bardziej zmęczeni, a na tablicy świetlnej obok ich numerów pojawiało się coraz więcej fauli. Anwil rzucił się więc do odrabiania strat, ale zniwelowanie ich do różnicy kilkunastu punktów było wszystkim, na co tego dnia było stać gości. Szczególnie należy docenić w tym spotkaniu postawę Todda Abernethy’ego, który nie dość, że musiał grać za dwóch (kontuzjowany jest Oded Brandwein) i spędził na parkiecie przeszło 38 minut, to jeszcze do tego musiał radzić sobie z ciągłą presją włocławskich obrońców. Ta przyniosła oczywiście słabszą skuteczność i kilka niepotrzebnych strat, ale poza tym nasz rozgrywający dobrze kierował grą zespołu i był bardzo wszechstronny – obok 8 punktów miał 7 asyst, 5 zbiórek i 5 przechwytów.

– Zagraliśmy całkiem dobry mecz, ale po raz kolejny pozwoliliśmy rywalom na zbyt wiele zbiórek w ataku i mieliśmy zdecydowanie za dużo strat. Graliśmy jednak nieźle, ale tylko przez 38 i pół minuty, ponieważ w samej końcówce byliśmy zbyt zrelaksowani. Musimy nad tym jeszcze popracować – mówił po spotkaniu Marius Linartas, trener Energi Czarnych.

Tego imponującego zwycięstwa nie byłoby także gdyby nie walczący ze wszystkich sił Robert Tomaszek, który poskromił zapędy włocławskich rottweilerów. Nasz środkowy już w trzeciej kwarcie zanotował double-double (w sumie 13 pkt. i 12 zb.), a poza tym umiejętnie wymuszał przewinienia rywali, prowokował ich do błędów i zachęcał do jeszcze lepszej gry swoich kolegów, będąc prawdziwym sercem całego zespołu. Najskuteczniejszym graczem całej drużyny był natomiast Knutson, który z meczu na mecz coraz lepiej wywiązuje się z roli głównej „strzelby” Energi Czarnych.

– Chciałbym podziękować kibicom, którzy nieśli nas dzisiaj swoim dopingiem. Przez ostatni tydzień bardzo ciężko trenowaliśmy, by znaleźć się na tych torach. Myślę, że teraz nikt z nas już nie pamięta, jak zaczęliśmy sezon, ponieważ liczy się dla nas tylko to, co dzieje się w tym momencie. Z meczu na mecz gramy coraz lepiej i pewniej – podsumował Marcin Dutkiewicz.

Energa Czarni – Anwil 82:64 (21:19, 24:12, 18:9, 19:24)

Energa Czarni: Knutson 19, Tomaszek 13, Dutkiewicz 12, Kostrzewski 11, Dabkus 10, Nicholson 9, Abernethy 8, Nowakowski.

Anwil: Eitutavicius 13, Ginyard 10, Szubarga 9, Hajrić 8, Wright 7, Weeden 7, Boykin 7, Frasunkiewicz 3, Bartosz, Sokołowski, Seweryn.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."