Relacja: Bez hat-tricka z Trójmiastem

Relacja: Bez hat-tricka z Trójmiastem

Energa Czarni przeciwko Startowi rozegrali swoje bez wątpienia najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Po serii dziewięciu zwycięstw z rzędu nasi koszykarze muszą przełknąć gorycz porażki, odniesionej na dodatek w fatalnym stylu. Bez Roberta Tomaszka na parkiecie słupszczanie zupełnie nie radzili sobie pod tablicami, a na dodatek pudłowali z otwartych pozycji i przegrali aż 68:82.

Energa Czarni słabą postawą w niedzielnym spotkaniu zaskoczyli chyba nie tylko wszystkich swoich kibiców, ale również samych siebie. Niestety, jak zapowiadał trener Marius Linartas, Start jest silną drużyną i w naszej wyrównanej lidze każdy może pokonać każdego. Gdynianie bezwzględnie wykorzystywali wszystkie błędy gospodarzy i dzięki swojej ambicji oraz waleczności, jakże podobnej do tej słupszczan z meczów z Asseco i Treflem, pewnie wygrali. Dla naszego zespołu jest to z pewnością niepokojący sygnał przed bardzo ważnym dla kibiców meczu w Koszalinie. Przeciwko Startowi nie zagrał Robert Tomaszek, który w spotkaniu z Rosą naciągnął mięsień pleców i niestety nie wiadomo, jak długo potrwa jego rekonwalescencja.

W pierwszej kwarcie nasi koszykarze zaprezentowali taką grę, jakiej kibice w Słupsku dawno nie mieli okazji oglądać. W ciągu ponad sześciu minut zdołali zdobyć zaledwie 4 punkty, i to na dodatek po improwizowanych akcjach. W zagraniach Energi Czarnych brakowało spokoju, rozwagi, co skrzętnie wykorzystywali ambitni gdynianie. Gracze Startu od pierwszych minut bronili agresywnie na całym parkiecie i w pewnym momencie prowadzili nawet sześcioma punktami. Goście dominowali także w walce o zbiórki, a gospodarze w ofensywie legitymowali się skutecznością zaledwie 25% z gry, mimo wielu otwartych pozycji.

Krótka przerwa dobrze podziałała na słupszczan, którzy szybko dwa razy trafili z dystansu (Abernethy i Nowakowski), dzięki czemu odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie. Seria punktowa 10:0 pomogła Enerdze Czarnym chwilowo przejąć kontrolę nad spotkaniem, choć nie bez znaczenia dla gry naszych koszykarzy była nieobecność na parkiecie odpoczywającego Roberta Rothbarta, z którym mieli najwięcej problemów. Po stronie słupszczan świetnie grał Michał Nowakowski, jednak po powrocie izraelskiego środkowego gości Start odrobił część sięgającej już 9 punktów straty do gospodarzy.

– Mieliśmy szansę wygrać ten mecz w pierwszej połowie, ale po serii 10:0 podjęliśmy kilka głupich decyzji w ataku i nasza przewaga zmalała. W drugiej połowie gracze Startu walczyli o każdą piłkę, trafili kilka można powiedzieć szczęśliwych trójek i wygrali. Ta przegrana w 100% wynika z naszego braku koncentracji oraz indywidualnego przygotowania do meczu – mówił po spotkaniu trener Linartas.

Po przerwie Energa Czarni zapomnieli o swojej dobrej grze w drugiej kwarcie i ponownie zaczęli popełniać podobne błędy, jak na początku spotkania. Po kilku złych decyzjach Todda Abernethy’ego zastąpił Wojciech Jakubiak, ale tym razem nie ustrzegł się błędów i jego przygoda szybko się zakończyła. Goście z Gdyni radzili sobie natomiast świetnie – za trzy trafiali Kucharek, Mordzak i Jankowski. Start, ku zaskoczeniu chyba wszystkich zgromadzonych w Gryfi, wyszedł na prowadzenie 59:53 i takim wynikiem zakończyła się ta kwarta.

W ostatniej części meczu słupszczanie postanowili rzucić wszystko na jedną kartę, ale nie wiedzieć czemu, uparli się odrobić straty rzutami z dystansu. Te zupełnie im nie wychodziły i choć w obronie grali lepiej, nic się nie zmieniało. Po chwili za trzy trafił jednak Mordzak i pięć punktów z rzędu dołożył Jankowski, a na tablicy pojawił się wynik 53:67. Choć do końca spotkania pozostawało jeszcze ponad pięć minut, wydawało się, że jego losy są już przesądzone. Energa Czarni wobec przyzwoitej obrony rywali zupełnie nie mieli pomysłu na grę w ataku i wyglądali na zrezygnowanych, natomiast po drugiej stronie boiska krótkie i improwizowane akcje przynosiły doskonały efekt. Nawet spora mobilizacja na ostatnie dwie minuty nie mogła już nic zmienić i słupszczanie do końca walczyli już tylko o jak najmniejszą przegraną.

– Wyraźnie przegraliśmy walkę o zbiórki, fatalnie rzucaliśmy rzuty wolne i w kluczowych momentach świetnie trafiał Jankowski. Te trzy elementy to według mnie główne przyczyny przegranej. Jednak już w pierwszej połowie m.in. Valdas nie trafił kilku łatwych rzutów spod kosza, Yemi nie zebrał kilku piłek w obronie, to były szczegóły, ale właśnie one sprawiły, że mecz był na styku. Start jest młodym i walecznym zespołem, trener nas na to uczulał. Musimy szybko zapomnieć o tym spotkaniu, ponieważ gramy ważny mecz z AZS. Musimy się zresetować, przemyśleć swoje błędy i sprawić, by było ich jak najmniej, abyśmy w Koszalinie po prostu wyszli na parkiet i wygrali – mówił po spotkaniu Michał Nowakowski.

Energa Czarni – Start 68:82 (10:15, 28:20, 15:24, 15:23)

Energa Czarni: Nowakowski 13, Dabkus 13, Dutkiewicz 11, Knutson 9, Kostrzewski 7, Abernethy 7, Gadri-Nicholson 4, Brandwein 4, Jakubiak.

Start: Rothbart 18, Mordzak 17, Jankowski 15, Kowalczyk 8, Kucharek 7, Malczyk 6, Śnieg 4, Mokros 4, Wojdyła 3, Pełka, Andrzejewski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."