RELACJA: Anwil wreszcie pokonany

RELACJA: Anwil wreszcie pokonany

Energa Czarni sprawili swoim kibicom świetny prezent wielkanocny, pokonując na własnym parkiecie Anwil 68:55. Było to już piąte starcie z włocławianami w trwającym sezonie i po raz pierwszy zakończyło się zwycięstwem naszych koszykarzy. Kapitalnie zagrał Jordan Hulls.
Dwa Bloki Danilo Mijatovicia w dwóch pierwszych akcjach słupszczan, a z drugiej strony dwie celne trójki w dwóch akcjach Anwilu. Początek spotkania był dla nas fatalny, choć i tym razem trener Urlep zdecydował się zastąpić w pierwszej piątce Rocky’ego Trice’a Jordanem Hullsem, co przyniosło sporo korzyści w meczu z Rosą. Słupszczanie jednak nie panikowali, spokojnie realizowali swoje założenia i szybko odrobili straty. W kolejnych dwóch minutach zanotowali serię 9:2 i zastopowali Anwil, wychodząc na kilkupunktowe prowadzenie. Dzięki kapitalnie rozegranej ostatniej akcji, równo z syreną kończącą pierwszą kwartę za trzy trafił Trice, a Energa Czarni prowadzili 18:12.

Gra szybko się jednak wyrównała – Anwil dwukrotnie doprowadzał do zaledwie dwupunktowej straty, lecz nie był w stanie przełamać naszych koszykarzy. Słupszczanie w końcu jednak odskoczyli od rywali – rozkręcił się Trice, który zdobył w krótkim czasie 7 pkt, trójkę dorzucił Hulls i Energa Czarni wygrywali 35:23. Niestety nie udało się powiększyć tej przewagi i goście jeszcze przed przerwą odrobili niemal połowę strat.

Anwil po zmianie stron ostro rzucił się do ataku. Z dystansu trafiali Graham, Callahan i Sokołowski, a po kolejnej trzypunktowej akcji tego ostatniego – tym razem w kontrze – przyjezdni doprowadzili do upragnionego remisu. Na szczęście, głównie dzięki świetnej dyspozycji Hullsa, Energa Czarni nie pozwolili im odzyskać prowadzenia, a do końca kwarty zdołali odbudować część swojej przewagi. Przed decydującą kwartą było 53:47.

W najważniejszej części meczu przez pierwsze trzy minuty kibice przyglądali się festiwalowi błędów, pomyłek, dobrej obrony, braku skuteczności, nierozważnych fauli lub ich braku. Energa Czarni zmarnowali w tym czasie trzy kontrataki, a wynik drgnął dopiero po rzucie z półdystansu Pamuły. Cztery punkty z rzędu zdobył jednak Trice, w tym dwa po faulu niesportowym Callahana. Gdy dwa wolne dorzucił Stutz, z sześciu metrów trafił Hulls, w połowie kwarty słupszczanie prowadzili 61:49 i czuli się już bardzo pewnie. Do końca spotkania niewiele się zmieniło – Anwil starał się niwelować przewagę naszego zespołu, ale tym razem to Energa Czarni byli silniejsi.
– Czarni po raz pierwszy z nami wygrali. Popełniliśmy zbyt wiele strat, nasze rzuty nierzadko nawet nie dolatywały do kosza. Jestem natomiast zadowolony z naszej gry w obronie, ponieważ 68 pkt. rzuconych przez gospodarzy to nie jest wiele. Sami mieliśmy niestety znacznie mniej, ponieważ nasz atak był bardzo słaby. Potrzebujemy nieco świeżości i nowej energii, dziś nam tego zabrakło – mówił po spotkaniu trener gości Milija Bogicević.

– Kolejny raz moi zawodnicy zostawili wszystko na boisku. Graliśmy na maksimum w obronie, straciliśmy tylko 55 pkt. Jestem bardzo zadowolony z defensywy, choć mogliśmy zagrać lepiej w ataku. Popełniliśmy kilka błędów po tej stronie parkietu, ale gdy oddaje się całe serce w obronie, to czasem czegoś może w ataku zabraknąć – podsumował spotkanie trener Andrej Urlep.
Energa Czarni wygrali, ponieważ zmusili gości do popełnienia aż 21 strat, przy zaledwie 12 swoich. Dobrą defensywą potrafili także wymuszać na rywalach wiele nieprzygotowanych rzutów, przy których brakowało szczęścia gościom z Włocławka. Z drugiej strony 4 z 5 trójek trafił Hulls, zdobywając w sumie 22 pkt., a przez większą część spotkania kroku dotrzymywał mu Trice (16 pkt.).

Energa Czarni – Anwil 68:55 (18:12, 19:18, 16:17, 15:8)
Energa Czarni: Hulls 22, Trice 16, Stutz 14, Mokros 6, Śnieg 5, Borowski 3, Zimmerman 2, Gruszecki, Jakubiak.
Anwil: Sokołowski 22, Callahan 14, Graham 9, Kostrzewski 4, Pamuła 2, Hajrić 2.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."